Przepis na pseudohistoryczny bestseller. Cała postprawda o Imperium Lechitów

SarmataRosnąca popularność książek o „starożytnej Polsce” to dowód, że niesławna postprawda rozplenia się niczym kąkol nie tylko w polityce, ale też na poletku historii uprawianym dawniej przez spokojne, nieszkodliwe plemiona naukowców i pasjonatów.
Oczywiście bajania o pradawnym Imperium Lechitów można po prostu wyśmiać. Lepiej jednak potraktować je jako ważny sygnał alarmowy. Każdy sukces pseudonauki na jednym polu otwiera jej kolejne przyczółki, infekując publiczność spiskowym sposobem myślenia naznaczonym nieufnością wobec autorytetów i wypaczoną wiarą w „demokratyczność poznania”. Każdy czytelnik uwiedziony opowieścią o „Polsce starożytnej” to potencjalny członek ruchu antyszczepionkowego, tropiciel spisków i wyborca najbardziej zwariowanych ugrupowań.

Dlatego, choć podany poniżej przepis na pseudohistoryczny bestseller może z powodzeniem posłużyć każdemu, kto chciałby zarobić trochę grosza na ludzkiej naiwności, można go także potraktować jako próbę zrozumienia szkodliwego zjawiska w celu ograniczenia liczby ofiar i skali zniszczeń. Do wyboru według uznania państwa czytelników.

P.S. To nie marudzenie sfrustrowanego badacza – po skończonej lekturze tego artykułu zapraszam na: https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/04/22/poczet-krolow-lechii-kosciol-w-polsce-od-1050-lat-ukrywa-przed-polakami-ze-jestesmy-starozytnym-antycznym-wielkim-imperium/. Teorie pseudonaukowe okazują się doskonale kompatybilne…)

Przepis na pseudohistoryczny bestseller

  • Fakt lub dwa
  • 2 szczypty teorii spiskowej
  • 3 łyżki (+/- 8) swobody w doborze i interpretacji źródeł
  • 4 odcinki „Gry o Tron”
  • Pięć uncji megalomanii narodowej
  • Z pół tuzina kosmitów

Mieszać aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Doprawić do smaku. Podawać w miękkiej okładce na półce „Historia”, pod patronatem nobliwego czasopisma „Mówią Wieki”.

Bellono, dlaczego?!

Pamiętacie te nieszkodliwe książki typu „Bitwa pod Żółtymi Pludrami 31 lutego 1691”? Na ich kartach prawdziwi miłośnicy historii militarnej mogli z wypiekami śledzić spory o to, ile rzemyków miał u sandałów Juliusz Cezar albo o której godzinie zarżał koń Napoleona… W dawnych, dobrych czasach właśnie w produkcji takich niegroźnych (i bardzo rzetelnych) pozycji specjalizowało się wydawnictwo Bellona. Już w okresie moich studiów zaczął się niepokojący proces związany zapewne z przemianami rynku. Zacne przedsiębiorstwo skręcało powolutku w kierunku historycznego soft-porno, słusznie wietrząc w nowym pokoleniu adoratorów Klio większą dawkę żądzy krwi i inwestując w tytuły w rodzaju „Machina do zabijana: Krwawy legion Nerona” i w ogóle wszelkie pozycje z przymiotnikiem „krwawy” stopniowanym i odmienianym przez przypadki, rodzaje i liczby.

Niedawno Bellona otworzyła trzecie oko i przeszła na wyższy poziom świadomości (historycznej). Jestem właśnie po lekturze jej ubiegłorocznego bestsellera – książki Janusza Bieszka pt. „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”.

Moje trzecie oko niestety się nie otworzyło. Za to chyba nieodwołalnie zepsułem sobie dwoje pozostałych. Niby nie takie rzeczy już w życiu widziałem (por. Jak Sarmaci przypłynęli z Wyspy Wielkanocnej i nauczyli cały świat polskiego), a jednak boli. No ale, co się przeczytało, tego się już nie odprzeczyta. Można najwyżej spróbować zrozumieć, co się wydarzyło, i skontekstualizować traumę.

Poniższy tekst nie jest recenzją ani nawet próbą ostrzeżenia zawczasu potencjalnych czytelników (takie ostrzeżenia nie działają – kto się nie przewróci, ten się nie nauczy). Jest natomiast pierwszym zapisem próby zrozumienia, w jaki sposób pseudonauka funkcjonuje dziś na obszarze dziejopisarstwa. Czy rozwój nowych mediów, który tak bardzo przyczynił się do pseudonaukowych rewolucji w innych dziedzinach życia, także i tu odegrał kluczową rolę? Czy „historyczne” teorie turbosłowian są w jakiś sposób podobne do „odkryć” antyszczepionkowców, tropicieli spisków i miłośników płaskiej ziemi? Jaki jest dziś przepis na pseudohistoryczny bestseller?

O czym to jest

W wielkim skrócie – Janusz Bieszk przedstawia „zapomnianą” historię pradawnego imperium Ariów-Słowian – najstarszego osiadłego ludu w Europie. [s. 34] Nasi „przodkowie Ariowie-Słowianie byli już zasiedzeni i zorganizowani […], w czasach gdy dopiero powstawały starożytne cywilizacje w Sumerze, Egipcie, Elamie, Peru, Meksyku, Chinach czy w Dolinach Indusu i Saraswati.” Niestety Słowianie nade wszystko cenili sobie [s. 35] „wolność i realną demokrację”, nie akceptowali także niewolnictwa wprowadzonego przez „totalitarne, agresywne państwa” i zaakceptowanego przez kościół. „Dlatego później właśnie Słowiańszczyzna była solą w oku dla władców zachodniej Europy i należało ją rozbić oraz spacyfikować krwawymi zamachami na jej władców”. Imperium Lechitów rozbito podstępem i podłością, a wszelkie informacje o nim wymazano, skazując nasze dzieje na wieczne zapomnienie.

Kurtyna.

Fakt lub dwa

Studia na temat pseudonauki (a także reklamy czy propagandy) podkreślają zgodnie znaczenie starannie dobranych, potwierdzonych naukowo faktów, które w punkcie wyjścia pozwolą na zbudowanie zaufania i nawiązanie łączności między autorem i czytelnikiem. Nic tak nie uwiarygadnia pseudonauki, jak kilka słów prawdy.

Trzeba od razu powiedzieć, że „Słowiańscy królowie Lechii” to pozycja wyjątkowa. Fakty są w niej dawkowane niezwykle oszczędnie.

Nawet w domenach wyznaczających bardzo twardy rdzeń konsensusu, Bieszk daje radę coś pokręcić. Za przykład posłużyć może choćby geografia. W jednym z rozdziałów czytamy, że ok. 70 000 lat temu, gdy pierwsi Ariowie, przodkowie Słowian, rządzili wielkim Imperium Gobi [s. 25] Himalaje „nie zostały jeszcze całkowicie wyniesione” i były „na ogół równinnymi, uprawnymi terenami”. Tymczasem procesy geologiczne datuje się w zupełnie innych skalach niż najbardziej nawet śmiałe fantazje na temat cywilizacji. Jeśliby nawet prastare imperium naszych praprzodków datowało się 70 000 lat wstecz, to wyniesienie Himalajów jest kwestią kilku-kilkudziesięciu milionów lat (takie sprawy zajmują trochę czasu…).

Inny przykład: o religii Słowian wiemy tak niewiele, że naprawdę prawie wszystko można zmyślić bez ryzyka konfliktu z faktami. Skoro jednak naszych przodków upiera się autor nazywać „Ariowie-Słowianie”, bez mrugnięcia oka stwierdza też, że już stulecia przed naszą erą wyznawali oni… arianizm.

Podobnie dzieje się z każdą domeną nauki, na którą Bieszk skieruje reflektor uwagi. Nawet język książki jest przerażająco niezdarny i chropowaty. Praca, co naprawdę nieczęsto zdarza w książkach drukowanych przez duże wydawnictwa, najeżona jest błędami interpunkcyjnymi i niezręcznościami stylistycznymi. Oczywiście, kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci przecinkiem, ale ktoś przecież wziął pieniądze za redakcję, korektę, a nawet – jak czytam – „redakcję merytoryczną”.

2 szczypty teorii spiskowej

Każda czytelniczka Bieszka zadaje sobie pewnie pytanie: jeżeli naprawdę na tych terenach od tysięcy lat istniało potężne imperium, to dlaczego nigdy o tym nie słyszałam? Autor bynajmniej od niego nie ucieka. Wręcz przeciwnie. Stawia je w książce wielokrotnie:

[277] „Jednocześnie, w czasie moich poszukiwań i badań, nie znalazłem żadnego nowszego, poważnego i naukowego opracowania na temat funkcjonowania w starożytności naszego kraju, nazywanego Lechią lub Imperium Lechitów. […] Dlaczego?!”

No właśnie, dlaczego?

[13] „Czy zastanawialiście się, dlaczego w publikacjach na temat historii Polski tak mało miejsca poświęca się naszym korzeniom, czyli dziejom Ariów-Słowian i ) słowiańskiemu krajowi – Lechii oraz jego słowiańskim władcom lechickim? Dlaczego w książce Historia Polski […] na 690 stron tekstu poświęca się zaledwie niecałe pół (!?) strony na wyliczenie tylko trzech (!?), władców słowiańskich? Dlaczego pozbawia się nas informacji o królach lechickich panujących w starożytnej Lechii, czyli Polsce, wybranych prawomocnie na wiecach słowiańskich?”

Odpowiedź przychodzi ze świata teorii spiskowych. W świecie nauki, jeżeli o tym nie słyszałeś, to zazwyczaj jest to niewarta uwagi bzdura. W świecie teorii spiskowych, jeżeli o czymś się nie mówi, to z pewnością dlatego, że ktoś ma w tym interes. Dlaczego nie ma prac naukowych na temat straszliwej szkodliwości szczepień? Czemu brak raportów o chemitrails? itd.

Dlaczego więc nie usłyszeliśmy nigdy o Wielkiej Lechii? Wszystko dzieło zaborców i Kościoła! Imperium Lechitów, jako bastion wolności, musi zostać zapomniane, a jego dzieje – zakłamane.

Z logiką spiskową współgra doskonale mechanizm zewnętrznej atrybucji porażek, który za wszystkie niepowodzenia przeszłe i obecne każe winić potężne ukryte siły: [61] „niestety, potężne Imperium Lechitów zostało skutecznie rozbite od środka w 840 roku, w wyniku zagranicznego geopolitycznego spisku i otrucia 20 książąt-władców jego dzielnic.”

3 łyżki (+/- 8) swobody w doborze i interpretacji źródeł

Dla niewprawnego oka „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna” może wydawać się książką historyczną. Ale musi to być oko bardzo, bardzo niewprawne. Tym, co rzuca się w oczy każdemu, kto miał kiedykolwiek w ręku książkę naukową (a nawet popularnonaukową), jest uderzająca niezręczność, z jaką Bieszk posługuje się źródłami. Nie bardzo wie, jak robić przypisy, nie ma pojęcia o przygotowywaniu bibliografii. Pozycje w „bibliografii” przedstawionej na końcu dzieła wyglądają np. tak: „Miorsz – Kronika Lechitów i Polaków – Internet” albo „Cholewa M., Kronika Lechitów i Polaków – Internet”. Szkoda, że nie „internety”…

Bieszk słyszał natomiast kiedyś o krytyce źródeł, w książce wykorzystuje ją jednak w sposób karykaturalny. Podstawowym źródłem, na którym opiera się znaczna część wywodu autora, jest Kronika Prokosza – osiemnastowieczny falsyfikat nie traktowany poważnie przez żadnego historyka. (Ale co ja patrzę?! Bellona właśnie szykuje się do wydania „Kroniki” jako dokumentu historycznego ze wstępem Bieszka! „Ta kronika miała na zawsze zaginąć w pomroce dziejów. Janusz Bieszk, autor bestsellerów Bellony „Słowiańscy królowie Lechici. Polska starożytna” oraz „Chrześcijańscy królowie Lechii. Polska średniowieczna”, nazywa ją „perłą wśród lechickich kronik”.” Bellono, DLACZEGO?!1)

Bieszk stwierdza, że uznanie dzieła Prokosza za falsyfikat jest po prostu częścią spisku. Kronikę „uznano za podrobioną, chociaż nie było i nie ma na to nadal żadnych dowodów! Ta przypadkowo odnaleziona kronika, wydana ostatnio w 1825 roku, wraz z dwoma komentarzami z XVI i XVIII wieku, moim zdaniem najpełniejsza, najbardziej precyzyjna i najważniejsza (!) – była po prostu zagrożeniem dla historiografii niemieckiego zaborcy i stała się przedmiotem ataków historyków niemieckich, i niektórych polskich niestety także.”

Proste? Jak miałby wyglądać „dowód fałszywości” – nie mam pojęcia. Ale Bieszka naprawdę trudno przekonać o fałszywości czegoś, co pasuje do jego wywodu. Przykładem niech będzie kwestia korespondencji Aleksandra Wielkiego z Arystotelesem, którą autor chętnie przywołuje na potwierdzenie „naszych” (o zaimku mowa będzie dalej) starożytnych tryumfów.

[153] „Kronikarze starożytni potwierdzili, że istniał zbiór kilkuset listów pisanych między Aleksandrem i Arystotelesem, z których większość już nie istnieje. Natomiast nie ma żadnych dowodów, że powyższe listy były nieprawdziwe i zmyślone. Nie wiemy, czy Dierzwa w XII wieku, a Wincenty Kadłubek w XIII wieku mieli około 800 lat temu dostęp do ich różnych czy tych samych kopii? Na jakiej podstawie były one dyskredytowane i wyśmiewane oraz nazywane bajecznymi przez naszą historiografię, która tym sposobem zarzucała kłamstwo naszym kronikarzom? Jedenastu wyżej wymienionych kronikarzy polskich opisuje najazd Aleksandra na Lechię i dlaczego niby obecni historycy mieliby wiedzieć lepiej i więcej, niż żyjący 800 lat wcześniej kronikarze mający dostęp do najstarszych źródeł pisanych?!

[…] Natomiast militarne wyparcie z terenu Lechii wojsk macedońskich, przez Lechitów […], nie należało do chwalebnych dla Aleksandra i może dlatego wyprawa ta została przemilczana przez drugą stronę, co także było przyjęte i stosowane przez dziejopisarzy.”

Proste?

Problemem „Słowiańskich królów…” nie jest jednak branie za prawdziwe tekstów sfałszowanych, lecz całkowite ignorowanie reguł rządzących doborem źródeł. Zgodnie z logiką pseudonauki Bieszk ignoruje rozróżnienie na źródła pierwotne i wtórne, miesza dokumenty z epoki ze znacznie późniejszymi opracowaniami. Na kartach jego książki staropolskie fantazje sarmackie i bajania 19-wiecznych popularyzatorów historii zmieszane są z Herodotem i faktami wyszperanymi w internecie… Opracowania popularyzatorskie przemieszane są ze źródłami i opowieściami fantastycznymi… Dla Bieszk w ten sam naiwny sposób czyta badania genetyczne, Nowe Ateny księdza Chmielowskiego i pamiętniki Cezara.

Najbardziej kuriozalny jest chyba sposób, w jaki Bieszk posługuje się mapami – skądinąd cennym źródłem historycznym. Mapy starożytne, na których starannie wyszukuje wszelkie nazwy zbliżone brzmieniem do słów Lechia, Sarmatia itp., zestawia z wyszperanymi w internecie mapami angielskimi czy francuskimi, które traktuje, jakby… pochodziły z epok, które ilustrują.

Już setki lat p.n.e. na mapach w Eruopie Środkowej widniał napis Sarmatia (Sarmacja), obejmujący obszar od dorzecza Wisły na wschód i południe do Mórz: Czarnego i Kaspijskiego. Na przykład, napis Sarmatia na mapie zatytułowanej „Roman expansion 264 BC” (Rzymska ekspansja 264 rok p.n.e.), także na mapie Posidoniusza (150-130 rok p.m.e.) itp.

Jak państwo sądzą, z którego roku może pochodzić „mapa zatytułowana Roman expansion 264 BC”? Bo raczej nie z roku 264 p.n.e….

4 odcinki „Gry o Tron”

Rewelacje Bieszka okraszone są dziesiątkami wykrzykników, autorskich znaków niedowierzania „(!)”, „(?!)”, „(sic!)”, a do tego podane w stylu, który nieustannie kojarzył mi się z jakąś ubożuchną rodzimą wersją „Gry o Tron”. Seks i przemoc w cieniu stodoły.

[43] „Ówczesny świat był okrutny, nieprzewidywalny, pełen rzezi, okrucieństwa i ciągłych wojen. Słowianie nie byli wyjątkiem, również podbijali, zabijali, pustoszyli i niszczyli podczas często organizowanych wypraw łupieżczych.”

Oczywiście każdy król Lechii miał po kilka-kilkanaście żon.

[43] „Pamiętam, jak w szkole uczono nas z niesmakiem, pogardą i potępieniem o słowiańskim księciu Mieszku I – poganinie, który miał siedem żon, ale już wykształcony, chrześcijański nauczyciel historii nie wyjaśnił nam – uczniom, że dzięki temu miał spokój na granicach […]. Niektóre żony pochodziły z podbitych i zhołdowanych krajów, także księżniczki wzięte siłą, które były zakładniczkami i gwarantkami, że porywczy tatuś – król sąsiedniego kraju, nie wywoła wojny.”

Zresztą, to w ogóle były złote czasy: [44] „seks nie był żadnym tabu, jak obecnie w chrześcijańskim społeczeństwie, był rzeczą jak najbardziej naturalną i niezbędną mężczyźnie dla jego zdrowia i równowagi psychicznej. Dbano, aby młody mężczyzna mógł się wyżyć seksualnie.” Rolą kobiet było, jakby kto pytał, [44] „rodzić jak najwięcej potomstwa i to najlepiej chłopców.”

Niewątpliwie jest to świat, za którym wzdycha niejeden nowo nabyty czytelnik Bellony…

Pięć uncji megalomanii narodowej

Ostatecznie o sile „Słowiańskich królów Lechii” nie przesądzają jednak seks ani nawet przemoc, lecz specyficzne użycie zaimka „nasz”. Budując złudzenie ciągłości i przedłużając „naszą” wspaniałą historię tysiące lat wstecz, Bieszk umiejętnie gra na uczuciu, które za Janem Stanisławem Bystroniem nazwać można „megalomanią narodową”.

Polska – jak „potwierdzają badania genetyczne” jest w prostej linii rasowo i politycznie spadkobierczynią prastarego rodu Ariów-Słowian i ich państwowości.

„W 2013 roku „prof. dr T. Grzybowski z Collegium Medicum Uniwersytetu M. Kopernika w Bydgoszczy, w audycji radiowej i na łamach prasy (patrz bibliografia), poinformował na podstawie pierwszych wyników badań, że my Polacy jesteśmy autochtonami na ziemiach polskich i mamy haplogrupę R1a1a7 „in situ”, zarówno w linii żeńskiej, jak i w męskiej, od co najmniej 7000 lat […] Ponadto podkreślił, że zawsze była zachowana ciągłość biologiczna na terenie Polski, zarówno w okresie rzymskim, jak i wczesnośredniowiecznym. […] jesteśmy wyjątkowym i najbardziej starożytnym ludem Europy!”

Wynika stąd, że [16] „Ariowie-Słowianie nie musieli skądkolwiek przybywać, albowiem jako autochtoni byli na tych terenach od 10 700 lat i mieszkali u siebie „in situ”, na swoich ziemiach, w ramach wielkiej prehistorycznej Cywilizacji Gobi” (do „Cywilizacji Gobi” jeszcze wrócimy…)

[30] Wyniki badań genetycznych „są ścisłe oraz bezdyskusyjne i wreszcie finalnie obaliły arogancki XIX-wieczny dogmat historiografii zaborcy niemieckiego, dotyczący migracji zbłąkanych Słowian na ziemie polskie dopiero w połowie VI wieku i zajęcia tych ziem dopiero po plemionach tzw. germańskich i celtyckich (sic!).” [Wszystkie „(!)” i „(sic!)” pochodzą od Bieszka – nic nie dodałem od siebie, choć kusiło…].

W takiej perspektywie niezwykle istotne okazują się kwestie rasowe, do których Bieszk powraca wręcz kompulsywnie. Na marginesie historii Lechii dowiadujemy się więc, między innymi, że rasa żółta [25] powstała „w wyniku mieszania się Ujgurów z Mongołami” [27] a w trakcie wojen „wyparto rasę czarną z Iranu” i usiłowano wyprzeć „z północy śniadych Nagów, a z południa czarnych Drawidów, czego nie udało się całkowicie zrealizować”. W ogóle warto podkreślić, że tajemniczy wyznający arianizm Ariowie niepokojąco blisko spokrewnieni są (jako figura myśli) z Aryjczykami opisywanymi przez nazistowską propagandę…

Z pół tuzina kosmitów

Książka Bieszka jest więc próbą odpowiedzi na pytanie: co było przed 966 rokiem? Nisza dla powstania tego typu produkcji zrodziła się, moim zdaniem, z zasadniczego błędu w nauczaniu historii. Podręczniki i programy nauczania w naiwny sposób rozciągają w przeszłość kategorie „państwa” i „narodu” w ich nowoczesnym rozumieniu. Na lekcjach dowiadujemy się więc, że pod Grunwaldem Polacy pokonali krzyżaków (albo, co gorsza, Niemców), Kazimierz Wielki był królem Polski, a w 966 „Polska przyjęła chrzest”. Czy jednak nauczyciele znajdują czas, żeby wyjaśnić, że pojęcia „narodu” i „państwa” nie funkcjonowały w ten sam sposób w X, XV i XX wieku? Jeżeli nie, pytanie: „co było z państwem i narodem wcześniej” wydaje się zupełnie oczywiste. No bo jak to: Polska i Polacy istnieli „w (niemal) niezmienionej formie” przez tysiąc pięćdziesiąt lat, a przedtem co? Wyłonili się z niebytu?

Problem z logiką cofania się w czasie polega jednak na tym, że nawet najbardziej śmiały fantasta musi kiedyś powiedzieć „dość”. Dawniej wystarczyło zakończyć wywód na jednym z biblijnych patriarchów (ew. dociągnąć go do Adama i Ewy). Dziś ostatecznej odpowiedzi dostarczyć mogą jedynie… kosmici.

I tu powraca kwestia Cywilizacji Gobi. Wprawdzie Obcy na kartach „Słowiańskich królów Lechii” nie występują, jednak w sprawie szczegółów na temat Cywilizacji Gobi Bieszk odsyła do pozycji pt. „Cywilizacje kosmiczne na ziemi”, której autorem jest – niespodzianka! – on sam! Okazuje się bowiem, że nasz autor, nim wpadł na trop Imperium Lechitów, był wiernym uczniem Ericha von Dänikena i tropicielem gości z kosmosu.

Trochę z tego dawnego stylu można zresztą odnaleźć i na kartach „Słowiańskich królów Lechii”. W jednym z pierwszych rozdziałów dowiadujemy się na przykład, że Cywilizaja Gobi „zostałą założona około 70 000 at temu przez Ujgurów z pacyficznego kontynentu Mu”. Niestety, 25 tys. lat temu po zatonięciu Mu olbrzymia fala tsunami zniszczyła całe imperium a dzieła dopełniły [25] „konflikty zbrojne z Imperium Atlantydy” (to Atlanci „dysponujący przewagą militarną i technologiczną całkowicie zniszczyli i wypalili równiny Gobi i Takla Makan, pozostawiając jałowe pustynie.”

Potęgę Ariów prawie udało się odbudować w ramach Imperium Ramy, lecz w procesie tym przeszkodził 12 500 lat temu… potop, który nastąpił [26] „w wyniku przesunięcia i zmiany biegunów magnetycznych” (podniósł się poziom mórz i oceanów, zalewając 25 mln km2).

Zatonięcie Mu? Wojna z Atlandydą? Potop i przebiegunowanie ziemi? Nic dziwnego, że Słowianie są tacy zahartowani, skoro od zawsze prześladował ich pech i spiski sąsiadów…

Internetowi sarmaci

W książce Bieszka absurd goni absurd. Jednak ostatnie, co powinniśmy zrobić, to zignorować ją lub wyśmiać. Tego typu pozycje, rozchodzące się w Empiku jak ciepłe bułeczki z osiedlowej piekarni, stanowią coraz istotniejszy element współczesnego pejzażu (pseudo)historycznego. Warto więc podjąć próbę ich zrozumienia.

Dlaczego nagle z taką siła odżyły genealogiczne fantazje? Czy internet stworzył przestrzeń, w której wytwarza się dziś kultura wiedzy zaskakująco podobna do wyobraźni XVII-wiecznych erudytów?

Dla mnie niepokojące w książce Bieszka było zaskakujące podobieństwo języka i aspiracji między jego szalonym projektem a poważnymi działaniami historyków, popularyzatorów i twórców polityki historycznej. Cała książka poprzetykana jest niezliczonymi, niezwykle patetycznymi „wezwaniami do działania”, które brzmią jak gotowy program obchodów „1050 chrztu Polski -bis”. Według Bieszka np. Należałoby [271] „Opracować i wydać dla uczniów i studentów:

  • Podręczniki zawierające informacje o starożytnej historii Polski, czyli Lechii i Imperium Lechitów, na podstawie prezentowanych w tej publikacji faktów, wydarzeń, dowodów i odkryć.
  • Atlas Lechii (Imperium Lechitów), czyli starożytnej Polski, z mapami na przestrzeni dziejów”

itd.

Może to dobry pomysł na kolejne edycje Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki?

Zarazem spiskowa wizja dziejów Bieszka obejmuje także większość nauki, autor traktuje więc zawodowych historyków jako wrogów, wciąż podnosząc radykalne postulaty demokratyzacji wiedzy i budowania świata, w którym każdy sam sobie o wszystkim wyrabia zdanie:

[30] „Trzeba wreszcie zrozumieć i zaakceptować, wbrew skostniałej ortodoksyjnej i akademickiej nauce, że tak samo jak historia Polski nie zaczęła się w 966 roku, tak samo pierwsze cywilizacje na ziemi nie powstały w IV tysiącleciu p.n.e. Proste, nietechniczne cywilizacje Sumeru, Egiptu czy dolin Indusu i Saraswati poprzedzało wiele prehistorycznych, przedpotopowych, wysoko technicznie i technologiczne rozwiniętych cywilizacji.”

[22] „Na koniec tej przedmowy chciałbym wyrazić nadzieję i moje marzenie dotyczące wydania jednolitego zbioru wszystkich naszych średniowiecznych kronik w równoległej edycji łacińskiej i polskiej, w dosłownym i wiernym tłumaczeniu, z najstarszych przechowywanych w bibliotekach egzemplarzy (bez żadnych „fachowych” komentarzy) – w celu udostępnienia ich jak najszerszym kręgom naszego społeczeństwa, młodym i starszym, aby samodzielnie i osobiście wyrobili sobie zdanie co do naszej starożytnej, lechickiej państwowości. Przecież mamy jedno z najlepiej wykształconych społeczeństw w Europie!”

Naprawdę przerażające jest to, że Bieszk ma rację! Nadchodzi pokolenie „historyków epoki Internetu”. Niesławna postprawda wkracza na arenę dziejopisarstwa, a jej triumfalny pochód niełatwo będzie zatrzymać.

[277] „Moim zdaniem, nastał już najwyższy czas, aby młode pokolenie historyków „epoki Internetu”, poważnie zajęło się zaniechanymi badaniami dotyczącymi starożytnej Polski. Udowodniłem bowiem powyżej, iż materiały na ten temat istnieją na świecie i można je pozyskać. […]

Trzeba także obiektywnie podkreślić, iż obecnie internetowe wyszukiwarki ogólne i kontekstowe umożliwiają szybsze, precyzyjniejsze i szersze prowadzenie źródłowych badań historycznych praktycznie na całym świecie […]. Tych możliwości byli pozbawieni historycy „sprzed epoki Internetu”. Stąd w naszej historiografii również z tego powodu występują błędy, pomyłki, braki czy zaniechania […].”

Tej siły już nie powstrzymamy?


EDIT: Jakby kto pytał, to ciąg dalszy nastąpił:

http://mitologiawspolczesna.pl/imperium-lechitow-kontratakuje/


1https://ksiegarnia.bellona.pl/?c=ksiazka&bid=8920

Czytaj dalej

145 Comments

  1. Co jest najbardziej przerażające dla mnie, to fakt, że nie wydał tego autor własnym nakładem ani w jakiejś niuejdżowej oficynce, ale w (niegdyś) szanowanym wydawnictwie. Uwaga o tym, że „państwo” i „naród” w dzisiejszym rozumieniu nijak nie pasują do opisu średniowiecza jest słuszna, ale nie do zrealizowania – ani w szkole PRL-owskiej, przez którą przeszłam i która była „patriotyczna” do wyrzygu, ani w szkole PiSowskiej.

  2. Ojacież pierdzieleż, gość przebił „płaską ziemię” co najmniej o trzy płaszczyzny. A z „Kajko i Kokosz” nie cytował?

  3. Ciekawostka taka. Pamiętam kwiatek który na potwierdzenie starożytnego kraju Lechii kiedyś chodził po sieci: „Wybrali się następnie Filistyni, aby rozbić obóz w Judzie, najazdy zaś swoje rozciągnęli aż do Lechi” (Ks.Sędziów 15:9). Można by cytując klasyka rzec o Filistynach „Mają rozmach sku*******.” Jak nic parę set tysięcy Filistynów utworzyło łańcuch ludzkich rąk, od Jordanu po Wisłę 😉

    • Filistyni to z dużą dozą prawdopodobieństwa plemiona proto-słowiańskie.
      Link do artykułu niemieckich naukowców z Obserwatorium Etno-Archeologicznego w Monachium oraz z Uniwersytetu w Utrechcie:
      http://file.scirp.org/pdf/AA_2016080315161595.pdf

      Abstrakt:
      „The origin and the nature of the Philistines is an enigma for the contemporary historical studies.
      They appear to have first settled the Aegean area and then, as a Sea People, around 1200 B.C. to
      have invaded and settled the south part of present Israel. The recent Harvard Leon Levy Expedition
      excavations in the area of the port of the ancient Philistine Ashkelon recovered 18 jar handles
      and one inscribed ostracon made from local clay. The ostracon, classified as RN 9794, hosts the
      inscription 4.5 that is particularly illuminating about the origin and nature of the Philistines. The
      analysis of all the possible 27 spellings of the inscription reveals one of them which, compared
      with the present surviving Slavic languages, appears to have the specific meaning of: People come
      in, we see, or in loose translation: Come and see. The inscription and the considerations developed in this article indicate that the Philistines of the ancient Ashkelon, or the Philistines in general,was a Proto-Slavic tribe or people which spoke a non-survived Proto-Slavic language, which settled in the south part of present Israel in the Iron Age, i.e. well before the VII century A.D. generally accepted period of the Slavs arrival in Eastern Europe.”

      Oczywiście statystyka ma to do siebie, że może się mylić,
      jednak w przypadku powyższego badania większe jest prawdopodobieństwo,
      że się jednak nie myli. Tak więc Filistyni (z hebrajska Plisztim „wędrowcy, obcy”)
      mogli być w rzeczywistości większym ludem (biorąc pod uwagę, że byli tam przybyszami, w końcu tzw. „Ludy Morza”), więc jeśli HIPOTETYCZNIE istniała Lechia w tamtych czasach, to nie widzę problemu by ich najazdy (więc nie żaden łańcuch..) były rozciągnięte do DUNAJU, bo to jest rzeka graniczna wg przeważających ilości zwolenników Imperium Lechitów 🙂

      • Może by tak Histeryczny Biolog raczył sprawdzić, co to takiego ten SCIRP? I co to za „naukowcy”? Że o wróżeniu z ostrakonu nie wspomnę.

  4. Podziwiam Pana cierpliwość do tego dzieła i cieszę się, że takie teksty powstają. Niestety, przekonują tylko przekonanych. Już kilku moich znajomych wpadło w sidła teorii spiskowych i ich stan się pogarsza. Nie słuchają żadnych argumentów. To ja jestem opętana według nich przez pseudonaukę… A faktu, że Ziemia jest płaska jeszcze nie udowodniono, bo…wszyscy podejmujący tę próbę spadli… Co robić? Jak rozmawiać?

    • Jak rozmawiać? To już zależy od sytuacji i stopnia zaczadzenia – od cierpliwego tłumaczenia po wyśmianie, jeśli już inaczej się nie da.

      • Z pewnością w sposób cywilizowany (czyli w sposób inny niż Sattivasy pod filmikami na Jutub.kom)

  5. Chyba nie ma się czym przejmować – wywody Bieszka, Szydłowskiego, Białczyńskiego trafiają głównie do 1) fanatyków, 2) osób niezdolnych intelektualnie do ogarnięcia zasad rządzących badaniami naukowymi, 3) gimbazy. Zawsze tacy byli, tylko pierwsi zatruwali życie najbliższej rodzinie opowieściami o spiskach, drudzy chlali jabole pod sklepem, trzeci z takich durnot wyrastali. Dzięki internetowi mogą łączyć się w ciemnocie 😀

    Tu pisałem o bieszk-szydłowskich:
    http://seczytam.blogspot.com/2016/07/turbolechickie-zidiocenie-czyli-dojenie.html

  6. Czyli facet stworzył coś w rodzaju „ery hiperboryjskiej” Howarda (tego od Conana Barbarzyńcy), tyle, że pisał to na poważnie. Ten Atlas Lechii chętnie bym zobaczył, swoją drogą.

    Warto dodać, że nie jest tak, iż pan od Imperium Lechii to jakiś wyjątek na skalę światową. Podobnych „wizjonerów” jest na świecie mnóstwo. I oni też wydają książki. Ostatnio kupiłem dzieło pewnego Włocha tłumaczącego, że akcja Iliady i Odysei toczy się nad… Bałtykiem. Ludzi spragnionych naukowej sławy i odkrywających w historii rzeczy przedziwne jest bardzo wielu.

    Szkoda, niestety, że uwikłała się w to Bellona. No, ale to wydawnictwo nie wyżyje z samej serii Bitwy Historyczne (na szczęście wciąż się ukazuje), dlatego sięga po różne eksperymenty. Kilka lat temu wdało się w flirt z rodzimą fantastyką, na przykład.

  7. Mnie dziwi, że Was dziwi wydawanie tego. Jest popyt jest podaż, wolny rynek. Jeśli się sprzedaje to się produkuje. Skoro są idioci którzy czytają to czemu nie? Nie widziałem by wydawnictwo promowało to jako książki historyczne. Znak wydaje Janickiego i jego niedorozwinięte teorie historyczne, książki na poziomie super expressu jeśli idzie o treść, nikt nie marudzi na to. To taki poziom literacki jak zmierzch czy inne gówna. Mówiąc krótko, zdradzając Wam wielką tajemnicę świata, wydawcy wydają ksiażki dla pieniędzy 😉

  8. To czy Lechia była wielka czy nie jest bez znaczenia bo ona była i potwierdzają to obcojęzyczne nazwy naszego kraju. Pewne jest, że zanim powstał Rzym, ta część Europy była zamieszkiwana przez ludzi mających takie same geny co dzisiejsi mieszkańcy Polski. Archeologia i genetyka potwierdzają, że ci właśnie ludzie potrafili wytapiać i obrabiać brąz a później i żelazo. Szkoda, że ówcześni władcy dzisiejszego państwa watykańskiego zniszczyli religie rodzimowiercze a wraz z nimi kapłanów, którzy jako jedyni potrafili wtedy czytać i pisać. Historia Lechii została celowo zapomniana a nowa rozpoczyna się od 966 roku, a szkoda. Może polscy historycy niebawem przestaną się podlizywać duchowieństwu i zaczną myśleć, a nie powielać zatwierdzone wersje historii napisanej przez Lelewela na zamówienie zaborców. Może wreszcie będzie można się dowiedzieć w szkołach o Wandalach jako przodkach i być dumnym z ich zwycięskich walk a nie tylko rozpamiętywać o martyrologii kolejnych nieudanych powstań.

    • „Pewne jest, że zanim powstał Rzym, ta część Europy była zamieszkiwana przez ludzi mających takie same geny co dzisiejsi mieszkańcy Polski” – a niby skąd to wiesz? Badania genetyczne przeprowadzane były na ludziach współczesnych. Nie mają jak na razie z czym ich porównać, bo na naszych ziemiach mało co się zachowało.
      Na naszych ziemiach mieszkali na pewno Celtowie, później Germanie. Słowianie przywędrowali na te ziemie około V wieku naszej ery i wymieszali się z ludnością tu zamieszkującą. Potwierdzają to odkrycia archeologiczne.

      I jeszcze jedna mała uwaga co do DNA – geny nie łączą się z kulturą. Nawet jeśli hipoteza o ciągłości genetycznej z czasów przedrzymskich jest prawdziwa, to nie dowodzi to obecności Słowian w tamtym okresie.

      • Germanowie – (głośny, rubaszny śmiech) jacy germanowie???!!! Co to takiego ci germanowie – jakiś starożytny lud? Twór X wieku – dobrze o tym wiecie. Cały szereg zidiociałych komentarzy. Weźcie się douczcie i włączcie samodzielne myślenie, bo macie z tym problem. Cofnijcie się z powtórką do epoki rzymskiej i zacznijcie wyciągać logiczne wnioski, a potem jeszcze raz pomyślcie co oznaczają wyniki badań DNA. Wasze komentarze pokazują, że nie potraficie samodzielnie myśleć i rozumować. Czytałem Bieszka – obie książki Słowiańscy […] i Chrześcijańscy królowie […] i widzę chęć autora do wiary w to co pisze. Ale czy pisze same bzdury? – wątpię.
        Autor artykułu doktorat kupił chyba na targu we Lwowie – masakra. Tacy ludzie mają doktoraty…

        • Hm… mam takie poczucie, że są tu Państwo moimi gośćmi, więc w miarę swoich skromnych możliwości staram się być miły i uprzejmy dla wszystkich komentujących, ale obawiam się, że w tym wypadku @Sattivasa ma jednak rację.

          W samodzielnym myśleniu, które Pan tak zachwala, kluczowe są dwa komponenty. Samodzielności, jak rozumiem, Panu nie brakuje. Może pora wzmocnić drugą nogę?

          Jak Pan jest taki cwaniak, to zapraszam do rozmowy o konkretnych zarzutach, które wobec książki formułuję. A jak po prostu ma Pan ochotę wyładować swoją frustrację, to polecam raczej http://www.virtualboxer.com/boxing-training-program.html Tylko uwaga na monitor.

        • Masz rację Maro.
          Całkiem nie długo będą sobie pluć w brodę, że takie brednie wypisywali. Te „doktoraty” polecą do śmietnika. Tu jest ten ich problem, tego się boją. 😀

          • Czyżby teraz Czesław Białczyński i Adam Smoliński doktoraty dawali i odbierali?

      • Kultura jest bez znaczenia dla pojecia Narodu – ktory, jak nazwa wskazuje (vide wyzej jest BIOLOGICZNA koncepcja). To taka mala uwaga. Nie ma dowodow ze na naszych ziemiach mieszkali Celtowie i Germanie – no chyba ze uwazasz ze moj tata byl Germanem, a dziadek Celtem. No, to wtedy tak, bym sie zgodzil.

        • nie ma czegoś takiego jak naród. to tylko konstrukt kulturowy. próba ustalenia jakiejkolwiek spójnej definicji narodu kończy się zawsze katastrofą, bo narody istnieją tylko w jednym miejscu: głowach nacjonalistów.

    • „genetyka potwierdzają, że ci właśnie ludzie potrafili wytapiać i obrabiać brąz”

      Nooo, stary, jak genetyka mówi ci takie rzeczy, to powinieneś zacząć rozmawiać z pralką. Tez ciekawie opowiada.

    • „Być dumnym”? A z czego?? Dumnym ewentualnie można być z własnych i tylko własnych osiągnięć; biorąc pod uwagę dwa tysiące lat genetycznego tygla na ziemiach Europy jest bardzo możliwe, że jest Pan potomkiem żydowskiego woziwody lub cygańskiego twórcy cymbałów (nomen omen). Odsyłam do Dzienników Gombrowicza: ‚nic, co własne, nie może człowiekowi imponować’; czyli jeśli coś podziwiamy to najlepszy dowód, że właśnie tego nie mamy. Odwieczny i największy problem Polaków – nie Lechia, ale Kompleksja

  9. Dwa dni zaledwie i już się pojawia admirator Wielkiej Lechii, do którego przemówiły geny a duchowieństwo z pomocą Joachima Lelewela zniszczyło wszelkie ślady tej wspaniałej cywilizacji, działając bez żadnych ograniczeń w czasie i przestrzeni.

  10. Ciekaw jestem czy pisząc o „antyszczepionkowcach” ma pan w ogóle pojęcie o temacie, czy tylko bezmyślnie przyklaskuje teoriom koncernów. Czy zapoznał się pan z tematyką NOP.
    O turbolechitach nawet nie śmiem komentować, bo tu akurat zgadzam się w 100%

    • No właśnie na tym polega sekret. Nie mam pojęcia ani o epidemiologii, ani o archeologii/genetyce. Mają „o tym pojęcie” jedynie wąskie grupy specjalistów – i podobnie jest dziś w każdej dziedzinie. (Jeżeli oczywiście świat nie jest jednym wielkim Matrixem opłacanym za pieniądze koncernów/Reptilian/Kościoła – żadnej z tych opcji nie da się naukowo wykluczyć w 100%!)

      Ja akurat znam się tylko na semiotyce. Analizując jej narzędziami sposób prezentowania informacji i budowania wywodu przez „turbosłowian” i „antyszczepionkowców” na przykładzie dwóch konkretnych książek (każdy z tych nurtów jest jednak wewnętrznie zróżnicowany!) odkryłem zaskakująco dużo podobieństw. Dlatego pozwoliłem sobie na to zestawienie.

      Czy to możliwe, że archeolodzy odkryją kiedyś, że faktycznie istniało Imperium Lechitów? Mało prawdopodobne, ale możliwe. Czy to możliwe, że epidemiolodzy ustalą kiedyś, że szczepionki mają mnóstwo ukrytych wad i lepsze będzie inne rozwiązanie? Być może!

      W niczym nie zmienia to faktu, że wywody współczesnych zwolenników jednej i drugiej teorii zawierają podobne błędy logiczne, konstrukcje retoryczne i opierają się na analogicznej (spiskowej) wizji świata, której badaniem się zajmuję.

      Odsyłam do tekstu: http://mitologiawspolczesna.pl/szczepienia-przeglad-waznych-badan-pseudonaukowcy-kontratakuja/

      • Jeśli chodzi o temat szczepionek to nawet nie ma sensu dyskutować ze zwolennikami ruchu antyszczepionkowego, którzy działają jak totalna sekta. Mam na fb trollkonto na pewniej grupie antyszczepionkowej (dla wynoszenia contentu i wyśmiewania w pewnej grupie poświęconej „bece z altmedu”) i widać u nich typowo sekciarskie przejawy np utwierdzanie się w ciemnocie bardzo analogicznej do „klasycznosekciarskiego” love bombingu.

        Ruch antyszczepionkowy opiera się obecnie o sfingowane badania, które zostały po prostu opłacone przez matki chcące pozwać koncerny farmaceutyczne, bo rzekomo szczepionki wywołują autyzm. Sprawca został uznany za winnego manipulacji naukowej i ma dożywotni zakaz wykonywania zawodu lekarza

        Co do autyzmu; autyzm powodowany jest przez wiele czynników zarówno genetycznych jak środowiskowych, ale do dzisiaj nie udało się zgodnie z metodologią naukową powiązać szczepionek z autyzmem.

        Swoją drogą antyszczepionkowcy głównie plują się o tiomersal- konserwant zawierający rtęć (związaną, nie w formie metalicznej, co jest kluczowe dla właściwości), który i tak został już wycofany z tzw krajów pierwszego świata ze względu na szkodliwość i na to, że jest silnym alergenem. (np jak miałem isc na studia związane z chemią to na wszelki zrobiłem sobie testy alergiczne pod kątem chemii i wyszło mi jedynie uczulenie na tiomersal, co dowodzi, że jakoś w roku 2000 jeszcze był używany bo musiałem mieć kontakt z alergenem.) Ostatecznie z Polski wycofany w 2004 wraz z wejściem do Unii. Używany jest obecnie w Afryce (wyższa temperatura, szczepionka szybciej się psuje, użycie konserwantu jest mniejszym złem)

        Dla chcących więcej polecam artykuł na tym blogu
        http://mitologiawspolczesna.pl/dlaczego-historia-ruchow-antyszczepionkowych-nas-interesowac-bardziej-niz-ostrzezenia/

  11. Rodzaj „historii”, jaką uprawia Bieszk Wiktor Stoczkowski określił mianem „archeologii okultystycznej”, mającej „wewnętrzne” wejrzenie w dzieje świata i ich naturę. Sformułowanie to ukuł analizując piśmiennictwo Jacquesa Bergiera, Roberta Charroux czy choćby Ericha von Danikena (W.Stoczkowski, Ludzie, bogowie i przybysze z kosmosu, przeł. R. Wiśniewski, PIW, Warszawa 2005). Czy jest się czego bać? M. Napiórkowski pisze, że na pewno należy to zrozumieć. Zgadzam się, jednakże nie można tego typu „rewelacji” lekceważyć, gdyż przy określonych okolicznościach mogą one stracić status „rewelacji” i stać się „ortodoksją”. Za Stoczkowskim zacytuję: „Przeciwieństwem wiedzy jest nie ignorancja, ale ułuda wiedzy niepodważalnej. Pewność, że weszło się w posiadanie ostatecznych sekretów rzeczywistości, jest najbardziej niebezpiecznym z przekonań” (cyt. ibidem, s. 409). Jest się zatem czego bać! Takie przekonania i poglądy trzeba na każdym kroku dyskredytować, wykazując ich miałkość metodologiczną i merytoryczną. To nie jest jedynie folklor, którym można się zainteresować.

    • Tym bardziej, że już kiedyś kilku panów w oparciu o podobne pseudonaukowe wywody stworzyło bardzo nieciekawą ideologię.

      • Aaa.. i to cie boli. No tak. Ale to byli Oni. Mala roznica (tak jak z tymi obozami)

  12. Autor tego…
    zbyt krótko chodzi po Ziemi by nie tylko wiedzieć, jak i rozumieć. Ponadto nie wykazał się samodzielnym myśleniem, a jedynie duplikowaniem nieudowodnionych dogmatów funkcjonujących w akademickiej „nauce”. Dyskutować można, ale opieranie się o dogmaty (religijne czy to historyczne) jest zwykłym ignoranctwem.

  13. Kronika Prokosza jest falsyfikatem? Czyli istniała jakaś autentyczna kronika ale innego autora.

    • Istniało mnóstwo kronik. Ta „kronika Prokosza” to po prostu fałszerstwo, kiepskiej zresztą jakości.

      • Podejrzewam, że dla autora wpisu powyżej określenie ‚falsyfikat’ oznacza, że Prokosz dokonał plagiatu. A jeśli plagiat to fakty powinny być podobne bo to kopia oryginału, prawda?

          • Dlaczego pomyli? Koń-koniak, rum-rumak. I wszystko jasne. Koncerny produkują alkohol z koni. Oczywiście ukrywają to przed nami, bo kto piłby trunek z padliny? Spisek panie. 🙂

  14. Po przeczytaniu artykułu pojawiła mi się myśl: „Komuno wróć!” – oczywiscie, z przymrózeniem oka. Ale fakt jest faktem, ze wtedy ksiazki były zatwierdzane do druku pod katem merytorycznym, stad też do tej pory wiele z ówczesnych publikacji może byc pewnym żródlem wiedzy, nawet jezeli weźmie się pod uwagę ideologię, która jest tam obecna. Ale nawet ta ideologia nie jest w stanie zasiać takich spustoszeń w umysłach młodych ludzi, jak takie bzdety. I pomyśleć, że mniej więcej dekadę temu nabijano się z ksiazek Michałka, ba – nawet michałkami potocznie zaczeto nazywać wszelkie pseudohistoryczne bzdury. Przy publikacjach takich jak omówiona w tym artykule, michałki to szczyt rzetelnosci naukowej. Dla mnie osobiscie sprawa ma wymiar czysto zawodowy. Jestem przewodnikiem turystycznym w Lublinie. Dość czesto, w trakcie sezonu, oprowadzam grupy szkolne. Bardzo czesto mam wrazenie, że mówię do sciany. Do osób, nie majacych elementarnej podstawy faktograficznej, niezbednej do tego, by zrozumiec np. proces unifikacji Korony i Litwy uwieńczony podpisaniem Unii Lubelskiej. Pod tym względem nasza młodzież nierzadko niczym się nie rózni od turystów z Azji – tym tez muszę wszystko wyjasniać cierpliwie ab ovo. Winię za to fatalny stan naszej edukacji historycznej, okrojenie lekcji historii. Tylko ze w tą lukę, powstałą z winy kolejnych reformatorów naszej edukacji, wchodzą internetowe mądrosci i ksiązki takie jak ta. Jest to o tyle smutne, ze ja wychowałam sie na publikacjach Bellony, w tym, na wspomnianej na poczatku, serii „Wiekie bitwy”.

    • Nie przesadzałbym z tą komuną. Wtedy masa książek była pisana pod zamówienie partyjne aby udowodnić jedynie słuszne racje. Na naukowej podstawie wysnuwano takie wnioski, żeby wszystko się zgadzało z zapotrzebowaniem.

  15. Za sukces tego rodzaju produkcji winiłbym
    1/ Popularność postmodernizmu i ogólniej – sukces lewicy kulturowej w zwalczaniu pojęcia prawdy. Skuteczne zastąpienie jej opinią, zwłaszcza opinią „słuszną moralnie”.
    2/ Reformę oświatową Buzka-Handkego i odejście od poprzedniego systemu kształcenia, gimnazja same w sobie przyczyniły się do upadku nauczania humanistyki w szkołach średnich.
    3/ Opluwanie Polaków przez polskojęzycznych Europejczyków („Gazeta Wyborcza” itp.) musiało wzbudzić nie tylko odruch wymiotny lecz także reakcję, także taką dość absurdalną. Ale nie przybrałaby takiego kształtu bez 1 i 2.

    • 1. Ta mityczna „lewica kulturowa” nic wspólnego z turbolechitami nie ma. To jednak typowo nacjonalistyczne zboczenie. Proszę sobie sprawdzić, jak bardzo „lewicowy” jest Czesław Białczyński i jak bardzo „lewicowy” był Stanisław Szukalski, jeden z prekursorów turbolechityzmu.
      2. Reforma Budki i Handkego nic z tym wspólnego nie ma. Twórcy turbolechiccy to nie te roczniki – Janusz Bieszk to emeryt, Czesław Białczyński urodził się w roku 1952.
      3. W świetle 1 i 2 pkt 3 to bzdura.

      • Post scriptum
        Na YouTube jest filmik z 2015 roku (opowiadał Pan o etnogenezie Słowian). Kilku turbolechitów w komentarzach miotało błotem. Jeden z nich opisał Pana w ten sposób: „jakiś lewak, ktory ma w planie pograzyc Slowian”.
        Byłoby to może zabawne, gdyby nie było żałosne.

      • 1. Problemem jest negacja przez postmodernizm samego pojęcia prawdy – przekonania Szukalskiego czy Białczyńskiego (znane mi przecież, sam popularyzuję dorobek Szukalskiego w miarę możności) nie mają tu nic do rzeczy.
        2. Bez mas gimbazy która nawet Jasienicy nie przeczytała (10 lat uczyłem historii w szkołach średnich i wiem co piszę) nie byłoby sukcesu Bieszka et consortes. Bo nie jest problemem jeden nawiedzony, ale klimat społeczny i intelektualny dający mu sukces. Gdyby nie katastrofa jaką dla nauczania humanistyki była reforma Buzka-Handkego problem miałby mniejszy zasięg. Proszę przypomnieć sobie pseudohistoryczne teoryjki Józefa Niećko- one straciły popularność w kręgach PSL i „Wici” jak tylko weszło tam pokolenie lepiej wykształconych działaczy chłopskich. Jak mniej czy bardziej zdolnych samouków zaczęli zastępować ludzie po jakiejś regularnej szkole. I osobista popularność Niećki w części kręgów działaczy chłopskich wcale nie przyczyniła się do utrzymania popularności legend o naszych dziejach, które głosił. (Na szczęście likwidowany będzie system obecny i przywracany wcześniejszy, co za kilka lat da jakieś widoczne skutki pozytywne.Ale to inny temat.)
        3.Proszę czytać ze zrozumieniem.

        • Turbolechityzm istniał jeszcze przed reformą Handkego. Turbolechici sa z przekonania antylewaccy.
          Prosze pisać z sensem.

          • Niech autor wpisu sam tłumaczy dalej, nie mniej ja jak rozumiem według niego reforma jest powodem zbudowania gruntu podatnego na takie spiskowe teorie a nie samej kwestii zaistnienia idei(?) turbolechictwa. Podobnie ‚lewactwo’ jest winne unormowaniu instytucji postprawdy w życiu publicznym co daje możliwość rozwoju tego typu teorii.

            Tak ja to rozumiem.

      • Jaka bojowa ta ges.

        „bzdura” – niestety, lewactwo zalalo Niemcy po I Wojnie Swiatowej i reakcja na to stworzyla Adolfa. A u nas moze byc replay z historii. Chociaz z bronia nuklearna to Polska moze skonczyc lepiej niz Niemcy. A przy najmniej lewactwo gorzej.

        Wiecej pokory – mniej agresji

  16. Witam, dobry tekst, nie Mialem tej książki w rekach I nie zanosi sie na to sebum ja przeczytał, od początku as tak nie wierzę w wielkie imperium Lechitów, predzej w to ze tam byli ludzie na naszych ziemiach przed chrztem ale nie stworzyli oni nic na wzor imperium, a co pan myśli o tym co bylo na ziemiach polskich sprzed chrztu,

    • O tym, co było na ziemiach polskich przed chrztem w szkołach uczą. Wystarczy nie spać na lekcjach. A ci, którzy chcą wiedzieć więcej zawsze mogą sięgnąć po mnogie dzieła historyków i archeologów.

      • U archeologów w ostatnich latach też dzieją się ciekawe rzeczy. Zdarza się pisanie książek na podstawie z góry założonych tez i przedstawiane tego często jako prawdy ostateczne. Zobacz – Skrok, Urbański. Ktoś kto to czyta bez odpowiedniego przygotowania też może zbudować sobie wizję ‚jedynej prawdziwej historii Polski’, która będzie dosyć hmmmm dyskusyjna w obliczu całości faktów.

        • Takie rzeczy to nie tylko w archeologii. Uczeni mężowie i uczone damy czasami tak mają, a nawet bardziej. Zaczynają tworzyć teorie paleolitycznej ciągłości, odkrywają promienie N…

        • Skrok nie jest archeologiem, lecz popularyzatorem – nie pracuje naukowo, nie pisze prac naukowych. Urbańczyk (a nie Urbański) to smutny przypadek niegdyś świetnego archeologa, który teraz skupia się na piarze i mamonie, a na dodatek wydaje mu się (błędnie), że ma kompetencje nie tylko archeologa, lecz także historyka. Tylko nawet ci fantaści nie wypisują bredni o Wielkiej Lechii.

          • Pracujesz jako krytyk na zlecenie równie falszywej grypy interesów

  17. Dobrze że autor tego artykułu nie czytał „Potopu” Henryka Sienkiewicza. Mówię Ci koleś dostałbyś białej gorączki. Żałowałbyś, że pan Henryk już nie żyje, bo z miejsca być go rozstrzelał za tę fikcję literacką.

    No cóż zawsze znajdzie się jakiś dupek, który za odpowiednią opłatą będzie kamienował polskie korzenie. Co mnie obchodzi czy to fikcja. Polacy są najlepsi, a reszta mnie nie interesuje. Tak jak Szydło witająca cytuję jej słowa „najwspanialszą armię” witając Amerykanów w obecności polskiego wojska. Wstyd i hańba.

    Komu Ty w ogóle jesteś potrzebny?
    Co Cie obchodzi że ludzie będą myśleć sami i nie będą potrzebować takich frajerów, którzy będą im mówić jak mają myśleć? Zresztą żydku 🙂 zabiorą się za Ciebie i to ostro. Wystarczy poczekać 🙂

  18. Pozycje w księgarniach to jedno, ale na UJ obroniony został doktorat z turbosłowiaństwa, niejaki pan Makuch. Klasyczna post-prawda, realne zagrożenie, zwłaszcza jeśli pamiętać, że forsowany przez te środowiska panslawizm jest jednym z narzędzi Kremla w wojnie informacyjnej.

    • Zaraz… to za Bialczynskim stoi Putin? A moze Osama (wiecznie zywy) tez?

  19. Nie wiem, poważnie, nie wiem. Zupełnie tego całego fenomenu nie rozumiem.
    Case study miałem u siebie w domu. Mój ojciec, inteligentny człowiek, inżynier z powołania, prawdziwie analityczny umysł. Pokażcie mu samolot na zdjęciu, za dwa tygodnie zrobi taki, co latać będzie na jego podstawie.
    A przy tym święcie wierzący w młodoziemski kreacjonizm, wszelkie alt-medy (wraz z miękką wersją antyszepionkostwa) i kilkukrotnie podchodzący do piramid finansowych.
    Im więcej się nad tym fenomenem zastanawiam, tym mniej to wszystko rozumiem. Z jeden strony z inżynierską nabożnością podchodzący do matematyki czy fizyki, z drugiej arbitralnie odrzucający dorobek całych potężnych gałęzi naukowych. Jak wybór sałatek w bufecie.

    Czasami dochodzę do wniosku, że to reptilianie wymyślają te wszystkie teorie spiskowe i wpychają do głów ludziom z użyciem czipów wszczepianych pod czaszkę przy okazji szczepień.

    Czy jest to prosta konieczność wytłumaczenia sobie świata na etapie, w którym nasz mechanizm poznawczy zwyczajnie zawodzi z braku kompetencji, połączona z silną wiarą we własne możliwości? Demokratyzacja nauki wywodząca się z tego, że przeca każdy sam sobie sternikiem, okrętem, morzem, jednostką wybitną na oceanie plebsu?

    • Tak, myślę, że duża potrzeba wytłumaczenia świata.
      Myśl druga i trzecia: odwołuję do teorii modularnego umysłu. Dobrze rozwinięta część analityczna nie gwarantuje niepodatności np. na teorie spiskowe.
      Plus to, że prawdziwa niezależność myślenia to bardzo czasochłonne, pracochłonne i żmudne zajęcie. Nie jestem w stanie sam o sobie powiedzieć, że mam niezależną opinię na większość istotnych tematów, natomiast przynajmniej jestem tego świadomy.

  20. Tekst dobry, tylko jedna uwaga- Bieszkowi chodzi o Ariów w znaczeniu Indoeuropejczyków (czy też z wiadomych względów niepopularnych w dzisiejszych czasach Aryjczyków, za których w swoich pseudonaukowych wynurzeniach antropologicznych zaliczali Słowian nawet niemieccy ideologowie nazizmu), a nie wyznawców teologii Ariusza. Pozdrawiam

    • No własnie „niebardzo”, bo w wielu miejscach pisze o lechickich arianach w opozycji do niemieckich katolików.
      Panu Bieszkowi pozajączkowali się Ariowie i arianie – w sumie to nic dziwnego, jesli spojrzy sie na jego pozostałe kwiatki.

  21. W takim razie biję się w pierś i zwracam honor, po prostu nie spodziewałem się, że facet to AŻ taki herbatnik. Jednak Von Daniken jako mentor powinien dać do myślenia, nie doceniłem Pana Bieszka;)

    • A to jeszcze nie wszystko. W czeluściach internetów znajdziesz też wedyjski arianizm, wedyjskich arian, słowiano – aryjskie wedy, wedyjskie chrześcijaństwo, arian prasłowian.

  22. Ciekawa recenzja, na którą trafiłem po dzisiejszej audycji wTok FM, ale..

    1.Nie rozumiem zarzutu o „seks i przemoc w cieniu stodoły”. Czyż nie były to ogólnie w ówczesnej Europie (bardzo) niebezpieczne czasy? A kobiet nie traktowano raczej przedmiotowo niż równorzędnie?

    2 Co ma znaczyć:
    Dla Bieszk w ten sam naiwny sposób czyta badania genetyczne, Nowe Ateny księdza Chmielowskiego i pamiętniki Cezara.

  23. Jak się należało spodziewać, po wizycie turbolechickiego zwiadowcy sam Czesław Białczyński nie dość, że pryncypialnie dał odpór w długim komentarzu pod artykułem o hodowli roślin (http://bialczynski.pl/2017/01/29/porozmawiajmy-tv-uklady-oscylacyjne-w-hodowli-roslin-jerzy-orzel-i-krzysztof-jedrzejczak/#comments), to jeszcze w komentarzu pod innym artykułem wyraźnie wskazał, że za Marcinem Napiórkowskim stoi lewactwo, George Soros i Ruch Autonomii Śląska (http://bialczynski.pl/2017/01/30/mariusz-agnosiewicz-racjonalista-pl-soros-i-najbardziej-przemilczana-kolorowa-rewolucja-5/#comments).

  24. To znaczy co że w 966 r zeskoczył Mieszko z drzewa i dali mu za to Dobrawę? chrzest i uznanie Polski w ówczesnej Europie?. A co z jego protoplastami,sądzę że, brak obecnie dostępnych żródeł też jest jakimś tam ujęciu żródłem. Pozostaje otwartym pytanie co z I-wszym chrztem? w rycie wschodnim(Cyryl i Metody). Pytania można mnożyć a obowiązkiem badacza jest szukać potwierdzenia lub zaprzeczenia.

    • Ma Pan świetną intuicję, tylko warto ją skierować w odwrotną stronę. W 966 nie tylko nie powstała znikąd żadna Polska. Ani nie spadła z drzewa, ani w ogóle jej nie było. Naród i państwo formowały się stopniowo przez kolejne tysiąc lat. Do obecnego kształtu doszły bardzo niedawno. Czym innym było państwo Mieszka, czym innym rzeczpospolita szlachecka, czym innym (upragnione) dziewiętnastowieczne państwo narodowe.

      Jeżeli używamy tego samego określenia „Polska” na byty państwowe i proto-państwowe w X i XXI wieku, to jest to pewne uproszczenie, skrót myślowy. (Albo propaganda, która ma udowodnić np. 1000-lecie „państwa polskiego”.)

      Każdy rozsądny historyk zgodzi się zatem z Państwa argumentem. Przed 966 też coś na pewno było i warto badać, co to było! Trzeba natomiast uważać, żeby nie projektować w przeszłość znacznie późniejszych form i nie wyobrażać sobie, że skoro w 966 była już „Polska”, to przecież znikąd nie powstała. Bo wtedy okaże się, że w 550 też nie mogła znikąd powstać, ani w 2000 p.n.e. i tak będziemy się cofać do Adama i Ewy.

      • Do Adama i Ewy… i wszystko jasne. Ale mam nadzieję, że to był właśnie ten pański skrót myślowy.

      • Ja rozumiem ze tak cie nauczali ale musisz zrozumiec ze fakty sa inne. Narod Slowianski istnieje przynajmniej od V wieku a i prawdopodobnie dluzej. To ze osiol nie wie ze jest oslem nie znaczy ze tym oslem nie jest. A Slowianie byli osobna grupa biologiczna i to jest fakt. To wlasnie trzeba rozumiec przez Narod. To ze osiol zobaczyl konia i wreszcie zrozumial ze jest oslem nie oznacza ze wczesniej nim nie byl. W Polsce X wieku nie bylo Indian, murzynow, zydow, Turkow, Persow, Arabow, itd. (o handlarzach nie mowie). Moze byly jakies male naleciny z „Germanow” ale to szczypta soli. Tu byli Slowianie. Ja rozumiem ze to moze byc niewygodne dla tych ktorzy sie boja Ariano-Blaszczynskich z falanga na fladze, ale zaklinanie prawdy nie zmieni faktow. Polska jest naszym Darem. Inni maja tysiac innych Panstw i miejsc na Ziemi.

        • 1. Naród Słowiański nie istnieje i nigdy nie istniał. Istnieje wiele narodów słowiańskich: Bułgarzy, Chorwaci, Czesi, Polacy, Rosjanie, Serbowie tudzież mnodzy inni.
          2. Naród nie jest żadną „grupą biologiczną”.

          • 1) a jednak
            2) I jeszcze a jednak- chyba ze uzywamy innego slownika 😉

  25. niezły system szufladkowania zastosowany przez „słabego” autora, który ma grupkę nielicznych „tęczowych” wojowników. którzy srają w gacie na widok pierwszego lepszego Słowianina;-)

    Idąc tokiem myślenia „autorzyny” tego stronniczego tekstu mamy gotowy „portret” osoby „zakochanej” w pseudo kulturze zachodu. I tak „turbokatol” w zdecydowanej większości jest zwolennikiem wstrzykiwania trucizny swojemu dziecku dlatego, że tak mówi ulotka albo reklama czy lekarz rodzinny, który dzięki takim „samo myślącym” jednostkom może się byczyć na plaży w jakimś fajnym kraju. Napewno jest zwolennikiem LGBT tylko i wyłącznie dlatego, ze czuje się dobrze w swojej grupie czyli takiej która mu najzwyczajniej w świecie nie „wpier..li” na ulicy za różowe rurki czy makijaż… Takich bzdur można by wymieniać wiele ale nie o to chodzi ..

    Typowy „turbokatol” wierzy, że cała Europa przed 1000 r była zajebiscie rozwinieta a na terenach Polski biegały „dzikusy” i spali oni na drzewach. Oczywiście opieraja swoje teorie głownie na niemieckich „opracowaniach”, ktore zostały wydane po 1935r uznajać wszystkie wczesniejsze za nierzetelne;-))) Debilizm w formułowaniu argumentow jest na poziomie ameby i jest przezabawny;-)

    Srajta se dalej w gacie ;-))

  26. Na szczescie z tego się wyrasta. Będąc młodym człowiekiem w czasach PRL czytałem z wypiekami na twarzy Danikena ktorego wladze drukowaly zreszta bez wiekszego problemu. Pewnie nei sadzono ze ktoDzieki niemu zainteresowalem się naukami scislymi i nawet zrobilem doktorat z chemii. Nadal mam sentyment do tego autora, lubie fantastyke, i grę o tron. Zwolennikom wielkiej lechii i turboslowian polecam Nienackiego „Ja Dago” ktory sie swietnie czyta i miesza fakty z fantastyka.
    Oczywiście jestem zby stary i wyksztalcony by wierzyc w wielka lechie czy kajka i kokosza ale potrafie zrozumieć ze na pewnym etapie moze to byc pociągające 😉

  27. Tekst interesujący, ale jestem przekonany, że pomylił Pan arian z Ariami. Arianie to jedno, a Ariowie to drugie.
    W części „Fakt lub dwa” interesowałby mnie jakiś fakt. Lub dwa. Nie po to, żeby łyknąć treść tego bestsellera, tylko po to, żeby była konsekwencja.
    Reszta – bardzo interesująca. Pozdrawiam.

      • Arianie to nie Bracia Polscy. To zwolennicy doktryny Ariusza, starożytnego (II/III w. n.e.) teologa chrześcijańskiego. Ich nazwę przeniesiono na Braci Polskich, którzy powstali ponad 1200 lat po śmierci Ariusza.

  28. Ciekawy artykuł, ładnie napisany. Rzeczywiście zastanawiająca jest niezdolność współczesnych konsumentów Internetu do krytycznej oceny czytanych wiadomości. Wystarczy naprawdę kilka czy kilkanaście stron tekstów o historii Polski żeby dowiedzieć się jak mało mamy ścisłych, precyzyjnych informacji nawet o tak późnych czasach jak XI-XI w, nie wiemy jak nazywał się Mieszko I i jak powinniśmy pisać jego imię, nie wiemy czy denar Chrobrego jest denarem Chrobrego, kto rządził wtedy w Małopolsce a niektórzy i tak sądzą, że da się odtworzyć dzieje jakichś mitycznych królów, którzy nawet w mitach nie występowali.
    Co do niezręczności językowych innych autorów to muszę tu wytknąć autorowi kilka. „Co ja patrzę!” – chyba: co ja widzę?
    Sformułowanie typu „jestem po lekturze” też jest dla mnie drażniące, powiedziałbym raczej: przeczytałem książkę/pozycję/lekturę. Zaakceptowałbym ewentualnie „jestem na świeżo po lekturze” bo tu chodzi o zaakcentowanie czasu zdarzenia.
    „Jak miałby wyglądać >>dowód fałszywości<< – nie mam pojęcia.” To nie jest argument, domyślam się że historycy takie dowody mają, jeśli się podejmuje dyskusję, warto być konsekwentnym. Niestety obalanie rzuconych z rękawa wydumanych tez wymaga czasem więcej pracy niż ich beztroskie preparowanie. Przypomina mi to jako żywo dyskusje ze Świadkami Jehowy, którzy teologię (zresztą naukę również) traktują w podobny sposób jak zwolennicy teorii wielkiej Lechii nauki historyczne. Przy okazji – czy p Bieszk wspomina coś o państwie Wielkomorawskim? Jak jego istnienie wpasowuje się w teorie o imperium Lechii?

    PS. Co do szczepionek – tu sprawa jest nieco inna. Medycyna nie jest nauką ścisłą, z tego co się zorientowałem nie opiera się na zasadzie dowodu naukowego w takim sensie jak fizyka. Wg medycyny leki homeopatyczną są lekami jeśli u iluś tam pacjentów w badaniach ustąpiły dolegliwości a czy to miało coś wspólnego z podawaniem leku – nie wiadomo. Wyniki oscylują na poziomie tym samym co placebo. Tak więc nic dziwnego, że nie ma żadnych dowodów na to że szczepionki powodują konkretne problemy np. autyzm. W przychodni zawsze mówią, że trzeba szczepić na wszystko i już. Ale jak się trafi na właściwego lekarza, to dowiadujemy się, że przy problemach neurologicznych trzeba uważać ze szczepionkami, że jest poradnia ds. szczepień, że szczepionki obciążają układ neurologiczny i że trzeba zapoznać się z ulotką. Czy ktoś widział kiedykolwiek ulotkę od tych specyfików którymi nas przymusowo szczepią? Sęk w tym że nie. Zrozumiałe jest, że gdy chodzi o nasze konkretne dziecko a nie ogólne statystyki, rodzice wolą dokładnie rozważyć ryzyko i moim zdaniem mają do tego prawo. Szczepienia tak ALE nie jako bezwzględny dogmat oraz z poszanowaniem praw i specyfiki każdego pacjenta.

    • Panstwo Wielkomorawskie – poprawniej „Malomorawskie” – bylo jedna z (mniejszych) polnocnych prowincji Wielkiej Lechii. Obecnie terytoria te sa tymczasowo pod administracja Slowacko-Czeska.

      Oczywiscie tylko do Powrotu Wielkiego Lecha.

  29. Lechia jest faktem, bo z DNA i haplogrupą Sarmatów się nie dyskutuje. Jest wiele innych przesłanek, dowodów, nawet natury lingwistycznej. Owszem można spotkać różne błędy, już zaborcy i protestanci zadbali o to by skrócić historię Polski. Jak wiadomo w 966 roku Polska wzięła się nagle z kosmosu i od razu zrobiła takie wrażenie, że Watykan postanowił tę dżunglę zrobić państwem. Hańbą jest akceptowanie niemieckiej polityki historycznej i a priori zrównanie badań nad Lechią z płaską Ziemią! To dopiero pseudonaukowe podejście i nielogiczne. Kroniki opisujące Lechię były zwykłymi powieściami sci-fi ! Lehistan w Turcji, Lahestan w Persji i innych starych państwach, nawet echo w postaci „lachów” to przypadek lub spisek lingwistów. Popiel, Krak i Wanda to jedynie klechdy domowe, a 2 grobowce Kraka i Wandy z częściowo zbadaną strukturą wewnętrzną, są jedynie ślizgawkami dla młodych bęcwałów pozbawionych opieki rodziców w Krakowie. Przypadkiem są to najstarsze ślizgawki w Europie, wstępnie datowane przez archęologów na ok. 2500 lat. r1a1 wskazuje na to, że Sarmaci/lehici/Aryanie siedzą w Europie z 7000 lat, ale genetyka kłamie a NAJGORSZE JEST TO, ŻE UBLIŻA NIEMIECKIEJ POLITYCE HISTORYCZNEJ, bo ta haplogrupa sięga wschodniej połowy Niemiec, gdy Niemiec nie było. To najmłodsze państwo w Europie, mix różnych księstw itd. Ale to pseudonauka, choć podręczniki historii piszą, kiedy powstały Niemcy jako państwo. Zafałszowane na pewno!
    I tak oto wylewa się dziecko z kąpielą, choć motywy są niejasne:
    1) antypolskość lub
    2) brak logiki myślenia lub
    3) brak wiedzy lub
    4) niewiara w naukowy charakter genetyki lub
    5) wiara, że artefakty jak kopce Kraka Wandy i wiele innych zostały spreparowane przez narodowców, ONR itp. lub
    6) lingwistyka to pseudonauka więc podobieństwa językowe niczego nie dowodzą lub
    7) motyw Lechii, lachów w nazwach Polski w różnych językach (nawet Węgry – Lengyel) to dowód, że można codziennie przez m-c wygrywać w Toto-lotka, bo takie jest prawdopodobieństwo, więc nic nie powinno dziwić – wielu ludzi codziennie wygrywa przez m-c lub
    8) nie powinno się pisać o pseudonauce gdy samemu stosuje się pseudonaukową argumentację i nie posiada się odpowiedniej wiedzy do zajmowania danym tematem!
    I to by było na tyle

    • nie zgodze sie ze wszystkim ale lingwistyka to rzeczywiscie cos jak pseudonauka. Na dwoch lingwsitow jest dziesiec opinii.

    • Co w tym zabawnego? Widać nie rozumiesz konsekwencji faktu, że Polacy mają korzenie sięgające ok. 7000 lat w Europie i rozkład tej haplogrupy. Ponadto nie rozumiesz konsekwencji innych podanych argumentów. Jesteś jak widać urzeczony niemiecką, ściślej pruską polityką historyczną, bo Niemcy są państwem młodszym od USA, a samo słowo „germanie” ma słowiańską etymologię zapisaną w łacinie w starożytnym Rzymie! Oczywiście ok. 36 starych kronik mówiących o Lechii wprost lub pośrednio też nie ma znaczenia, zwłaszcza, że tylko kilka jest polskich. Twoje prawo, tylko problem jest inny – to co jest realnym problemem badawczym czyli Lechi autor bloga uznał za pseudonaukę, mimo, że:
      1) jest to realny problem naukowy,
      2) istnieją przesłanki do podjęcia poważnych badań, aczkolwiek ktoś je ewidentnie blokuje,
      3) podobnie polskie runy, na terenie Polski i jej dawnych terenach w Niemczech (pola Lecha, rzeka Lech itd. itd.), są dzięki zaborom i niemieckim fundacjom z automatu uznawane za „germańskie” i to jest naukowe i nie pseudonaukowe, nie budzi sprzeciwu …

      • 1. Co w tym zabawnego? Wszystko.
        2. Polacy mają korzenie? Wszyscy mają korzenie, a te 7 tysięcy lat to można między bajki włożyć. Skoro tak lubisz DNA i haplogrupy – poczytaj: http://citeseerx.ist.psu.edu/viewdoc/download?doi=10.1.1.693.1569&rep=rep1&type=pdf
        3. Niczym nie jestem urzeczony. Przy okazji spieszę poinformować, że państwo niemieckie nie jest „młodsze od USA”, lecz powstało ze wschodniej części monarchii Franków po jej podziale w roku 843 (traktat w Verdun), później był traktat w Meerssen w roku 870, potem (962 rok) odtworzono Cesarstwo, które zwane było z czasem Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego. Dawne państwo wschodniofrankijskie znane było jako Regnum Teutonicum, stanowiło centralną część cesarstwa. To wszystko działo się setki lat przed odkryciem Ameryki, że o powstaniu USA nie wspomnę.
        4. ” Oczywiście ok. 36 starych kronik mówiących o Lechii wprost lub pośrednio…:” Ciekawe, czym się stare kroniki różnią od nowych kronik, a takoż tego jak te kroniki mogą „mówić pośrednio o Lechii”. Lechia jako nazwa pojawia się dopiero w XIII wieku u Wincentego Kadłubka i do tego jako nazwa wszystkich łącznie księstw dzielnicowych w czasach Kazimierza Sprawiedliwego, który księciem zwierzchnim został dopiero w roku 1177. Termin „Lachy” pojawił się w wieku XII (Powieść minionych lat – około roku 1113), a termin Lechoi również w XII wieku, u Kinnamosa. Wcześniej nikt tej Lechii nie widział, nikt o niej nie słyszał. Kiepsko coś, jak na tak rzekomo imponujące „korzenie”, co to 7 tysięcy lat mają. Ciekawe, czemu wcześniej nikt tej Lechii nie widziałl, nikt o niej nie słyszał, nikt z nią nie wojował, nikt z nią nie handlował, nijakich śladów po sobie w ziemi, ani na jej powierzchni nie pozostawiła.
        5. Lechia nie jest realnym problemem naukowym i nigdy już nim nie będzie. Wszelkie rozważania „lechickie” zostały już sto kilkadziesiąt lat temu skompromitowane a ostatni kołek osikowy w pierś tego upiora wbił w roku 1897 Antoni Małecki.
        6. Żadnych „polskich run” nikt nigdzie nie widział. Były dwa oszustwa (idole prilwickie, kamienie mikorzyńskie), ale stosunkowo szybko je zdemaskowano, choć trzeba przyznać, że na mikorzyńskie fałszerstwo kilku uczonych mężów (w tym Lelewel) dało się nabrać. Obecnie te „polskie runy” to tylko element urojeń internetowych „znafców”. A trochę tych napisów runicznych jest, tyle, że ani polskie one nie są, ani nawet słowiańskie.
        7. Pola Lech i rzeka Lech – klasyczny przykład ludowej etymologii (bo brzmi podobnie), w postaci skrajnej prowadzące do tak śmiesznych zestawień, jak koń – koniak i rum – rumak. Tak się składa, że nazwa rzeki Lech (i nazwy od tej rzeki pochodzące) po prostu uległa przekształceniu – w starożytności zwana była Licus i Licca.

        • @3 Panstwo niemieckie moglo powstac w Verdun tyle ze bylo to panstwo wsch frankonskie i jak sam widzisz efekt takiego podzielenia dzielnicowego – wlasnie panstwa Frankow. Co wiecej najwiekszym elementem tego panstwa „niemieckiego” oprocz Frankow byli Slowianie. A stali sie jeszcze wiekszym w efekcie podbojow Ottonow i pozniejszych.
          @4: Lechia pojawia sie wczesniej – mniej buty, wiecej nauki. Natomiast Liscus pojawia sie jeszcze wczesniej w roznych miejscah.
          @5:ciekaw ze tu w 2017 jeszcze sie pocisz nad „upiorem” rzekomo zabitym w 1897…
          @7: to moze Lechia tez w starozytnosci nazywala sie Licia – uzyj Googla i znajdziesz.

          • Jakbyś nie kombinował, czego nie nazmyślał państwo niemieckie powstało po Verdun, znane było później jako Regnum Teutonicum. Ani Frankowie ani Słowianie w nim nie dominowali.
            Lechia nie „pojawiła się wcześniej”. Twierdzisz inaczej – udowodnij, wskaż stosowne źródła. A tu masz definicję źródła historycznego, byś kolejnych głupot nie wypisywał: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%B9r%C3%B3d%C5%82a_historyczne.
            Lechia w starożytności nazywała się Licia? No cóż, muszę Cię poinformować, że od starożytności do dziś istnieje – to taka kraina w Azji Mniejszej. Nic wspólnego z onąż mityczną Lechią nie miała – użyj Googla i znajdziesz.

          • podpowiem: jakie jest najwczesniejsze zrodlo ktore mowi o „Lechii”?

      • @górmanie:
        ach.. głupiś Ty Kaziu, głupiś..
        jak ja kocham Państwo Włoskie, które powstało sobie 150 lat temu i ma 10 razy tyle co my powodów, żeby budować sobie Wielką Przeszłość – a jednak żaden polityk tam, poza Mussolinim (hmm.. co nam to przypomina?) nie powołuje się na Wielką Świętą Rzymską Kontynuację..
        A dlaczego? Śmiem twierdzić, że gdy ktoś dał światu Renesans, operę, a teraz daje Ferrari, pizzę i Ducati to nie musi powoływać się na Wielką Lechię. W odróżnieniu od zasr… kraiku na północy Europy pełnego ambicji, a ubogiego w zdolności i możliwości. Polska NIC nie wniosła do światowej cywilacji. NIC! Wszyscy nasi Wielcy byli w stanie osiągnąć coś dopiero poza nawiasem tego kraju. Jesteśmy takim samym zadupiem jak Zimbabwe (przepraszam Pana Ambasadora), gdzie również są wybitne jednostki, ale nie zmienia to mojej oceny społeczeństwa jako takiego

        • Dużo jest w naszym kraju tak myślących ludzi. To, rzecz jasna, nie przekłada się na wielkie osiągnięcia. Żałosne.

  30. Ok pierwszy przykład z brzegu p. 7). nazwa Polski i Polaków w innych językach Lengyel, Lach, Lęch, Ljęch itp, pochodzi od Lędzian a nazwa plemienia od słowa Lędo/Lęda. A to, że takie określenie dotarło przez bardzo „ruchliwych” Tatarów, Mongołów, Turków gdzieś daleko na wschód to chyba nic nadzwyczajnego. Na pewno nie jest to dowód na istnienie imperium lechickiego przed Xw. I tak dalej i tak dalej każdy z argumentów można by po kolei weryfikować.

    • Ze nie jest to dowod na imperium to prawda. Natomiast ze nazwa pochodzi od Ledy to jest tylko hipoteza i to nie najbardziej prawdopodobna.

    • Frankowie raczej dominowali – vide skad dynastia
      Jezelo chodzi o Azje Mniejsza to sa tam slady ktore mozna interpretowac za Slowianskie ale nie, spojrz na celtyckich Vinde-licow. Lici od nazwy Licus czyli rzeki Lech. A co Vinde oznacza chuba nie trzeba tlumaczyc?

      Wiecej pokory > mniej buty > happiness

  31. Sattivasa, państwo powstałe w IX wieku nazywało się Cesarstwo Rzymskie, a ten naród niemiecki to dodali zakompleksieni Niemcy dużo później, w ramach swojej polityki historycznej. Z Ciebie i Pawla M. to jak widzę, prawdziwi podróżnicy internetowi. Wymieniacie się jak widzę poglądami na stronach „antylechickich” i trollujecie na „lechickich”. Muszę Was zasmucić, nie dacie rady. Postępu, także badań nad historią, nie można zatrzymać, można tylko spowolnić, co aktualnie ma miejsce. Widać poza ty, że jest Was tylko mała grupka (chociaż staracie się „za dwóch”), seminarium doktoranckie albo grupa konwersatoryjna, na grupę dziekańską, to trochę Was za mało. Widać jednak że się staracie, czyżby chodziło o podlizanie się promotorowi, a może o granty z niemieckiej fundacji. Kto wie, co Was motywuje, bo na pewno nie chęć ustalenia obiektywnej prawdy, tylko potwierdzenie „historycznego” status quo.

    • Serio? Z tego wszystkiego jedno jest prawdą: postępu, także badań nad historią nie da się zatrzymać. Wśród historyków nikt sobie oną mityczną Lechią głowy nie zawraca. I to już od stu kilkudziesięciu lat.

    • Zakompleksieni to są piewcy „wielkiej lechii”, która nigdy nie istniała.

  32. Bieszek może fantazjuje , ale autor tego tekstu wykazał sie całkowitym brakiem wiedzy historycznej. Proszę poczytać o Słowianach Połabskich. Po nich zostało dużo tekstów historycznych. Sam Karol Wielki toczył z nimi wojny i zawierał sojusze. Zawierałi oni również sojusze z Wikingami i Madźiarami przeciwko Sasom. We wschodniej części Niemiec są udokumentowane miejsca ich bytności i zapomnianej potegi!!!!

  33. Slowianie wywodza sie ze Slowian polabskich – wiec dosyc duzo (np. Lingones)

    • A kto ci takich bzdur naopowiadał? I co mają z tym wspólnego celtyccy Lingonowie?

  34. 1) np, Masudi ktory pisze o pelnokrwistych Wieletach jako tych ktorzy byli Slowianami w „oryginale”
    2) a skad Lingones sa „celtyccy”?

  35. Czyli spalić książkę, a może autora na stosie??? Mieszko I urodził się i od razu miał dzidę i drewnianą tarczę, a kultura i cywilizacja była w starożytnej grecji … Zwykły bełkot zazdrośników, bo mali i nie potrafią wyjść ponad

    • Palić na stosie? Wystarczy nie wydawać takich głupot. A już szczególnie nie powinna tego robić szanowana niegdyś, a obecnie kompromitująca się Bellona.

  36. Ale bieda artykuł,nie masz pojęcia o czym piszesz,bieszek zresztą też.Ta historia jest o wiele potężniejsza niż się komukolwiek wydaje.Jeszcze nie teraz ….ale wkrótce usiądziesz przyjacielu z wrażenia.Takie miasta jak Uruk,Ur,Lagasz zostaną wskazane palcem.

    • P.TYLKO
      >>Takie miasta jak Uruk,Ur,Lagasz zostaną wskazane palcem.<<

      A co podmiot liryczny miał na myśli? Bo akurat te trzy miasta od dawien dawna są badane przez archeologów…

  37. No i proszę, wszystkie trolle turbokatolskie prawie w komplecie ( nie chodzi o wyznanie, może być tak zwany „pożyteczny idiota”) brakuje chyba tylko sigillum authenticum. Jest Paweł M. i Sattivasa (lepiej zajmij się swoim doktoratem). Wam się wydaje, że ex katedra przekonacie ludzi do tzw. „poprawności naukowej” w imię cudzej polityki historycznej. Jesteście żałośni ze swoim pseudonaukowym żargonem i całkiem niesłowiańską zaciekłością. Nie dziwię się więc, że nie interesuje was historia polskiego narodu. A Panu Napiórkowskiemu życzę, żeby zamiast zazdrościć Bieszkowi po prostu napisał książkę dobrą.

  38. „Tego typu pozycje, rozchodzące się w Empiku jak ciepłe bułeczki z osiedlowej piekarni”

    Ile tych książek sprzedało się w tym Empiku i skąd pochodzą dane?

  39. Co to za nieuk pisał. Przeczytał dwa lub trzy fakty na temat Słowian i takie bzdury piszesz lemingu

  40. Chyba nie jest problemem to, czy zgadzam się ze zdaniem autora, czy też nie, bo uważam, że nie ma i nie sądzę, że kiedykolwiek będą bezsprzeczne dowody na którąkolwiek teorię. Faktem jest, że dyskusję i badania prowadzić trzeba, żeby dojść do prawdy na tyle, na ile się da. Problem jest za to w pewności siebie (ordynarnej pewności) niektórych dyskutantów o potędze swoich przodków (nie jakichś tam Lechitów). Sami oczywiście nie wiedzą, czy rzeczywiście z tych terenów pochodzą ich prawdziwi przodkowie, ani tego, czy faktycznie są Słowianami. Jeśli wydaje wam się, że tylko Niemcy mogli doprowadzić do budowania obozów koncentracyjnych, to się grubo mylicie. I na koniec: genetyka jest świeżynką, więc z interpretacją wyników radzę ostrożniej.

  41. Och, przecież to nie jest literatura faktu, tylko aktu, że nawiążę do kultowego filmu „Fakty i akty” (Wag the Dog)!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.