Sporo komentarzy

  1. Świetne jest to porównanie odczucia „nieswojości” przy oglądaniu czegoś bardzo przypominającego twarz do patrzenia na podróbki. Pomieszanie fascynacji i odrazy. Chcę patrzeć i nie chcę. Super jest się dowiedzieć, że to odczucie ma swoją nazwę.

  2. Mam wrażenie, że to samo zjawisko dotyczy muzyki popularnej, gdzie twórczość gwiazd z pierwszych miejsc list przebojów jest podrabiana przez niezliczonych naśladowców – czy to profesjonalnych czy amatorskich. Tutaj także kij ma dwa końce, bo z jednej strony słuchanie „plagiatów niebędących plagiatami” budzi pewne zażenowanie i brak szacunku dla odtwórcy, z drugiej młodzi muzycy uczą się na początku przez naśladownictwo, a dopiero później przetwarzając te wzorce na własny użytek, mają szansę dorobić się własnego stylu. A „z trzeciej strony”, parafrazując słynną wypowiedź inż. Mamonia, przecież lubimy tylko te piosenki, które już kiedyś słyszeliśmy… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.