Jak rozmawiać o nauce w internecie?

Jeżeli jesteś naukowcem – na pewno znasz to uczucie. (Dotyczy także studentek, doktorantów czy nawet pasjonatów określonej dziedziny wiedzy). U cioci na imieninach, na imprezie wśród znajomych, w tramwaju, autobusie albo w szatni po treningu pada całkiem zwyczajne pytanie: „czym się zajmujesz?” A tobie robi się na przemian zimno i gorąco, ciarki przechodzą ci po plecach i wiesz, że już jesteś ugotowany.

Masz poczucie, że twoje badania są fascynujące i mógłbyś o nich opowiadać godzinami. Ale wiesz doskonale, że kiedy tylko otworzysz usta, by przemówić, słuchacz odpłynie, a jego zainteresowanie zniknie bezpowrotnie. Rozdzieli was mur wzniesiony z równań, teorii i fachowego słownictwa. Mówisz więc tylko: „a, nic ciekawego, takie tam badania” i pospiesznie zmieniasz temat.

Właśnie straciłeś szansę, by kogoś zaciekawić, nauczyć czegoś, a może nawet zarazić bakcylem kolejnego przyszłego naukowca? Więcej! Straciłeś szansę by sam dowiedzieć się czegoś ciekawego, bo wyjaśnianie innym własnej pracy, słuchanie ich reakcji i odpieranie wątpliwości to jeden z najlepszych sposobów, by przetestować i wzbogacić swoje własne rozumienie zagadnień.

Pod tym względem internet jest jak nieustający ciąg wizyt w szatniach, na imprezach i imieninach cioci. Tysiące potencjalnych słuchaczy tylko czekają, byś opowiedział im o swoich badaniach. (Chociaż niektórzy są naprawdę irytujący i będą cię przekonywać, że i tak wiedzą lepiej). Nic więc dziwnego, że wielu badaczy paraliżuje. Łatwiej podzielić się śmiesznym komiksem o tym, że doktorat powstaje w czasie geologicznym, niż opowiedzieć o pasjonującym problemie, który właśnie nas zajmuje.

Zawsze znajdzie się jakaś wymówka. Wiem za mało, nie mam czasu, nie potrafię ładnie pisać, robię buendy ortograficzne. A nieobecność naukowców w internecie chętnie wykorzystają ci, którzy takich skrupułów nie mają. Pseudonaukowcy, tropiciele spisków i szarlatani, którzy w blogowaniu i opowiadaniu o sobie są naprawdę dobrzy.

Pora rzucić im wyzwanie!

 

Uczymy się opowiadać o sobie

Nauka nie jest mniej atrakcyjna od śmiesznych kotków, ani mniej interesująca od polityki. Jeżeli w internecie przegrywa rywalizację z memami, plotkami i sportem to dlatego, że naukowcy w większości nie są tytanami mediów społecznościowych (ujmując rzecz delikatnie).

I trudno nas o to winić. Na uniwersytetach uczą nas teorii i metodologii, pokazują, jak prowadzić badania, ewentualnie jak ich wyniki przedstawiać w artykułach naukowych czy referatach konferencyjnych przeznaczonych dla specjalistycznej publiczności. Nikt nie pokazuje nam, jak o naszych badaniach opowiadać ludziom, którzy specjalistami nie są.

„Dla mnie opowiadanie o moich badaniach sprawia mi taką trudność, że zajmuję się tematyką niszową – mówi Kuba z Wydziału Fizyki. – Nie chcę opowiedzieć ani zbyt skomplikowanie, ani zbyt prosto, żeby nie urazić odbiorcy”

Ania, Wydział Geologii „Moi rodzice nie wiedzą, co ja robię. Chyba też ich to nie interesuje tak do końca.”

„Mam taki problem w opowiadaniu o moich badaniach – opowiada Dominika z Wydziału Psychologii – Zajmuję się wegetarianizmem. To jest taki temat, na który każdy jest coś w stanie powiedzieć. Kiedy zaczynam mówić, czym się zajmuje, znajduje się osoba, która rzuca jakąś anegdotkę ze swojego życia i próbuje mi pomóc w swoich badaniach, ale trudno mi jest wytłumaczyć, czym się zajmuję i że to nie jest o jednostkowym jedzeniu i niejedzeniu mięsa.” I dodaje: „Psychologia jest taką dziedziną, że każdy ma tutaj coś do powiedzenia.”

Jeszcze gorzej ma Andrzej, doktorant z Wydziału Prawa „Zajmuje się prawem medycznym. Zasadniczo moim celem jest to, żeby uświadamiać lekarzy, bo myślę, że im to bardzo pomoże w wykonywaniu zawodu. Ale za każdym razem, gdy rozmawiam z lekarzem i on słyszy, że się zajmuję prawem medycznym, on to odbiera jako atak na samego siebie. Ostatnio jak miałem taką sytuację – wyszedłem z pokoju pod jakimś pretekstem i nigdy tam nie wróciłem.”

Monika, Wydział Fizyki „Jak mówię znajomym, że zajmuję się jądrami, to oni się bardzo śmieją. A jak jeszcze dodaję, że egzotycznymi…” (Boże, jacy beznadziejni znajomi. Ja bym się nie zaśmiał.) „Mój kolega opowiadał ostatnio o swoich badaniach. I mówi «w moim jądrze coś tam, coś tam», chyba, że ma zaburzoną symetrię, czy coś. I długo się zastanawiałam, czemu się wszyscy śmieją.”

„To ja jeszcze dodam, jak już w temacie fizyki jesteśmy – mówi Natalia, z tego samego wydziału – ponieważ zajmuję się badaniami podstawowymi, to każda rozmowa prędzej czy później schodzi na temat: «po co wy to robicie»”

 

Poznajcie naszych bohaterów

Dlatego na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęliśmy właśnie cykl warsztatów „Naukowcy w Internecie. Jak atrakcyjnie promować naukę i skutecznie walczyć z bzdurami”. Na początek zrobiliśmy prosty eksperyment. Wszyscy uczestnicy się przedstawili. Jednocześnie.

Zapanował chaos i nikt nie miał szansy nie tylko usłyszeć, co mówią inni, ale nawet wygłosić porządnie własnej prezentacji. Dokładnie tak przebiega komunikacja w systemach zdemokratyzowanych i symetrycznych, na przykład w internecie. Wiele podmiotów komunikuje równocześnie, większość kanałów jest dwustronna (odbiorcy są zarazem nadawcami informacji zwrotnej). Panuje chaos, triumfuje zło.

To doświadczenie każdego naukowca, który kiedykolwiek spróbował opowiedzieć w internecie o sobie i swoich badaniach. Trzeba stawić czoło nie tylko tamie obojętności, ale też coraz częściej spiętrzonej fali pseudonaukowych bzdur

„Zajmuję się się grafenem” – mówi Kuba z Fizyki – I od razu słyszę: czytałem ostatnio w artykule, że polski grafen zbankrutował… I czuję się w obowiązku zrobić pięciominutowy wykład, że co innego problem naukowy, co innego szum medialny, który się wokół tego zrobił. Polski grafen nie istnieje, w ogóle użytkowy grafen jeszcze nie istnieje. Trzeba najpierw kilkadziesiąt lat posiedzieć w laboratorium, żeby coś z tego było. To jest właśnie fizyka.” „Moja ulubiona bzdura to ciężka woda, którą wylewa się do morza, jest ciężka, bo tam jest dużo produktów rozpadów” – dodaje Natalia.

Bogusław i Iwona: „My jesteśmy z wydziału historycznego, przełamiemy tutaj monopol ścisłych. Prawie wszystko co się czyta w internecie na temat archeologii to bzdury.” (Czytelnicy tego bloga akurat coś o tym wiedzą…) „Ja też z wydziału historycznego – włącza się Kasia. – Zajmuję się starożytnością. Starożytność jest bardzo często wykorzystywana politycznie. Całe blogi, gdzie bardzo wybiórczo wykorzystuje się różne cytaty… Kolumny w starożytności były tylko białe, ludzie powinni być biali. Swoją drogą – te kolumny nawet nie były białe. Były malowane na różne kolory…”

Aga, jestem logopedą „Bzdurą jest to, że dzieci mogą nie mówić do 5 roku życia i nadal wszystko w porządku…”

„Moją ulubioną bzdurą psychologiczną jest to, ze psychologia to nie jest nauka – mówi Dominika – Zaraz pojawia się argument: «ja też mogę porozmawiać z moim przyjacielem i mu pomóc». Do tego jeszcze utożsamienie psychologii z psychoterapią.”

Natalia: „Płaskoziemcy!”

Kuba: „Wstyd nie wspomnieć o antyszczepionkowcach.”

Drużyna wyrusza na wyprawę

Nasi bohaterowie wkrótce spróbują swoich sił w starciu z wielkimi Imieninami Cioci. Będą pisać blogowe posty, tworzyć atrakcyjne wizualizacje danych, może ktoś skusi się nawet na nagranie podcastu albo filmu na YouTube?

Michał, Wydział Fizyki „Chciałbym się dowiedzieć, jak mówić o nauce tak, żeby to było ciekawe dla odbiorcy, który nie ma szczególnego pojęcia o fizyce.” „Czyli jak obniżać entropię, a nie ją zwiększać!” – dodaje Kuba, a niefizycy udają, że zrozumieli żart.

Aga: „Jak atrakcyjnie mówić o swojej niszy”

Iwona: „Jak walczyć ze stereotypami. Na przykład że archeolodzy kopią dinozaury albo że w Polsce nic się nie działo przed Mieszkiem I.”

Mitologia współczesna: „O, a co się działo?”

Iwona: „Rzucaliśmy kamieniami w dinozaury.”

Andrzej: „A jak upadły, to je kopaliśmy.”

Trzymajcie za nich kciuki i pozostańcie na nasłuchu. Będziemy na bieżąco sprawozdawać postępy!

[Cały wpis powstał w ramach zajęć, trochę na gorąco. Na sali były obecne trzy osoby z Wydziału Polonistyki, ale z góry przepraszamy za wszystkie błędy…]

[Fot. w karcie na facebooku: https://www.flickr.com/photos/stavos52093/]

Czytaj dalej

6 Comments

  1. Tja…
    „Opowiem Ci o superekscytujących badaniach, które prowadzę, ale żeby ustalić wspólny język i odwołać się do tych samych intuicji, musisz tylko przejść dwuletni kurs algebry i rachunku prawdopodobieństwa, i doczytać o deep learningu – jest taka fajna książka, jej przeczytanie zajęło mi tylko jeden rok, bardzo polecam”.
    Konia z rzędem…

  2. (przepraszam – zapomniałem o analizie wielowymiarowych funkcji ciągłych. Kolejne dwa lata, ale można się tych tematów uczyć równolegle 😉 )

  3. Kiedy sięgnąłem po pierwszą książkę Dawkinsa, mój zachwyt nad prezentowanymi treściami przykryła frustracja dotycząca sposobu ich przedstawiania. Spłycenia, metafory, uproszczenia raziły mnie jako młodego studenta tak bardzo, ze przez jakiś czas unikałem tego autora. Dopiero później pojąłem że takie zabiegi stanowią istotę popularyzacji nauki. I dobór treści. Nie mam co spalać się w każdym towarzystwie na próby wyjaśnienia istoty skądinąd fascynującego zjawiska podwójnie uniparentalnego dziedziczenia mitochondrialnego DNA, albo hybrydyzacji międzygatunkowej. Ale opowieść o sytuacji bałtyckiego dorsza i bałtyckiej przyrody chwyta. Albo aspekty życia seksualnego gupików w blognotce przeczytanej przez setki osób.

    Szanuję inicjatywę i wyzwanie. Będę kibicował, ale jeśli można wcisnąć radę – wykorzystujmy te produkty nauki, które mają szansę stać się atrakcyjne dla odbiorców i nie bójmy się srogich uproszczeń, zamiast siłowo prezentować swoje ukochane, wielce abstrakcyjne ścieżki.

  4. To do boju! Walka o uwagę czytelnika łatwa nie jest. Będę kibicować. Jest kilka naprawdę fajnych blogów prowadzonych przez naukowców / ludzi z naukowym zacięciem, ale dobrych treści nigdy dość.

  5. Poruszono niezwykle ciekawy temat. Zastanawiam się czy to wynika z braku zainteresowania czy niedostatecznej wiedzy odbiorcy. Nie zawsze chodzi o to by zaciekawić odbiorcę, ale by przekazać informacje. Nawet w brew pozorom nudny wykład może okazać się kopalnią wiedzy…

  6. Przykład z życia wzięty: niedawno kolega fizyk (dr hab.) spytał mnie z ciekawości jak się generuje fake newsy. Namęczyłem się sporo żeby mu przybliżyć temat, a i to nie jestem pewien czy mi się udało.
    Nie piszę tego po to, żeby epatować wiedzą – on z kolei miał niemały kłopot żeby wytłumaczyć mi co to właściwie są te szkła spinowe. :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.