Menu Zamknij

Wampiryzm pamięciowy. Dlaczego wspólne upamiętnianie katastrofy smoleńskiej i powstania warszawskiego ma sens

PW reversedWspólne upamiętnianie ofiar katastrofy smoleńskiej i powstania warszawskiego ma sens! A nawet więcej: służy do produkcji sensu. Na naszych oczach dokonuje się właśnie próba podniesienia katastrofy smoleńskiej do rangi wydarzenia historycznego. Tego typu zabiegi wymagają zgromadzenia olbrzymiej energii.
Dlatego zdarzenia, które w ostatnich dniach śledzić możemy z przerażeniem/dumą/zażenowaniem/zachwytem to po prostu kolejna odsłona prastarego zjawiska wampiryzmu pamięciowego w ramach którego dla „uhistorycznienia” jednego wydarzenia korzystamy z mocy zgromadzonej przez inne. Niezależnie od tego, czy chcemy ten proces wspomóc, czy go zwalczyć, żeby działać rozsądnie, musimy najpierw zrozumieć, z czym w zasadzie mamy do czynienia.

Nietrafione posłowie

Bez zrozumienia mechanizmów pamięci rządzących dziś recepcją powstania warszawskiego nie sposób pojąć ani fenomenu żołnierzy wyklętych, ani katastrofy smoleńskiej, ani nawet ostatnich zwrotów w sprawie Jedwabnego.

Kiedy kilka tygodni temu pisałem króciutkie posłowie do książki Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014 (ukaże się w przyszłym tygodniu nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej), miałem smutne poczucie nietrafienia w czas. Wydawało mi się, że powstanie nikogo już dziś nie zadziwi, że na dobre oswoiliśmy się z jego kulturowym i politycznym funkcjonowaniem, że dziś naprawdę ważna książka o pamięci powinna raczej dotyczyć żołnierzy wyklętych…

Nie minęło wiele czasu nim zrozumiałem, jak bardzo się pomyliłem. Zapewne nie jedyny raz w całej tej książce, z pewnością jednak jest to pomyłka przynosząca ulgę. Bez zrozumienia mechanizmów pamięci rządzących dziś recepcją powstania warszawskiego nie sposób pojąć ani fenomenu żołnierzy wyklętych, ani katastrofy smoleńskiej, ani nawet ostatnich zwrotów w sprawie Jedwabnego.

Powstanie warszawskie wciąż pozostaje centralnym węzłem polskiego dyskursu pamięci. Warto o nim czytać i pisać. Warto o nim myśleć i dyskutować. Warto też – niezależnie od tego, po której stronie politycznej barykady lokują się nasze sympatie – podejmować próby rzetelnego zrozumienia i opisania tego, co się właściwie dzieje.

A dzieje się historia!

Jak przejść do historii?

Anne-Louis_Girodet-Trioson_001

Najkrócej rzecz ujmując: jesteśmy właśnie świadkami próby uczynienia katastrofy smoleńskiej wydarzeniem historycznym.

Jeżeli nie pracujecie w kancelarii premiera (albo w centrali jednej z największych światowych marek) pewnie nigdy nie zastanawialiście się, jak dokonać czegoś podobnego… Jak sprawić, by jakieś wydarzenie stało się historycznym? Nie wystarczy po prostu, by należało do przeszłości. Wszak większość z tego, co się wydarzyło, uznajemy jako wspólnota za niewarte upamiętniania. Między przeszłością a historycznością istnieje rodzaj niewidzialnej bariery, którą pokonują tylko nieliczne wydarzenia, fakty czy postaci.

Niełatwo stać się historią. Dla znacznej większości maszerujących w dziejowym pochodzie śmierć oznacza zapomnienie. Tylko dla nielicznych otworzą się podwoje wieczystej pamięci. W tym sensie dobrym ujęciem problemu wydaje się malarski i literacki motyw wstępowania w niebiosa poległych wodzów, mężów stanu czy nawet szeregowych żołnierzy (np. Apoteoza Waszyngtona Brumidiego, Apoteoza żołnierzy wojen napoleońskich Anne-Louis Girodet de Roussy-Trioson [na ilustracji, Domena Publiczna] czy… Pieśń o żołnierzach z Westerplatte Gałczyńskiego).

Co decyduje o tym, kto zasłuży na wieczne życie w kronikach i podręcznikach historii? Wiadomo nie od dziś: osobiste zasługi, ale też polityka, sztuka, a czasem łut szczęścia. Ale czy wiadomo, jaki właściwie mechanizm odpowiada za pamięciową apoteozę?

W momentach takich jak spór o „apel smoleński” pytanie to narzuca się ze szczególną siłą. A semiotyka kultury przynosi na nie odpowiedź.

Od analogii do pamięciowego wampiryzmu

logika analogii posunięta poza pewne granice zmienia się w rodzaj pamięciowego wampiryzmu

Kanon historyczny ma paradoksalny charakter. Jest zarazem zamknięty – swą moc buduje na (iluzji) trwałości i oddzielenia od teraźniejszości; jak i otwarty – wciąż ulega zmianom, lecz zmiany te, poza radykalnymi przypadkami rewolucji czy upadków imperium, mają zwykle charakter zbyt powolny, byśmy je dostrzegali.

„Nowe” wydarzenia i postaci historyczne (nie tylko te, które „dopiero się wydarzyły”, lecz także te, które – z różnych powodów – odgrzebujemy w zamierzchłej przeszłości), by stworzyć sobie miejsce w kanonie, muszą umiejętnie wpisać się w jego strukturę. Dokonują tego „pasożytując” na wydarzeniach „starych”, których historyczności i wagi nikt nie kwestionuje.

Na najbardziej oczywistym poziomie dokonuje się to za sprawą historycznych analogii. Mówimy: wydarzenie X jest jak wydarzenie Y, licząc, że w ten sposób pewne cechy (w tym sama „historyczność”) przeniosą się ze „starego” na „nowe”.

Na przykład: „Katastrofa smoleńska jest jak mord katyński”. Za podstawę analogii służy zbieżność miejsca czy inteligencka tożsamość ofiar, w miarę rozwijania porównania, jego logika podpowiada nam jednak kolejne elementy, które możemy przyjąć lub odrzucić: np. rosyjskie/radzieckie sprawstwo, celowość mordu, a przede wszystkim – ukrywanie prawdy, o którą trzeba walczyć. W ten sposób ci, którzy budują historyczny wymiar tragedii, mogą korzystać z gotowego repertuaru wyobrażeń, form pamięci, a nawet całych modeli świata (np. walczący o pamięć vs. „oni”, którym zależy na ukryciu prawdy).

Oczywiście Katyń nie jest dla Smoleńska jedyną analogią. Jak widzimy w ostatnich dniach, miejsce drugiego członu porównania może zając np. powstanie warszawskie, dostarczając innego (lecz w wielu punktach zbieżnego) ciągu skojarzeń: heroiczna walka – wieloletnie zakłamanie – odzyskiwanie pamięci – wyniesienie do rangi symbolu.

Ważne, by nie zapomnieć, że nie jest to, w żadnym razie, mechanizm wynaleziony specjalnie na potrzeby katastrofy smoleńskiej! Od zawsze do opowiadania o tym, co nowe, używamy z konieczności starych form z zastanego repertuaru znaków. W tym sensie „nowe” i „stare” warunkują się wzajemnie, umożliwiając ciągłość procesu komunikacji i zapewniając jego zrozumiałość1.

Ale logika analogii posunięta poza pewne granice zmienia się w rodzaj pamięciowego wampiryzmu, w ramach którego „nowe” wydarzenie wysysa ze „starego” siły witalne, przejmując (czy wręcz kradnąc) charakterystyczne dla niego formy pamięci, przejmując jego święta czy nawet pomniki.

I znów: niezależnie od tego, czy podoba nam się to, co obserwujemy w ramach przygotowań do kolejnej rocznicy powstania, czy nie, ważne, byśmy uświadomili sobie, że nie jest to w żadnym wypadku sytuacja bezprecedensowa. Tego rodzaju przykłady „pamięciowego wampiryzmu”, choćby tylko w odniesieniu do powstania, można bez trudu znaleźć w przeszłości.

Precedensy

Każdego, komu wydaje się, że uwikłanie powstania w bieżącą walkę polityczną to wynalazek ostatniej dekady, należałoby wsadzić w wehikuł czasu i wysłać gdzieś na początek lat 1980-tych. Albo przynajmniej zabrać do archiwum IPN, gdzie zachowała się przebogata dokumentacja uroczystości rocznicowych z tamtych lat. Pamięciowy wampiryzm kwitł wtedy w najlepsze w atmosferze wiecu, strajku, a czasem wręcz festynu.

Na początku lat 1980 1 sierpnia mówiono głównie o… ofiarach Katynia. Zgodnie z logiką analogii mord katyński i powstanie warszawskie stawały się niemal tożsame jako dwa przykłady walki o polskość przeciw komunistom (szczególnie podkreślano bowiem fakt nieudzielenia powstaniu pomocy przez Armię Czerwoną).

Zarazem poprzez te dwa wydarzenia i w ich perspektywie dokonywało się przywoływanie wszelkich innych faktów historycznych. Wojna polsko-bolszewicka stawała się w pamięci opozycyjnej prefiguracją powstania, mord katyński jawił się zaś jako zemsta za zwycięstwo w 1920 roku. Z kolei terror stalinowski to powtórzenie Katynia, które ze szczególnym okrucieństwem dotyka bohaterów powstania. Podobne przykłady symbolicznych powiązań można by mnożyć.

Rok 1984

Ale to jeszcze nic w porównaniu ze spleceniem powstania i bieżącej walki politycznej, jakie odnaleźć można w kolejnych latach. Na przykład w roku 1984, mimo okrągłej, czterdziestej rocznicy można odnieść wrażenie, że to wcale nie powstanie było najważniejszym przedmiotem zainteresowania zgromadzonych 1 sierpnia na cmentarzu powązkowskim.

Poniżej fragment z Powstania umarłych przedstawiający te uroczystości:


 

Tradycyjne formy przeżywania żałoby zostały całkowicie podporządkowane środkom wyrazu zaczerpniętym ze strajku czy wiecu. Czyjej właściwie pamięci poświęcono zapalone wokół pomnika Gloria Victis znicze? Data i miejsce sugerują powstańców, na drzewach zawieszono jednak plakaty przywołujące pamięć ofiar Katynia, obok zaś umieszczono polską flagę z napisem „Solidarność 1982”. Wydaje się, że dawne i współczesne wydarzenia składające się na historię walki o wolność i niepodległość złączyły się w tym niezwykłym święcie opozycyjnej pamięci w jedną, nierozdzielną całość.

Ludzi na cmentarzu wciąż przybywało. Jakiś ksiądz zaintonował litanię „za Lecha Wałęsę, «Solidarność», poległych w okresie stanu wojennego, więzionych za przekonania, pomordowanych w obozach sowieckich, za wolną ojczyznę”. Obecna na cmentarzu Anna Walentynowicz na prośbę zebranych zabrała głos: „Módlmy się za «Solidarność», wolną Polskę oraz tych młodych ludzi z Grodziska, których nie objęła amnestia”2. Atmosfera coraz bardziej przypominała wiec. Raz po raz w tłumie wznoszono okrzyki „Niech żyje Lech Wałęsa!” oraz „Solidarność walczy!”. Był także program artystyczny. Śpiewano pieśni religijne i patriotyczne. Przy grobie harcmistrza Aleksandra Kamińskiego występował zespół muzyczny, „prezentując piosenki partyzanckie i harcerskie oraz deklamując wiersze”3.

Mogłoby się zdawać, że w ferworze bieżącej walki politycznej pamięć spoczywających na działce „Zośki” ofiar powstania całkiem straciła na znaczeniu. Zrozumienie fenomenu rocznicowych manifestacji pod pomnikiem Gloria Victis wymaga jednak odkrycia, że cała walka z systemem ufundowana była na pamięci. Mord katyński i powstanie warszawskie nie zostały wyparte ze zbiorowej wyobraźni przez etos opozycyjny, lecz – przeciwnie – poprzez ten etos istniały w wyobraźni. Stworzyły go i w niego się przemieniły. W ramach wyobraźni kształtowanej przez obowiązek pamięci walcząca „Solidarność” okazuje się zatem tożsama z powstańcami warszawskimi, a ofiary represji stanu wojennego stają się – w sensie symbolicznym – nowymi ofiarami Katynia.

W sposób wyjątkowo wymowny ilustruje to biało-czerwona szarfa przejęta podczas jednej z takich uroczystości przez funkcjonariuszy bezpieki. Napis na niej głosił: „Jeśli my o nich zapomnimy, Bóg o nas zapomni”. Można zastanawiać się, kim są owi „oni”, o których mamy pamiętać. Być może autorom chodziło o więzionych kolegów, być może o ofiary Katynia czy powstania warszawskiego. Sądzę jednak, że postawienie takiego pytania całkowicie rozmija się z istotą zagadnienia! Pamięć jako wartość etyczna nie domaga się podziału na konkretne wydarzenia, lecz – przeciwnie – ogarnia i łączy różne epoki, scalając je w jedną, pełną sensu opowieść.

okładka_powstanie umarłych

To dopiero początek historii!

Przywołane przykłady pokazują wyraźnie, że powstanie warszawskie stanowi od wielu lat kluczowe „miejsce mocy” czy „generator sensu”, z którego zaczerpnąć próbują przeróżne ruchy społeczne, wspólnoty czy partie polityczne.

Ważne, by pamiętać, że nie jest to moc neutralna. Lata marginalizacji, zafałszowań czy wręcz skazania na niepamięć sprawiają, że pamięć powstania warszawskiego jest bardzo silnie nacechowana antysystemowo – skierowana przeciwko jakimś „obcym”, którzy naszą tożsamość próbują zniszczyć, zafałszować, podporządkować obcej ideologii (brzmi znajomo?)…

Powstanie ma oczywiście także silny potencjał jednoczący. Może być równie dobrze wtłoczone w ramy opowieści o młodości, heroizmie, przywiązaniu do wartości… Zawsze pozostanie jednak obciążone brzemieniem klątwy związanej z nieopłakanymi zmarłymi.

O tym wszystkim opowiada Powstanie umarłych, do którego lektury serdecznie zapraszam!


Zobacz także:

kto zarabia na żołnierzach wyklętychBiznes wyklęty. Jak żołnierze niezłomni trafili na koszulki, naklejki i zderzaki

 

Czytaj dalej

  • Warszawa po powstaniu. Porywacze ciałWarszawa po powstaniu. Porywacze ciał Warszawa po powstaniu. Czy funkcjonariusze nowego reżimu kradli ciała akowców, by chować je wśród żołnierzy Armii Ludowej i w ten sposób forsować propagandową tezę o masowym poparciu dla […]
  • 1944 – Pamięć jest kobietą!1944 – Pamięć jest kobietą! Kiedy mówimy o pamięci powstania warszawskiego, na myśl przychodzi nam albo spektakularne muzeum, albo upolitycznione obchody na Cmentarzu Powązkowskim. Czy zadajemy sobie czasem […]
  • ZnakZnak Jakaś forma uznania dla symboliki „przeciwnika” czy „wroga” stanowi niezbędny warunek każdego aktu komunikacji, nawet gestu ikonoklazmu, wyszydzania czy profanacji. Nie da się […]
  • Legendy miejskie o metrze. 3 powody, żeby bać się II liniiLegendy miejskie o metrze. 3 powody, żeby bać się II linii Tuż przed otwarciem drugiej linii metra fanpage Boję się jeździć II linią metra święcił triumfy. Bezpośrednio po otwarciu zejścia do czeluści śledziło go niemal 4000 osób. Choć warszawiacy […]
  • Kto zarabia na Hot16Challenge?Kto zarabia na Hot16Challenge? Elo! Na początek chciałbym wyjaśnić kilka nieporozumień. Otóż dobry rap szanuję jak Hołownia Konstytucję. Absolutnie nie utożsamiam się z tymi, co w komentarzach chwalą się, że żadnego […]
  • Kalendarze pseudonauki. Co łączy kreacjonizm, Wielką Lechię i politykę historyczną państwa?Kalendarze pseudonauki. Co łączy kreacjonizm, Wielką Lechię i politykę historyczną państwa? Pseudonauka proponuje opowieść o dziejach świata, w której ludzie od początku byli najważniejsi, cała natura jest im podporządkowania, a globalne ocieplenie to kolejny spisek. Jest […]
  • Reduta Netfliksa. Mocne i słabe strony raportuReduta Netfliksa. Mocne i słabe strony raportu Jak wielu komentatorów, spodziewałem się raczej treści zabawnych. Pomysł monitorowania Netfliksa w poszukiwaniu treści szkalujących Polskę („wadliwych kodów kulturowych”) wydał mi się […]
  • Imperium Lechitów kontratakuje!Imperium Lechitów kontratakuje! Miałem kłopot z zatytułowaniem tego quasi-tekstu. Pierwotnie nazywał się "Szkic do studiów nad recepcją strukturalnej krytyki pseudonaukowej mitologii Imperium Lechitów" ale […]