Dlaczego nie interesuje mnie walka o media wolne od PiS

To, co się wydarzyło w Trójce, to jest skandal. Z podziwem i szacunkiem patrzę na dziennikarzy walczących dla siebie i dla nas o prawo do normalności. Dziękuję!

Mam zarazem nadzieję, że ich protest nie zostanie przez odbiorców i polityków sprowadzony do międzypartyjnego konfliktu. Gra toczy się o znacznie wyższą stawkę!

Dlatego, mimo temperatury bieżącego sporu, warto spojrzeć na sprawę strategicznie, z dystansu. Nie wbrew dziennikarzom i słuchaczom, którzy słusznie dziś upominają się o swoją godność, lecz właśnie przez szacunek dla nich.

Ode mnie cztery konkretne propozycje przygotowane w oparciu o własne doświadczenia i przegląd literatury naukowej: (1) silni dziennikarze, (2) słabsze gwiazdy, (3) skupienie uwagi i (4) rozproszenie mediów.

1. Silni dziennikarze

Nie będzie silnych mediów bez silnych dziennikarzy. Dobrze opłacanych, zatrudnianych na stabilnych i czytelnych warunkach. Obrona praw pracowniczych dziennikarzy, ich niezależności i godności jest najważniejszym elementem walki o lepsze media. Jako publiczność mamy obowiązek piętnowania mobbingu i nacisków niezależnie od tego, czy przychodzą od polityków, reklamodawców czy zamożnych właścicieli. Potrzebni nam dziennikarze niezależni i kropka, a nie tylko niezależni od polityków, których akurat nie lubimy1.

Media publiczne powinny tu pełnić ważną rolę, wyznaczając standardy i ustanawiając wzorzec utrudniający psucie rynku. (Czyli odwrotnie niż jest teraz.)

2. Słabsze gwiazdy

Większy prestiż dla wszystkich dziennikarzy nie jest możliwy bez mniejszego kult gwiazd. Media publiczne powinny premiować model oparty na treści, nie na osobowościach.

Nie wiem, czy 600 000 zł, jakie podobno zarabia rocznie popularna dziennikarka TVP, powinno nas oburzać. Na pewno powinno nam dać do myślenia. Czy programy prowadzone przez gwiazdy są lepsze? Z mojego doświadczenia jako widza (problem dotyczy głównie TV), słuchacza, a sporadycznie gościa wynika coś wręcz przeciwnego. Z kultem gwiazd wiąże się przyzwolenie na lenistwo, agresja udająca niepokorność, narcyzm i powierzchowność. Zapraszamy gościa do studia, a dalej jakoś to pójdzie. I tak nasze pytania i riposty są ciekawsze od odpowiedzi eksperta. Albo jeszcze lepiej – zaprośmy dwóch polityków, niech się pokłócą2.

Zamiast gwiazd media publiczne mogłyby, nareszcie, należycie docenić dziennikarzy branżowych i lokalnych. Ludzi, którzy lata życia poświęcili na to, żeby zrozumieć układ słoneczny, przetwórstwo rolne albo powiat ełcki i naprawdę wiedzą, o czym mówią.

Nie będę tu rzucał nazwiskami, żeby niechcący nie zrobić komuś Niedźwieckiej przysługi, ale myślę w tym momencie na przykład o dwójce genialnych dziennikarzy specjalizujących się w energetyce. Dzięki czytaniu ich, co dzień dowiaduję się nowych rzeczy o węglu i atomie. Każde z nich nie tylko wzbogaciło moją wiedzę, ale też zmieniło moje zdanie w istotnych kwestiach! Marzą mi się media publiczne, które eksponują, promują i sowicie opłacają takich właśnie dziennikarzy3.

W mediach publicznych potrzebujemy też więcej reporterów, a mniej publicystów. Tylko przykładając ucho do ziemi możemy zatrzymać niebezpieczne dryfowanie mediów od rzeczywistości ku narcystycznym bańkom.

3. Skupienie uwagi

Potrzebne nam wolne media. Wolne, to znaczy – niespieszne (slow journalism)4. Niegoniące za tym, co głośne. Sięgające głębiej. Uwolnione od tyranii doraźności.

Brzmi to paradoksalnie, ale współczesne media właśnie przez swój pośpiech kompletnie nie nadążają za zmieniającym się światem. Komu za bardzo zależy na tym, żeby opisać dziś i jutro, traci z pola widzenia rzeczy naprawdę istotne – to, co za rok, dekadę, pokolenie.

Takiej perspektywy nie dadzą nam media prywatne, uzależnione od reklamodawców i rocznych sprawozdań finansowych. Dlatego walcząc o publiczne media, walczymy też o przestrzeń wyłączoną spod reguł krótkoterminowej konkurencji o uwagę.

Media publiczne powinny stać się przestrzenią innowacji. Nie badać, jak inni, co chcą oglądać ludzie, lecz odważnie wprowadzać nowe tematy, o których respondenci w grupach fokusowych nawet jeszcze nie pomyśleli. W ten sposób wyznaczałyby trendy, za którymi podążają potem inni. Na tym polega prawdziwa innowacja, która rodzi się nie w przestrzeni bezwzględnej konkurencji, lecz w tam, gdzie umożliwiono bezpieczne eksperymentowanie.

To ważne, bo bez zmiany ekonomii uwagi nie poradzimy sobie z systemowymi wyzwaniami przyszłości, takimi jak zmiany klimatu5. Jest to zadanie, które można traktować jako misję w służbie państwa, bo, jak przypominają badacze, „pogłębione rozumienie świata (scientific literacy) jest podstawową cnotą obywatelską” i kluczem do demokracji6.

4. Rozproszenie mediów

W Polsce o mediach publicznych myślimy i mówimy jako o molochu. Używamy do ich opisu tej samej metaforyki, którą przykładamy do wszystkiego, co państwowe. Wyobrażamy sobie media wielkie, ociężałe, nienowoczesne, w nieefektywny sposób dysponujące gargantuicznymi budżetami.

A gdyby tak porzucić to myślenie? Media publiczne przyszłości to media rozproszone. Pora zaszczepić w naszej debacie koncept „mediów publicznych 2.0”. To media wielokanałowe i wieloplatformowe, rozproszone, oparte na szerokiej, oddolnej sieci dziennikarstwa, w znacznie większym stopniu angażujące i aktywizujące odbiorców7

Nowoczesne media publiczne to także internet. Ile tu jest do zrobienia! Od wiarygodnych, robionych porządnie serwisów fact-checkingowych, po platformy kulturalne takie jak „Dwutygodnik” (tak, pamiętam, przez co niedawno przechodził…). Myślę też o wielkim potencjale docierania do nisz, jakim są obdarzone kanały video czy podcasty.

Operacja „Szkoła TVP” okazała się klapą. Ale powinna nam uświadomić, jak wielka robota jest do zrobienia w tym zakresie. Potrzebujemy mediów publicznych, których istotnym zadaniem będzie tworzenie najwyższej jakości materiałów edukacyjnych; mediów, które ściśle współpracują i ze szkołami, i z uniwersytetami, których misją (niczym pamiętnej „Ulicy Sezamkowej”) byłoby dotrzeć do tych, którzy do szkoły mają pod górkę.

Na koniec, czyli na nowy początek

Ostatecznie wrogiem mediów publicznych nie jest konkretna partia ani konkretni ludzie – żałośni w swojej małostkowości i niezgrabności. Prawdziwym wrogiem jest polityka.

Bieżąca partyjna polityka podporządkowuje sobie media na znacznie głębszym poziomie, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Jej dynamika wyznacza obszary tego, o czym się mówi i milczy na długo przed tym, nim pojawi się cenzura, wazeliniarstwo i tandetna propaganda. To, co nie ma politycznego wymiaru, jest spychane na margines. Może oprócz sportu i reality show z jurorami-celebrytami. Ale one akurat zdobywają popularność dzięki analogicznym zasadom: sprowadzenie (choć na chwilę) świata do prostych reguł i gra o sumie zerowej, gdzie zwycięstwo jednego jest porażką drugiego. Kultura, żeby się przebić, musi stać się polityczna. Historia zmienia się w pamięć podporządkowaną bieżącym interesom. Nauka w ogóle ma niewielkie szanse.

Dlatego nie powinna nas interesować walka o media wolne od PiS. Powinniśmy żądać więcej – mediów wolnych od polityki. Mediów zabezpieczonych nie tylko przed dyktaturą konkretnej partii, ale również przed znacznie głębszą i bardziej podstępną tyranią doraźnej walki między frakcjami.

Działanie w myśl zasady „najpierw wyrzućmy PiS, a potem jakoś się ułoży” stworzy próżnię, która natychmiast zassie kolejnych funkcjonariuszy. Nie głosowałem na PiS, więc z mojego punktu widzenia zapewne będą lepsi. (Nie jestem symetrystą, nie jest mi wszystko jedno.) Ale warto wykroczyć poza doraźną walkę i zrozumieć, że to nadal będą media podporządkowane polityce. Na dłuższą metę stracimy na tym wszyscy, niezależnie od partyjnych sympatii.

* * *

W demokratycznym społeczeństwie jest miejsce na media polityczne, a nawet partyjne. Potrzebne nam telewizje, radiostacje i gazety, które mają swoją ideologię i otwarcie ją głoszą. Ale potrzebne nam też media publiczne jako miejsce, gdzie ideologia nie jest najważniejsza.

Od mediów publicznych często żąda się pluralizmu. Sądzę, że pluralizm to o wiele za mało. Potrzebne nam nie tylko media publiczne, które nie faworyzują jednego ugrupowania, ale też takie, które odważnie wydzielają przestrzeń wolną od partyjnej polityki w ogóle.

Jak takie media zbudować? Nie mam prostej, gotowej odpowiedzi.

Nie jestem ani dziennikarzem, ani nawet medioznawcą. Patrzę na sytuację ze swojej perspektywy badacza obiegów komunikacyjnych. Możliwe, że formułując te pomysły przegapiłem wiele rzeczy, które dla moich kolegów insiderów są sprawami oczywistymi.

Ale mam też odpowiedź dla tych, którzy od razu pomyśleli: „fajne, ale naiwne, bo przecież sprawy zaszły za daleko a Jarosław Kaczyński to straszliwy potwór pożerający bezbronne mediusia”. Otóż Polska nie jest jedynym krajem na świecie, a polskie partie – najbardziej żarłocznymi. Nim przesądzimy, że się nie da, warto wykroczyć poza „tu i teraz” i przyjrzeć się, co się w tych kwestiach dzieje w różnych miejscach. Czasem po to, żeby się zainspirować. Innym razem – żeby zobaczyć, o ile będzie gorzej, jeżeli czegoś nie zrobimy.

Dlatego jak zwykle ostatecznie moja propozycja jest taka: kierujmy się badaniami (evidence-based policy). Eksperci z różnych miejsc świata od dawna proponują konkretne narzędzia, które mogą wprowadzić media na właściwą drogę. Wspomniane już rozproszenie, długofalowe, stabilne finansowanie, prawo gwarantujące niezależność, podporządkowanie niepolitycznym radom8. To na początek.

Ta walka jest do wygrania. Także dlatego, że sprzyjają nam czasy. Media publiczne jako propagandowy dinozaur i tak nie wytrzymają zderzenia z nadlatującą błyskawicznie asteroidą z napisem „XXI wiek”. Komu się wydaje inaczej, ten sam jest brontozaur.


Przypisy

1W Polsce regularnie przypomina o tym OZZ IP z prężnie działającą Komisją Dziennikarek i Dziennikarzy; O zmieniającej się percepcji zawodu dziennikarza, prekaryzacji i jej wpływie na standardy można przeczytać m.in. w tym raporcie: Robert G. Picard,  „Journalists’ perceptions of the future of journalistic work.” Reuters Institute for the Study of Journalism (2015). ; Tutaj z kolei pouczające studium-przestroga przykładu greckiego. Warto zwrócić uwagę na kryzys jako narzędzie transformacji rynku pracy: E. Siapera, i in. „Post-crisis journalism: Critique and renewal in Greek journalism.” Journalism Studies 16.3 (2015): 449-465.

2Zdaję sobie sprawę z tego, że literatura naukowa jest nudna. Nie oczekuję, że ktoś, kto zaprasza mnie do studia program przeczyta moją książkę. Ale, do cholery, spodziewam się, że będzie przynajmniej miał chociaż bardzo ogólne pojęcie pojęcie, kim w ogóle jest tem, a nie sondował grunt losowymi pytaniami, w nadziei, że uda się jakoś zahaczyć. Doskonale znam tę strategię! Mam problem z zapamiętywaniem twarzy i w ten sam sposób staram się wybrnąć z kłopotu, gdy nagle w zagaduje mnie ktoś, kogo za nic nie mogę rozpoznać. Co uchodzi w autobusie, nie powinno mieć miejsca w telewizyjnym studio.

3Co ciekawe, wspomniana dwójka, na ile się orientuję, reprezentuje mocno odmienne światopoglądy i ma odmienne polityczne sympatie. W dziennikarstwie wiedzionym treścią, nie osobowościami, nie ma to znaczenia. To może być ważna wskazówka. W walce o odpolitycznienie mediów lepszymi sojusznikami okazują się dziennikarze „przeciwnej opcji”, którym zależy na treści, niż „nasi”, dla których najważniejsza jest polityka.

4M. Le Masurier,. „What is slow journalism?.” Journalism practice 9.2 (2015): 138-152.

5https://humanetech.com/wp-content/uploads/2020/05/CHT-Undivided-Attention-Podcast-E.-18-The-Stubborn-Optimists-Guide-to-Saving-the-Planet.pdf

6S. Ungar,. „Knowledge, ignorance and the popular culture: climate change versus the ozone hole.” Public Understanding of Science 9.3 (2000): 297-312.

7J. Clark, Public Media 2.0: Dynamic, Engaged Publics (https://cmsimpact.org/resource/public-media-2-0-dynamic-engaged-publics/), 2009; Goodman, Ellen P., Public Media 2.0 (August 1, 2008). Available at SSRN: https://ssrn.com/abstract=1299685 or http://dx.doi.org/10.2139/ssrn.1299685

8R, Benson, M. Powers. „Public media and political independence.” Lessons for the Future of Journalism from Around the World. New York: New York University (2011).

Czytaj dalej