Slenderman – historia doskonale zmyślona

Slenderman historia prawdziwa - mit opuszcza internetWyprowadziły koleżankę do lasu i wielokrotnie dźgały nożem. Schwytane przez policję tłumaczyły, że do morderstwa skłonił je Slenderman. Historia obiegła media na całym świecie, wywołując falę paniki i gorączkowe poszukiwania.
Kim jest przerażająca postać z internetowego folkloru? Czy współczesne mity naprawdę mają moc zacierania granicy między fikcją a rzeczywistością?

 

 

CNN Newsroom, 3 czerwca 2014, godz. 14:00 ET

JEST TO POBIEŻNA TRANSKRYPCJA. NINIEJSZA KOPIA MOŻE NIE STANOWIĆ WERSJI OSTATECZNEJ I PODLEGAĆ PÓŹNIEJSZYM MODYFIKACJOM.

BROOKE BALDWIN, CNN ANCHOR: Musimy zacząć od tej historii o duchach i postaci zwanej Slenderman, która podobno zainspirowała dwie małe dziewczynki, uczennice middle school (odpowiednik polskiego gimnazjum), by zwabiły swoją koleżankę do lasu, gdzie 19 razy pchnęły ją nożem. Tak według policji przedstawia się ten przerażający przykład fantazji stającej się rzeczywistością. […]

(POCZĄTEK MATERIAŁU WIDEO)

KOMENDANT RUSSEL JACK, POLICJA WAUKESHA: Ofiara zdołała wyczołgać się z lasu na dróżkę w pobliżu Big Bend Road, gdzie dostrzegł ją rowerzysta. Strażacy przewieźli dziewczynę do szpitala w Waukesha, gdzie przeprowadzono operację.

(KONIEC MATERIAŁU WIDEO)

BALDWIN: Ta historia ma wiele warstw… Naprawdę dziwne jest jednak to, że obydwie podejrzane, te dwunastolatki, przeżywały taką fascynację fikcyjną postacią, która nazywa się Slenderman. To postać często opisywana na tej stronie internetowej znanej jako Creepypasta Wiki. Jeśli nigdy o niej nie słyszeliście – to jest strona, która koncentruje się wokół śmierci i strasznych historii. A policja mówi, że podejrzane planowały atak zainspirowane przez tę stronę i tę postać od lutego. […] Jest ze mną Rosa Flora z Nowego Jorku.

Rosa, z tego, co słyszałem, ten atak z ostatniego weekendu nie był pierwszą zbrodnią którą dziewczynki miały planować…

ROSA: Brooke, tu jest tyle przerażających szczegółów… Muszę je teraz rozwinąć. […] Dziewczynki snuły swój plan już od lutego. Kiedy dowiedziały się o tej fikcyjnej postaci, którą Brooke właśnie opisał, stwierdziły, że muszą kogoś zabić, by przyłączyć się do Slendermana i stać się jego towarzyszkami…1

To nie początek hollywoodzkiego horroru, sprytnie podszywającego się pod prawdziwe wiadomości. To początek prawdziwego programu informacyjnego sprytnie podszywającego się pod horror.

Witajcie w postmodernizmie, gdzie granica między fikcją a rzeczywistością została zatarta. Witajcie w krainie, gdzie dorośli mogą albo marnie udawać, że nadążają, albo wymyślać własne przerażające mitologie, w których internet staje się budzącą grozę krainą pedofilów, demonów i potworów, które wychodzą z ekranu. Witajcie w królestwie Slendermana.

Slenderman – historia, która ma początek…

Marzenie autorów wątku o zatarciu granic między rzeczywistością a fikcją spełniło się, choć nie w sposób, który przewidywali

Nagasaki, Japonia. 10 czerwca 2009 r. Pięć lat przed wydarzeniami z Waukesha.

Było nudne popołudnie, kiedy przebywający w Japonii Eric Knudsen, znany w internecie jako Victor Surge, zalogował się na forum SomethingAwful. Jakiś czas wcześniej powstał tam wątek dotyczący tworzenia „paranormalnych fałszywek”. Zakładający go użytkownik Gerogerigegege pisał:

Tworzenie paranormalnych obrazków jest moim hobby już od jakiegoś czasu. Napotykam czasem strony internetowe prezentujące dziwne zdjęcia i zawsze ciekawiło mnie, czy możliwe byłoby przemycenie jednej z moich fałszywek do książki, filmu dokumentalnego czy na stronę internetową organizując kontrolowany przeciek do sieci razem z jakąś straszną historyjką albo bez niej2.

Victor Surge był jednym z tych, którzy podjęli wyzwanie. Tamtego dnia wrzucił dwie fotografie z lapidarnymi komentarzami:

Slenderman - oryginalna fotografia Victor Surge (tak zaczęła się historia)

Jedna z dwóch fotografii odzyskanych po pożarze w Bibliotece Miejskiej w Stirling. Zrobiona w dniu, w którym zaginęło czternaścioro dzieci, przedstawia istotę określaną mianem Szczupłego Mężczyzny (The Slender Man). Widoczne deformacje zostały przez władze uznane za wadę kliszy. Pożar w bibliotece miał miejsce tydzień później. Oryginał zdjęcia skonfiskowano jako dowód.

1986, autor zdjęcia: Mary Thomas, zaginiona 13 czerwca 1986 r.

Pierwsze zdjęcie Slendermana

„nie chcieliśmy iść, nie chcieliśmy ich zabić, ale jego uporczywe milczenie i rozciągnięte ramiona przerażały nas, a zarazem przynosiły ukojenie…”

1983, autor zdjęcia nieznany, uznany za zmarłego

Tak narodziła się legenda. Kolejne zdjęcia ze Szczupłym Mężczyzną błyskawicznie zdominowały wątek, wkrótce opuszczając ramy SomethingAwful i przemieniając się w setki zdjęć, opowieści, filmów czy gier komputerowych, luźno powiązanych postacią Slendermana, związaną z nią specyficzną mitologią i estetyką.

Marzenie autorów wątku o zatarciu granic między rzeczywistością a fikcją spełniło się, choć nie w sposób, który przewidywali. Powstał Slenderman – historia, której jedynym celem jest przerażać, i która niczym wirus mutuje i zaraża kolejne ofiary.

Było tylko kwestią czasu nim – jak w dobrym horrorze – pojawi się badaczka, próbująca zrozumieć mechanizm epidemii.

Slenderman – historia, która ukrywa swój początek

4 czerwca 2014 r., cztery dni po wydarzeniach z Waukesha.

Shira Chess, badaczka współczesnych mitów z University of Georgia jest gościem audycji w bostońskim oddziale National Public Radio.

SHIRA CHESS: Pod wieloma względami sprawa przypomina to, jak mogły narodzić się legendy o wampirach, rozumie pani, setki lat temu.

Wszystkie te legendy w pewien sposób mutują i zmieniają się w inne rzeczy. Różni ludzie dodają swój wkład w różny sposób. Jedyna różnica jest taka, że teraz wszystko można namierzyć i prześledzić. W pewnym sensie można zobaczyć wszystkie warianty i powtórzenia jednocześnie, zobaczyć całą tę twórczą moc wyzwoloną w jednej chwili…3

Shira Chess to doskonały przykład postępującej specjalizacji we współczesnej nauce. (Oraz dowód na to, że kończąc studia humanistyczne możesz naprawdę zajmować się tym, co kochasz.) Na jej stronie internetowej przeczytać można, że zajmuje się nowymi mediami. W artykułach prasowych i wywiadach częściej jednak przedstawia się ją jako „badaczkę mitu Slendermana” [Slender Man mythos scholar].

Shira Chess ma rację. Historia Slendermana to spełniony sen badaczy mitu. Ma wszystkie cechy tradycyjnego folkloru: brak jednej kanonicznej wersji, rozprzestrzenianie się przez „podawanie dalej”, zarazem jednak można – jak to zrobiliśmy przed chwilą – wskazać na dokładny moment pojawienia się postaci.

Badania mitów przypominają trochę studia nad ewolucją gatunków. Która historia jest „przodkiem” naszej legendy, a która jej „spadkobiercą”? Które opowieści uznać można jeszcze za wariacje w ramach tego samego gatunku, a które należałoby już wyodrębnić jako oddzielne byty? Klasyczni antropolodzy poświęcali lata na zbieranie i porównywanie różnorodnych wersji mitu, mozolnie uzupełniając białe plamy u próbując odtworzyć „brakujące ogniwa”.

W przypadku internetowego folkloru taka analiza możliwa jest na skalę, o której ojcowie założyciele antropologii mogli jedynie marzyć. Tysiące wersji dokładnie datowanych, uporządkowanych, dostępnych na wyciągnięcie ręki (myszki).

Ale prawdziwy mit nie powinien mieć początku. Slendermanowi nie podoba się to, że tak łatwo odnaleźć jego korzenie. Czyni go to mniej wiarygodnym, a przez to mniej przerażającym. A Slenderman pragnie przerażać. Chce, by się go bano. Zmusza więc swoich wyznawców, by ukrywali i fałszowali jego historię. Sam twórca Slendermana – Eric Knudsen – zauważył w jednym z wywiadów, że kluczowym pragnieniem legendy miejskiej jest dążenie do zatarcia własnych korzeni, by wydawać się bardziej prawdziwą4.

Wydarza się to przede wszystkim na dwa sposoby.

Po pierwsze, Slenderman nie narodził się z niczego. W książce napisanej wspólnie z Erikiem Newsomem, Shira Chess pokazuje, jak nowy mit wchłonął i wykorzystał wątki z filmów, powieści, czy istniejących już legend miejskich. Slenderman jest więc czymś, co można by nazwać „apokryfem 2.0”.

Istnieje jednak drugi, jeszcze bardziej fascynujący sposób zacierania korzeni Slendermana. Jego fani na całym świecie wytwarzają świadectwa udające malarstwo jaskiniowe, średniowieczne drzeworyty czy dziewiętnastowieczne wycinki prasowe, sugerując, że Slenderman krążył po świecie na długo przed „założycielskim” wpisem Erica Knudsena/Victora Surge.

Zgodnie z logiką internetowego głuchego telefonu, tego rodzaju produkty szybko zaczynają żyć własnym życiem, z czasem przekonując rzesze internautów, że postać, którą znają jako Slenderman, jest jedynie kolejnym wcieleniem mitu, który przerażał ludzkość właściwie od zawsze.

Co ciekawe, nad takim stanem rzeczy ubolewa… sam Knudsen!5 Tu Slenderman pojawia się w niemieckiej mitologii, a tu na jakimś starym drzeworycie… Ilekroć więc rzeczywisty „ojciec” Slendermana stwierdza, że jest twórcą mitu, natychmiast pojawia się tysiąc głosów dowodzących, że postać Slendermana jest o wiele, wiele starsza.

Czyżby w ten sposób Slenderman dokonywał czegoś w rodzaju ojcobójstwa?

Slenderman w mitologii niemieckiej

Przeróbka drzeworytu autorstwa jednego z użytkowników SomethingAwful. Za: http://techcrunch.com/2014/06/30/the-story-of-slenderman-the-internets-own-monster/

Czym właściwie jest Slenderman?

Jest 30 stycznia 2014 r. Pięć miesięcy przed wydarzeniami z Waukesha. Eric Knudsen ma 34 lata, żonę i dziecko, mieszka na Florydzie i szykuje się do objęcia posady nauczyciela(!). Twórca mitu udziela wywiadu radiowego, w którym opowiada o trudnościach w… zarządzaniu marką Slendermana.

 

„czuję się mniej twórcą, a bardziej zarządcą… albo managerem. Tak, czuję się, jakbym był managerem Slendermana. On tam jest i robi swoje, a ja muszę go tylko obserwować i dbać o niego.”6

Ta wypowiedź mówi nam wiele o tym, czym właściwie jest Slenderman. Jeśli miałbym szukać jakichś analogii, które pozwoliłyby lepiej zrozumieć jego funkcjonowanie, to podążyłbym za tropem podrzuconym przez Knudsena i zwrócił się w kierunku… mechanizmów kapitalistycznego rynku.

Slenderman, owszem, przypomina mity i legendy. Jeszcze bardziej przypomina jednak… markę. Przerażająca obecność Slendermana przybiera różne formy: wizualne, narracyjne, tworzy rodzaj spójnej estetyki…

Slenderman jest więc czymś w rodzaju „rozproszonej franczyzy kulturowej”. Działa jak prawdziwa franczyza kulturowa (np. Gwiezdne wojny), ale nie ma jednego kontrolującego ją źródła związanego z kierunkiem przepływu kapitału. (Innymi słowy: nikt nie kontroluje w pełni Slendermana, bo nikt nie ma wyłączności na zarabianie na nim). Stąd w historii Slendermana brak kolejnych „stopni kanoniczności” jakie znamy z innych tego rodzaju franczyz. W przypadku Harrego Pottera czy Star Wars istnieją dzieła o najwyższym stopniu kanoniczności (oryginalne powieści/filmy), niższym (licencjonowane rozszerzenia świata) oraz niekanoniczna twórczość fanowska (czasem ograniczana lub wręcz tępiona przez właścicieli franczyzy).

Slenderman to spełniony sen twórców fikcji fanowskiej godny web 2.0. Samo fanfiction bez żadnego kanonu, bez cenzury, bez scentralizowanych ośrodków kontroli. Każdy jest zaproszony do współtworzenia mitu Slendermana.

Albo patrząc z innej strony: każdego Slenderman zaprasza, by w jego imię i z jego pomocą straszył, przerażał, napawał grozą i konfundował…

Najbardziej mnie teraz irytuje u młodzieży…

CNN Newsroom, 3 czerwca 2014, godz. 14:07 ET

BROOKE: Kontynuujmy od miejsca, w którym skończyłaś. Bo wiesz, opowiadanie historii o duchach wokół ogniska, słuchaj, ja naprawdę to w swoim czasie uwielbiałem! To nic niezwykłego. Ale, jak zauważyła Rosa, zatarcie granicy między tymi opowieściami a prawdziwym światem naprawdę może być czymś nowym, a internet pełni tu rolę katalizatora. Te dziewczynki w Wisconsin chciały podobno zaimponować Slendermanowi…

W książce Folklore, Horror Stories, and the Slender Man Shira Chess wraz z współautorem opisują prawdziwą panikę, jaka wybuchła wśród rodziców po zdarzeniach z Waukesha. Wszyscy gorączkowo przeszukiwali internet w poszukiwaniu informacji o Slendermanie, stronie Creepypasta Wiki, na którą powoływały się niedoszłe morderczynie, i nowych, groźnych mitach…

Czy faktycznie internetowy folklor jest śmiertelną pułapką zastawioną na dziecięce dusze? Czy rzeczywiście tak bardzo różni się od starych, dobrych strasznych historii opowiadanych przy ognisku, które przecież nikomu nie szkodziły, bo wszyscy wiedzieli, że to tylko na niby?

Na tak postawione pytania nie ma, zapewne, jednej, prostej odpowiedzi. Zrozumienie ewentualnych zagrożeń wynikających z nowych form internetowego folkloru z pewnością wymaga jednak przyjęcia szerszego spojrzenia. Jak starałem się pokazać, zacieranie granic między fikcją a rzeczywistością ma w nowoczesnym micie swoją logikę. Niewiele ma ona wspólnego z tym, czego doszukują się sprawcy medialnej paniki.

Wykorzystywane przez Slendermana mechanizmy kontroli umysłów są tak skuteczne nie dlatego, że są czym nowym i niespotykanym. Jest dokładnie przeciwnie! Slenderman jako „marka” czy „franczyza” istnieje i działa na tej samej zasadzie co Harry Potter i Gwiezdne Wojny, ale też McDonald’s czy Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Poszczególne obrazki czy historyjki przekazywane w internecie łączy określona estetyka, zespół powracających motywów, ale też rozpoznawalny system wartości.

Można odkryć początek mitu. Nie można jednak zadekretować jego końca. Slendermana nie można „zakazać” (jak chcieliby tego niektórzy przerażeni konserwatywni komentatorzy w USA) ani „powstrzymać”. Można go jednak, i trzeba, spróbować zrozumieć .


 

1http://edition.cnn.com/TRANSCRIPTS/1406/03/cnr.05.html

2http://forums.somethingawful.com/showthread.php?threadid=3150591&userid=0&perpage=40&pagenumber=1

3http://hereandnow.wbur.org/2014/06/04/slenderman-stabbing-waukesha

4http://www.onthemedia.org/story/managing-monster/

5http://www.onthemedia.org/story/managing-monster/

6http://www.onthemedia.org/story/managing-monster/

Czytaj dalej

Sporo komentarzy

  1. Moja współlokatorka pracowała w polskiej sali zabaw i czasami opisywała na facebooku zabawne historie z tym związane. W jednej z nich znalazł się i Slenderman:

    Sala Zabaw. Cykl „dzieci i wrażliwość”.
    Rozmowa z L (lat 8):

    – A ogląda pani horrory?
    – Nieee, nie lubię, potem mam koszmary.
    – No tak, ja też tak mam, jest taki pan z głową ziemniakiem i ja się zawsze boję, że mi wyjdzie z łazienki, dlatego szybko biegnę i zapalam światło.
    – Ojej!
    – Noooo! Naprawdę! A wie pani kogo się nie boję?
    – Kogo?
    – Slendermana!
    – No co Ty? Serio?
    – Tak! A pani w ogóle wie, kto to jest Slenderman?
    – No kto?
    – Taki facet, któremu zawsze w takiej grze rysuję nos i oczy, i daję kapelusz z włosami, i maluję mu usta…
    – A to on ma usta? Myślałam, że on nie ma twarzy.
    – No właśnie ma! Ale jest tak spalona, że nosi taki materiał, chustę czy cośtam, i ona mu zasłania twarz, żeby nikt nie widział, więc ja mu czasem domaluję.
    – Oooo!
    – Nooo! Bo tak sobie myślę, że on wcale nie jest taki straszny, tylko nikt go nie lubi, bo on nie ma twarzy i dlatego wszystkich straszy, ale jakby mu domalować, to by go lubił i by nie musiał straszyć, więc ja mu czasem domaluję.
    – Tak myślisz?
    – Tak! I wie pani co? Ja się go nie boję! Jakbym spotkała takiego Slendermana…
    – A po czym go poznasz?
    – No jak to! Przecież mówiłam, że ma chustę. I taki wysoki jest i chudy! Taki strasznie wysoki, że by się nie zmieścił w tym pokoju. To się mówi „smukły”. Slenderman jest taki właśnie „smukły”. I wie pani co? Jakbym go spotkała, to bym się w ogóle nie bała, tylko bym go przytuliła, bo jest taki słodki.
    – Haha, L., jesteś niesamowita!
    – Tylko wie pani co, byłby problem…
    – Jaki?
    – Bo jak on jest taki smukły, to ja bym go mogła najwyżej w kolana przytulić, to skąd by wiedział, że to ja?

    Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=880357632003057&set=pb.100000864844108.-2207520000.1439206954.&type=3&theater

    • Wspaniała historia – dla każdego coś miłego! Dla ludzi o dobrych serduszkach mówi o tym, jakie wspaniałe są dzieci. Dla semiotycznych maniaków – o ważnym zjawisku, jakim jest zróżnicowanie recepcji mitu w zależności od odbiorcy.

      A w ogóle, to przypomina mi opowieść, którą kiedyś słyszałem o małej dziewczynce, która oglądała „Szczęki” i nic się nie bała. Rodzice zdziwieni – jedna straszna scena, druga – zero reakcji. Dopiero na końcu przerażone dziecko stwierdziło: „biedna rybka, co oni jej zrobili!”. Mała cały film obejrzała utożsamiając się z „niewłaściwą stroną”!

      Strachu przed potworami też uczymy się dopiero z czasem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.