Archeologia fantastyczna. Kosmici na uniwersytety!

– Boję się latać samolotem – zwierza się dziennikarce Gale Fritz, archeolożka z Washington University St. Louis. Nic szczególnego – pomyślicie. To przecież jeden z najczęstszych lęków współczesnego świata. A jednak: strach strachowi nie równy.

– Osoba siedząca obok mnie – kontynuuje Fritz – z pewnością zacznie konwersację od „to czym się pani zajmuje?”. Odpowiem – „archeologią”. I wtedy się zaczyna.

– To niesamowite! – powie współpasażer czy współpasażerka – zawsze fascynowała mnie archeologia! Po czym rozpoczyna się grad pytań o obcych, którzy zbudowali piramidy, Atlantydę i temu podobne sprawy1.

Tego rodzaju nieoczekiwane wymiany zdań doprowadziły Fritz nie tylko (jak można się domyślić) na skraj nerwowego załamania, ale także przyczyniły się do ważnego odkrycia. Archeologia, podobnie jak każda inna nauka, realizuje się w przestrzeni kształtowanej nie tylko przez akademików, lecz także przez media, polityków i zwyczajnych oszustów. Tam, gdzie jedni poszukują naukowych dowodów i prawdy o przeszłości, inni chcieliby znaleźć sensację, lek na kompleksy albo po prostu dobrze zarobić. Szeroka publiczność, pozbawiona profesjonalnego przygotowania, wyrabia sobie opinię o nauce raczej na podstawie programów na Discovery Channel i filmów o Indiana Jonesie niż w oparciu o lekturę prasy branżowej.

Dlatego prawdziwa nauka – jeżeli nie chce stracić pola na rzecz sensacji i fantastyki – nie powinna obrażać się na amatorów i szarlatanów, lecz odważnie stawiać im czoła. A najważniejszym krokiem w tym kierunku jest poznanie przeciwnika. Właśnie tą drogą postanowiła pójść Gale Fritz, która wraz z kolegą po fachu, Davidem Friedlem, wykłada na uniwersytecie… archeologię fantastyczną.

Archeologia fantastyczna

Każdy student (i każdy wykładowca) zdaje sobie doskonale sprawę, w jak dużym stopniu sukces zajęć zależy od dobrej zajawki w sylabusie. Fritz i Friedel niewątpliwie odrobili w tym zakresie lekcję. Bez niepotrzebnego epatowania sensacją, w krótkich słowach potrafili wyjaśnić, o co chodzi w ich pomyśle na „archeologię fantastyczną”:

Amerykańska kultura popularna pełna jest opartych na fantazji i pseudonaukowych opowieści o odkryciach archeologicznych i ich interpretacjach. Nawet szacownym czasopismom zdarza się opisywanie „najwcześniejszych” odkryć przemieszanych z tym, co sensacyjne. Jak badacze przeszłości mają odróżnić oszustwo, fantazję, modę od rzetelnych badań archeologicznych? Co wartościowego oferują nam filmy, dokumenty telewizyjne i fikcja historyczna? Na tych zajęciach przyglądamy się obrazowi archeologii w kulturze popularnej, dostarczając studentom narzędzi krytycznej oceny, a także mnóstwa radości na obszarze archeologii, tak jak przedstawia się ją szerokiej publiczności2.

Narzędzia krytycznej oceny + mnóstwo zabawy? Brzmi jak przepis na idealne zajęcia. #chodziłbym

Ale zajęcia oferowane na Washington University w St. Louis to nie jedyna tego typu propozycja na rynku. Równie interesujący wydaje się kurs prowadzony przez Michelle Berenfeld na Brown University. Wśród lektur między innymi niesławne książki Ericha von Danikena. A w sylabusie znalazły się takie tematy jak: starożytni kosmici, Atlantyda, odkrycia Ameryki, oddzielny blok o mitach wokół piramid, a także niezwykle ciekawy przegląd fantastycznych teorii pseudoarcheologicznych zbudowanych w oparciu o Biblię (mowa m.in. o potopie i kreacjonistach)3.

Najciekawszy w sylabusie Berenfeld wydaje mi się jednak blok o Indiana Jonesie. Pokazuje bowiem, że archeologia fantastyczna to nie tylko zespół wyobrażeń o przeszłości, lecz także mocne założenia co do teraźniejszości.

Indiana Jones i kradzione nie tuczy

Jak rozumiem, wszyscy archeolodzy mają do Indiana Jonesa ambiwalentny stosunek. Z jednej strony nikt nie zrobił tyle dla popularyzacji dyscypliny od czasów, gdy Heinrich Schliemann poszukiwał Troi, z drugiej jednak obraz archeologii utrwalony w filmach z Harrisonem Fordem jest hm… kłopotliwy.

Jeżeli nawet przez chwilę weźmiemy w nawias cudowną Arkę Przymierza, starożytne wynalazki i kosmitów (jeżeli ktoś nie oglądał najnowszej odsłony serii – przepraszam za spoiler), to pozostaje jeszcze bardziej problematyczna kwestia.

Zarówno Indiana Jones, jak i jego przeciwnicy, wedle współczesnych standardów są raczej rabusiami niż archeologami. Niestety, w tym zakresie Indiana Jones stanowi przerysowany, lecz prawdziwy zapis historii dyscypliny. Z tym, że to problematyczne dziedzictwo archeologii nie jest dziś powodem do dumy, lecz przedmiotem namysłu, krytyki, a czasem wręcz wstydu.

Tymczasem Indiana Jones i jego niezliczone mniej lub bardziej udane klony opowiadają o archeologii jako poszukiwaniu skarbów, które zabiera się do domu (czyt. Ameryki, ZSRR czy Niemiec) bez zmrużenia oka czy cienia refleksji nad prawami oryginalnych właścicieli.

Archeologia fantastyczna nie powinna być lekceważona, gdyż dotyczy nie tylko przeszłości. Przykład traktowania Indiana Jonesa jako rzeczywistego opisu pracy archeologa pokazuje, że za fantazjami na temat piramid, kosmitów i Lechitów kryją się często całkiem współczesne uprzedzenia, kompleksy czy – przeciwnie – nieuzasadnione poczucie wyższości, a nawet skrajny nacjonalizm czy rasizm.

Fantazje o starożytnych kosmitach czy pradawnych potężnych cywilizacjach zaskakująco często idą bowiem w parze z lekceważeniem dla współczesnych mieszkańców danych terenów („tubylców” czy „dzikich”). W USA na przykład niezwykłą popularnością cieszyły się (i do dziś cieszą) opowieści wyjaśniające wszelkie (nieliczne skądinąd) ślady dawnych cywilizacji na terenie Ameryki Północnej istnieniem tam pradawnych imperiów… białych ludzi. Rdzenni mieszkańcy Ameryki okazują się w tych opowieściach tylko późnymi przybyszami – barbarzyńcami koczującymi w ruinach nieswoich miast.

 

Dobra tradycja

Choć zajęcia akademickie z „archeologii fantastycznej” stanowią pewną nowość, to tradycja traktowania hochsztaplerów, fantastów i archeologicznych nieporozumień jako poważnego przedmiotu badań ma już kilkadziesiąt lat.

W roku 1985 ukazała się książka The Past is a Foreign Country Davida Lowenthala. Obok opisów wysiłków „poważnych” historyków i archeologów, przeczytać w niej możemy m.in. o Gigancie z Cardiff – jednej z najsłynniejszych (i najbardziej dochodowych) archeologicznych fałszywek:

Pewien dziewiętnastowieczny cynik, zaintrygowany powtarzanym przez kaznodziejów stwierdzeniem „a w owych czasach byli na ziemi giganci” (Rdz. 6:4), wyrzeźbił swą podobiznę w czterometrowym gipsowym bloku i zakopał dzieło w pobliżu Cardiff w stanie Nowy York tylko po to, by w kolejnym roku „odkryli go” kopacze studni. Znaleźli się tacy, którzy pomyśleli, że ów „Gigant z Cardiff” to skamieniałe ciało, inni brali je za dzieło jakiejś starożytnej sztuki. Pewien profesor z Yale znalazł na jego ramieniu „fenickie inskrypcje”, Oliver Wendell Holmes dostrzegł „anatomiczne szczegóły” przez wywierconą w jego głowie dziurę. Kilka „Salonów Olbrzymów” oraz „Domów Goliata” cieszyło się olbrzymim zainteresowaniem turystów, które, co ciekawe, wzmogło się jeszcze, gdy mistyfikacja została zdemaskowana.

Równie interesujących przykładów dostarcza jedna z moich ulubionych książek na temat przeszłości – Theatres of Memory brytyjskiego historyka Raphaela Samuela (wyd. 1994). Autor analizuje tam między innymi fantastyczne bajania, które przeniknęły do podręczników szkolnych, wiele miejsca poświęcając zagadnieniom megalomanii narodowej. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto poważnie myśli o badaniu fantazji o Wielkiej Lechii.

 

Może pora już na nas?

Czekam z niecierpliwością na podobne zajęcia na polskim uniwersytecie. Zamiast czekać, aż pseudonauka przebije się na katedry tylnymi drzwiami (vide doktoraty z Lechii), warto już teraz zacząć mądrze nauczać o jej meandrach. Ważną częścią pracy absolwentów historii czy archeologii będzie wszak przedstawianie wyników własnych i cudzych badań szerokiej publiczności pozbawionej specjalistycznego przygotowania.

Co powinno się znaleźć w polskim sylabusie do historii fantastycznej? Z pewnością warto bez zmian zastosować pomysł Berenfeld na pracę zaliczeniową:

Wybierz autentyczne znalezisko lub stanowisko archeologiczne i stwórz własną pseudoarcheologiczną interpretację przeznaczoną dla szerokiej publiczności. Rozwijając swój pomysł, weź pod uwagę taktyki i rodzaje argumentów wykorzystywane przez pseudoarcheologię, o których uczyliśmy się dotychczas. Zdecyduj także, które faktyczne dowody chcesz wykorzystać, a które odrzucić, żeby lepiej uargumentować swoje stanowisko. Pomysły będziemy omawiać na forum grupy.

Co jeszcze?

  • na pewno starożytni kosmici – Erich von Däniken wciąż cieszy się u nas niezłą popularnością;
  • Wielka Lechia – temat rośnie w siłę, a przede wszystkim skupia w sobie chyba wszystkie modelowe cechy historycznej fantazji
  • może coś z fantazji na temat historii najnowszej, pokazującej problematyczny status źródeł i świadków?

Czekam na państwa pomysły w komentarzach poniżej.

 

P.S. Choć w niniejszym tekście mowa była o walce archeologii z pseudoarcheologią, to analogiczny problem dotyczy wszystkich gałęzi nauki, które budzą zainteresowanie szerszej publiczności. Równie sensowny wydaje mi się więc kurs „Pseudomedycyna dla początkujących” przygotowany z myślą o przyszłych lekarzach, albo „Z perpetuum mobile przez wieki” dla fizyków. A to dopiero wierzchołek góry lodowej (jak mawiają klimatolodzy wyjaśniający globalne ocieplenie…).

 


1Historia pochodzi z tekstu: Rebbeca King, Archaeological Fantasies and Hoaxes, http://ampersand.wustl.edu/archaeological-fantasies-and-hoaxes

2https://acadinfo.wustl.edu/CourseListings/CourseInfo.aspx?sem=FL2009&sch=L&dept=L48&crs=3475

3https://www.brown.edu/Departments/Joukowsky_Institute/courses/cultarchaeology10/files/10831514.pdf

Czytaj dalej

10 Comments

  1. Kocham Pana, panie Sułku! OK, wiem, że ten komentarz niewiele wnosi (mam nadzieję, że zna Pan tekst kultury, do którego się odwołuje, bo jesteś Pan młody trochę). Mam jednak potrzebę, żeby to wyznać, odkąd pierwszy raz przeczytałam Pana tekst (o niebieskim wielorybie No 1, więc nie tak dawno). Każdy z nich jest tak obłędnie ciekawy, że chętnie bym z niego lekcję zrobiła (uczę – wciąż jeszcze – wiedzy o kulturze). Nauka, która łączy się z popkulturą, z postrzeganiem świata, z dyskursem, który proponują nam media to coś, co mnie kręci na całego. Czyli tak krótko rzecz ujmując, to chciałam podziękować. 🙂

  2. //w tym zakresie Indiana Jones stanowi przerysowany, lecz prawdziwy zapis historii dyscypliny. Z tym, że to problematyczne dziedzictwo archeologii nie jest dziś powodem do dumy, lecz przedmiotem namysłu, krytyki, a czasem wręcz wstydu.//……….wg mnie ,są przynajmniej dwa powody ,usprawiedliwiające wywóz odkopanych „fantów” ,pierwszy to większa dbałość i troska o bezpieczeństwo pozyskanych zabytków , a drugi to włożony wysiłek , t zn jeśli ktoś inwestuje swoje pieniądze na organizację poszukiwań , to jak coś znajdzie musi mieć możliwość decydowania o dalszym losie tego co znalazł

  3. Podobnie miał C. Sagan, co przytacza w „Świecie nawiedzanym przez demony”: wiozący go taksówkarz był żywo zainteresowany sprawami pseudonaukowym i i niestety uczony musial gasić entuzjazm kierowcy.

  4. Temat wydaje się niezbyt poważny ale tylko pozornie. Wystarczy popatrzeć na ruch antyszczepionkowy żeby potencjalne zagrożenia zepsuły dobry humor…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.