Opłaca się zostać humanistą, opłaca się zatrudnić humanistę!

Czy warto studiować kulturoznawstwo? Gdzie znaleźć pracę po filozofii?Już po maturze – pora wybrać studia. Ilu absolwentów stanie w tym roku przed dylematem: podążyć za humanistyczną fascynacją, czy wybrać jakiś „kierunek rynkowy”. Marzenia albo pieniądze, pasja albo kariera…
Jako strukturalista uwielbiam proste przeciwstawienia. Ale to akurat jest jakimś koszmarnym nieporozumieniem!

„Nauki ścisłe górą”

Jeden z ostatnich numerów „Polityki”. Artykuł o jednej z nowych partii próbujących swoich sił na naszej scenie politycznej:

Wśród sympatyków Petru na kongresie przeważali młodzi. Wielu z nich spełniło prośbę organizatorów i na specjalnej ścianie nakleili karteczki ze swymi postulatami. „Bogata Polska – bogaci Polacy!”, „Łatwiejsze przepisy przy zatrudnianiu”, „Koniec PO-PiS”, „Nauki ścisłe górą”.

Proste równanie: jak „nowoczesna” – to „ścisła”.

Nie znam oczywiście kontekstu powstania tej inskrypcji ani dokładnych intencji jej twórczyni lub twórcy. Zgaduję jednak, że młodzi sympatycy nowoczesnej Polski, wychwalając ścisłe nauki pod niebiosa i postulując ich hojniejsze finansowanie, zarazem pozostawiają na marginesie archaiczne i nieprzynoszące większych pożytków kierunki humanistyczne.

Jak to się stało, że humanistyka stała się w oczach wielu synonimem czegoś zacofanego i niepraktycznego? Dlaczego nie znalazło się dla niej miejsce w wyobrażeniach o kraju nowoczesnym, dynamicznie się rozwijającym? Jak mogliśmy dopuścić do tego, że maturzyści wstydzą się mówić o swoich humanistycznych zainteresowaniach, że pracodawcy wykształcenie humanistyczne postrzegają jako bezwartościowe?

Nie ma zapewne jednej przyczyny tego złożonego społecznego trendu.

Jednym z wielu czynników może być jednak sposób, w jaki my sami – akademiccy humaniści – myślimy i mówimy o sobie. Z jakiegoś powodu nie chcemy czy nie umiemy opowiadać o tym, jak humanistyka zmienia nasze codzienne życie, i co ma do zaoferowania inżynierom, fizykom i ekonomistom.

Kiedy słyszymy o „stosowalności”, „zarabianiu pieniędzy”, „powiększaniu PKB” czy „poprawie jakości życia” pospiesznie wyciągamy szpadel, by okopać się w św. Trójcy. „Nie można wszystkiego przeliczać na pieniądze”, „nie wszystko da się sprowadzić do stosowalności i pomierzyć jedną miarą”, „rynek pracy nie może być bogiem”…

To wszystko, oczywiście, prawda! Ale mówiąc tak, wysyłamy niechcący komunikat: „humanistyka nie zarabia pieniędzy”, „nie daje się zmierzyć i zastosować”, „nie ma wartości na rynku pracy”. A przecież wybór kierunku humanistycznego wcale nie oznacza rezygnacji z aktywnego udziału w nowoczesnej rzeczywistości na rzecz pogoni za idealistycznymi marzeniami.

„Przykręcajcie śrubki”

wbrew obiegowej opinii – ryzykują dziś mniej. Bo to właśnie człowiek pozostaje stałym punktem odniesienia w zmieniającym się nieustannie świecie.

Kiedy ponad dekadę temu ja i moi rówieśnicy wybieraliśmy studia, często powtarzano nam, że w ramach nauki (albo wręcz zamiast niej!) powinniśmy przede wszystkim poznać budowę komputerów i… nauczyć się je składać. Do dziś pamiętam dobre rady typu:

Świat się będzie zmieniać, ale komputery są przyszłością. Naucz się, jak umieszczać podzespoły na płycie głównej, a nigdy nie będziesz bezrobotny!

Strach pomyśleć, gdzie dzisiaj są ci, którzy tych rad posłuchali…

To prawda – świat się zmienia. Wczoraj „pożądanym” czy „zamawianym” kierunkiem była informatyka, jutro najpotrzebniejsi będą inżynierowie od budowy mostów. Komputery się zmieniają, a pewnego dnia (zapewne rychło) znikną i zostaną zastąpione przez całkiem co innego. Może technika budowy mostów będzie wkrótce odmienna, a może w ogóle będziemy latać w powietrzu jak boże krówki. Jedno tylko pozostanie (mam nadzieję) bez zmian. To ludzie używać będą komputerów, to ludzie przekraczać będą rzeki, to ludzie wymyślać będą „zawody przyszłości” i zapominać o nich.

Inżynierowie są potrzebni! Ale pod wieloma względami to humaniści – wbrew obiegowej opinii – ryzykują dziś mniej. Bo to właśnie człowiek pozostaje stałym punktem odniesienia w zmieniającym się nieustannie świecie. A być humanistą znaczy: rozumieć człowieka.

Skąd zatem wziął się stereotyp humanisty oderwanego od życia, obłożonego książkami i – przede wszystkim – zajmującego się czymś całkowicie niepraktycznym?

Pora uderzyć się w piersi. To w znacznej mierze nasza wina, że nie potrafimy pokazać własnej użyteczności. Że tak bardzo pilnujemy (ważnych skądinąd!) niezależności, wolności myślenia czy niekomercyjności, że za zniewagę uważamy choćby wspomnienie o własnej całkiem wymiernej wartości. A to przecież nic wstydliwego, że możemy się przydać!

Uczmy praktyków, uczmy się od praktyków!

Przez rok wykładałem na jednej z prywatnych uczelni. (Temat na odrębny tekst…) W ramach „dokształcania kadr” na moje zajęcia z antropologii kultury trafili m.in. pracownicy pobliskiego zakładu karnego, pielęgniarki oraz nauczycielki ze szkoły podstawowej. Nie zapowiadało się dobrze…

Byłem krótko po doktoracie, nie miałem zbyt dużego doświadczenia dydaktycznego. Prowadzę pierwsze zajęcia. Antropologia czasu. Tłumaczę grupie strażników i ekspertów od resocjalizacji całkowicie abstrakcyjną teorię orientacji temporalnych. Czuję się jak ostatni hochsztapler. „Przecież to im do niczego nie potrzebne…”

– Zasadniczo wyróżniamy trzy postawy wobec czasu. Orientacja retrospektywna charakteryzuje się skupieniem na przeszłości i tendencją do nostalgicznego jej wspominania. Orientacja prezentystyczna – silnym nakierowaniem na teraźniejszość. Orientacja prospektywna wiąże się, z kolei, z wybieganiem w przyszłość, snuciem planów…

– Przepraszam. Można?

„No ładnie” – myślę – „wytrzymali trzy zdania… Zaraz mnie stąd wyrzucą…”

– Proszę bardzo.

– Bo ja się tak za bardzo nie znam na teoriach… – Zaczyna zgodnie z moimi przewidywaniami dość kwadratowy facet w jednym z ostatnich rzędów. – … ale to oznacza, że my mamy w osadzonych wypracowywać orientację prospektywną, żeby się resocjalizowali i snuli plany na przyszłość, tak? W tym tekście, co pan kazał przeczytać, było o tych „rytuałach pamięci” i o „sakralizacji przeszłości”… To czyli my im mamy zamiast tych ich rytuałów proponować jakieś nasze, z którymi oni by się mogli związać i poczuć, że przyszłość też do nich należy?

Brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe?

Tydzień później omawiałem z pielęgniarkami sposoby budowania intymności pacjenta na podstawie antropologii przestrzeni i teorii Edwarda Halla, innym razem z nauczycielkami rozmawialiśmy o współczesnych ceremoniach inicjacyjnych i znaczeniu Pierwszej Komunii w życiu dzieci.

Moi słuchacze, nieprzyzwyczajeni do abstrakcji, natychmiast przekładali wszystko, co usłyszeli, na konkretne techniki, które pozwalały im pracować w sposób lepszy, wydajniejszy i bardziej twórczy. Dopiero dzięki nim wiedza, którą wyczytałem w książkach, stawała się mądrością.

Na żadnych zajęciach tyle się nie nauczyłem! Do dziś z notatek, które pilnie sporządzałem podczas tamtych ćwiczeń, korzystam przygotowując zajęcia dla studentów na UW. Staram się i o nich myśleć nie jako o zamkniętych w bibliotece pięknoduchach, lecz jako o przyszłych praktykach.

Spójrz na całość!

Oczywiście nie wszystkie teorie humanistyczne są stosowalne w ten sam sposób i równie bezpośrednio. Zapewne historykom czy filologom klasycznym nieco trudniej wykazać swoją „pożyteczność” niż socjologom czy kulturoznawcom. Warto jednak podjąć trud opowiadania o własnych zaletach.

Odpowiadając na pytania o sens humanistyki agresją i odgradzaniem się od „motłochu, który nie czytuje Platona” wyrządzamy krzywdę i sobie, i całemu społeczeństwu. W ostatecznym rozrachunku Bitwa pod Kannami, Cyceron i Goethe także generują PKB i czynią nasze życie lepszym. Żeby to dostrzec, trzeba tylko przyjąć nieco szerszą perspektywę.

Uniwersalność humanistów to nie legenda miejska!

Naprawdę wierzę, że to, co mówię studentom o społecznym funkcjonowaniu znaków, pozwoli im być skuteczniejszymi managerami, bardziej wrażliwymi aktywistami społecznymi albo projektować lepsze reklamy jogurtów. Z kolei moje własne rozumienie semiotyki (a także dydaktyczne podstawy) zawdzięczam bardzo abstrakcyjnym seminariom z filozofii. Seminaria te mogłem zrozumieć dzięki ogólnemu przygotowaniu humanistycznemu, na które składała się m.in. nauka historii. Wszystkie elementy tej układanki są niezbędne! Świat byłby wymiernie gorszy bez badaczy Prousta i kultury hetyckiej.

Kilka tygodni temu Paweł Potoroczyn pisał w eseju dla „Tygodnika Powszechnego”, że niektórzy liberałowie zauważyli wreszcie, że kultura jest ważną częścią gospodarki. Podkreślał zarazem, że to dopiero pierwszy krok. Teraz ekonomiści muszą zrozumieć, że gospodarka jest niczym innym, jak tylko… ważną częścią kultury. To świat ludzkich przyzwyczajeń i wyobrażeń wyznacza ramy dla produkcji i konsumpcji. A humanista jest ekspertem od rozumienia i zmieniania tego świata.

Nie wstydźmy się mówić o sobie dobrze

Pokazywanie własnej użyteczności nie musi oznaczać zgody na przeliczanie wszystkiego na pieniądze. Język rynku może być po prostu kolejnym, w którym humaniści – jeśli chcą – potrafią się komunikować.

Pokazywanie własnej użyteczności nie musi oznaczać zgody na przeliczanie wszystkiego na pieniądze. Język rynku może być po prostu kolejnym, w którym humaniści – jeśli chcą – potrafią się komunikować.

Wszak jako badacze z szacunkiem i zainteresowaniem podchodzimy do języków i wierzeń tubylców z odległych wysp czy starożytnych Egipcjan. Dlaczego więc tak trudno nam spróbować przyjąć perspektywę liberalnej ekonomii? Nie musimy zaraz wierzyć w manę, Ozyrysa czy wszechwładzę rynku! Przecież kluczowymi elementami naszych kompetencji są właśnie umiejętność empatii, patrzenia na świat cudzymi oczami, opartego na szacunku dialogu i rozumienia.

Humaniści! Mówcie językiem rynku. Pokazujcie jak to, co robicie, przekłada się na codzienne sytuacje i wpływa na życie ludzi. Opowiadajcie o swojej skuteczności tak, żeby zrozumieli to ekonomiści i ukształtowane przez ich język społeczeństwo. (Tym łatwiej będzie wam potem pokazać, że nie jest to język jedyny!)

Maturzyści! Idźcie na studia humanistyczne. Nie dlatego, że jesteście gotowi zrezygnować z kariery i wielkich pieniędzy w imię swojej pasji i wyższych wartości. Zostańcie humanistami, bądźcie najlepsi w tym, co robicie, i zmieniajcie świat na lepsze. A przy okazji – jeśli chcecie – róbcie karierę i zarabiajcie mnóstwo pieniędzy. Czemu nie?

Pracodawcy! Zatrudniajcie humanistów. Nie z sentymentu, nie w imię wyższych wartości, ale dla zysku.

To się po prostu opłaca!


[Aktualizacja 28.06.2015]
Ciąg dalszy, odpowiedzi na uwagi i nowe wątki tutaj:

 

Humanista=inżynier od ludzi.

 

 


 

Czytaj dalej

37 Comments

  1. Artykuł bardzo sympatyczny. Polecam jednak Autorowi dowiedzieć się, na czym polega wykształcenie inżynierskie, i czym jest informatyka — bo z przykręcaniem śrubek w komputerach ani jedno, ani drugie nie ma nic wspólnego.

    • Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku,

      biję się w piersi, jeśli nie dość czytelnie to wyszło. We fragmencie o przykręcaniu śrubek w żadnym wypadku moim zamysłem nie było umniejszanie znaczenia inżynierów/informatyków czy w ogóle wyrażanie opinii o ich pracy. Wspominałem tylko o pewnym wyobrażeniu na temat „przyszłościowych zawodów” sprzed kilkunastu lat, a przytoczyłem je właśnie dlatego, że jest dziś tak bardzo nieaktualne.

      Swoją drogą, nie wiem czy Pan/Pani i inni Czytelnicy Inżynierowie się z tym zgodzą, ale z moich obserwacji i rozmów z przyjaciółmi-informatykami wynika, że ich praca coraz mniej wymaga przykręcania (realnych i wirtualnych) śrubek, a właśnie coraz więcej rozumienia kultury i społeczeństwa (odgadywania potrzeb użytkowników, przewidywania ich interakcji, wyprzedzania trendów itp.).

      A tak w ogóle: wykształcenie inżynierskie stanowi podstawę funkcjonowania naszego społeczeństwa. Nie mam cienia wątpliwości, że świat bez inżynierów byłby jeszcze gorszy niż świat bez humanistów! Intencją tekstu nie było w żadnym razie umniejszanie znaczenia nauk ścisłych czy wiedzy inżynierskiej. Wręcz przeciwnie – chodziło o zasugerowanie nam samym, humanistom, że może powinniśmy się od „stosowanych” uczyć myślenia i mówienia o własnej pożyteczności dla społeczeństwa.

      Wierzę, że najlepiej, jak inżynierowie i humaniści współpracują. Im lepiej się wzajem rozumieją – tym lepiej!

      • Artykuł ciekawy, ale od prawdy dalej leżeć już chyba się nie da. Mówię to jako humanista z zamiłowania, oraz programista z zawodu. Przykro mi, ale czytaniem Joyce’a i analizowaniem wpływu kultu Mitry na chrześcijaństwo nie zarobi się więcej niż pisaniem aplikacji na platformie .NET. Nawet ćwiartki tego. Mimo wszystko polecam studia humanistyczne, ponieważ zapewniają mi brak konkurencji na najbliższe x lat. ; )

        • Drogi Czytelniku,

          aktualna struktura wynagrodzeń po różnych kierunkach studiów jest akurat dość dobrze przebadana i nie ma się tutaj co sprzeczać – specjaliści-informatycy na tle humanistów zarabiają doskonale. Zdarzają się pewnie wyjątki w obie strony, ale dane statystyczne są nieubłagane – między pisaniem aplikacji a badaniem mitraizmu jest finansowa przepaść.

          Tyle, że… nie o tym był post! W życiu nie przyszłoby mi do głowy twierdzić, że humaniści zarabiają lepiej. Wręcz przeciwnie! Jeśli coś mój post sugerował, to także to, że zarabiamy mniej również trochę na własne życzenie. Różnica w płacach, o której Pan mówi, w jakiejś części wynika pewnie także z tego, że (o tym właśnie był post!) sami zaniżamy swoją wartość, z pogardą odnosząc się do języka rynku.

          Oczywiście warto pytać także o inne – pewnie bardziej istotne – przyczyny niskich wynagrodzeń humanistów. Na ile jest to związane z nadpodażą słabo przygotowanych humanistów, na którą słusznie skarży się wielu czytelników? Na ile humanistyka staje się, o czym Państwo także piszą, wyborem negatywnym dla tych, którym „nie chce się uczyć matematyki”? Na ile – jako społeczeństwo – nie cenimy wartości niematerialnych i kapitału kulturowego (o czym ze smutkiem pisze wielu komentatorów), nie chcemy wynagradzać twórców kultury i zarządzających nią? To jednak wszystko materiał na oddzielne badania i pewnie raczej dla dobrych „ilościowców” niż dla semiotyka takiego jak ja.

          Pozdrawiam informatyka z humanistycznymi pasjami jako humanista z informatycznym zacięciem!

  2. Humanista nie musi dostosowywać się do rynkowych zasad, a tym bardziej mówić językiem rynku żeby przetrwać. To raczej byłby objaw smutnego konformizmu i ostatecznego upadku humanistyki. Mówiąc językiem rynku humanistyka zatraciłabym własny charakter.

    Zamiast tego humanistyka powinna ostrzegać przed zgubnym działaniem agresywnego rynku. Jako nauka bardziej ogólna niż ekpowinna pokazywać

  3. Humanista nie musi dostosowywać się do rynkowych zasad, a tym bardziej mówić językiem rynku żeby przetrwać. To raczej byłby objaw smutnego konformizmu i ostatecznego upadku humanistyki. Mówiąc językiem rynku humanistyka zatraciłabym własny charakter.

    Zamiast tego humanistyka powinna ostrzegać przed zgubnym działaniem agresywnego rynku. Jako nauka bardziej ogólna niż ekonomia powinna ostrzegać przed dobrze nam znanymi skutkami przesadnej wiary w konkurencję i brak międzyludzkiej solidarności.

    Humanistyka jest w stanie tworzyć bardzo złożone modele rzeczywistości. Jest w stanie precyzyjnie określać popełniane przez „praktyków” błędy. I to już na poziomie projektowania. Jak żadna inna nauka jest w stanie przy użyciu dystopii i utopii przewidywać skutki naszych obecnych działań i odnajdywać nieuświadomione problemy.

    Ponadto humanistyka łatwo obnaża niebezpieczną prostotę mechanizmów reklamowych i motywacyjnych. Odsłania perswazyjną słabość języka polityki.

    Niestety obecne pokolenie polskich humanistów zamiast uczynić sobie za przedmiot badań współczesną rzeczywistość, zamiast patrzeć na przeszłość oczami obecnych pokoleń poddała się modzie na specjalizację pracy (McLuhan). I teraz mamy specjalistów od wąskich dziedzin humanistyki, którzy humanistami bynajmniej nie są.

    Jeśli zaś chodzi o maturzystów, to przypomnijcie sobie Państwo, czemu zostaliście humanistami. Nie z pobudek ekonomicznych człowiek zostaje humanistą. Humanistą zostaje się z buntu wobec „przeciętności” i „normalności”. Humanista musi czuć swoją odrębność, musi rozumieć złożoną różnorodność i niepowtarzalność istnienia.

    Ostatecznie humanistyka musi sobie przypomnieć, że jest dumą ludzkości. A dumni ludzie nie służą partykularnym interesom.

    • Drogi Czytelniku,

      jak już pisałem, w 100% zgadzam się z twierdzeniem, że zadaniem humanistyki jest wykraczanie poza język rynku czy ekonomii.

      Wydaje mi się, że warto jednak odróżnić tu wyraźnie dwie rzeczy: umiejętność/gotowość posługiwania się danym językiem i bycie ograniczonym do niego. Nie widzę powodu, dla którego humaniści mieliby właśnie ten jeden, ekonomiczny sposób postrzegania świata traktować jako gorszy. Patrzenie „z góry” na kogoś bo myśli/mówi inaczej niż my wydaje mi się niezgodne z przedstawionym przez Pana etosem humanisty. Chodzi tylko o to, żebyśmy – i tu pełna zgoda – nie dali się zamknąć w jednym tylko sposobie patrzenia.

      Słusznie zauważa Pan, że humanistyka „obnaża niebezpieczną prostotę mechanizmów reklamowych i motywacyjnych. Odsłania perswazyjną słabość języka polityki.” Ale żeby te mechanizmy zrozumieć i dotrzeć do ukształtowanego przez ich dyskurs społeczeństwa, musimy poznać właściwy im język i system wartości.

      • I appreciate your working style at the end just my request is please share with us some more great post…

  4. Tekst jest naprawdę uroczy i podnoszący na duchu 🙂
    Studiuję kulturoznawstwo o specjalności Porównawcze Studia Cywilizacji. Właśnie kończę pierwszy rok i mam szczerą nadzieję, że języki orientalne, jakich się tu uczę, wiedza na temat najważniejszych cywilizacji naszego świata (szczególny nacisk w doborze przedmiotów kładę na Daleki Wschód) i ogólna wiedza z zakresu kultury pomogą mi w osiągnięciu celu jakim jest służba dialogowi międzykulturowemu 😉 Tekst ten powinien trafić do jak największej liczby czytelników. Zwłaszcza tych, którzy widzą przyszłość jedynie w uczelniach technicznych.

    • Dziękuję – zawsze chciałem pisać urocze teksty 😉

      Niezależnie od tego, na ile trafione miałyby się okazać moje ogólne diagnozy i przemyślenia dotyczące przydatności humanistyki, jestem przekonany, że studiując języki i kultury Dalekiego Wschodu postawiła Pani na właściwą kartę!

      Przede wszystkim jednak poznawanie chińskiego czy japońskiego musi być wspaniałą przygodą intelektualną. Zazdroszczę!

      Powodzenia w sesji (jeśli jeszcze coś zostało) i na kolejnych latach!

  5. Kiedyś z ciekawości wpisałem na portalu z ogłoszeniami o pracę frazę „filozof” i na 40 tys ogłoszeń było 0 trafień. Humanisty nikt nie zatrudni – humanista musi mieć pomysł na to, jak zatrudnić się samemu albo wykazać się dużą przebojowością. Wszakże wielu sobie nieźle radzi – dziennikarze telewizyjni zarabiający po 50 tys miesięcznie to przecież humaniści, bardzo wielu polityków również.

    • A może to jednak trochę nieporozumienie? Na studiach humanistycznych nie uczą zawodu. Po skończeniu filozofii nie jest się filozofem (choć oczywiście można nim zostać, zresztą także i bez tytułu magistra na tym konkretnym kierunku).

      Może raczej zamiast „filozof” trzeba było wpisać: „osoba twórcza, cechująca się szerokimi horyzontami” (vel „kreatywna”) albo „umiejętność negocjacji i rozwiązywania konfliktów”, albo „wysoka kultura słowa mówionego i pisanego”…

      Jeśli wierzyć portalom, o których Pan wspomniał, to wszystkie te cechy są przez pracodawców bardzo pożądane!

      Półżartem można więc powiedzieć, że pracodawcy chcą zatrudniać właśnie filozofów, tylko jeszcze o tym nie wiedzą!

      • Zajmuję się rekrutacją. Rzeczy, które tu Pan wymienił („osoba twórcza, cechująca się szerokimi horyzontami” (vel „kreatywna”),„umiejętność negocjacji i rozwiązywania konfliktów”,„wysoka kultura słowa mówionego i pisanego”), to tzw. kompetencje miękkie, które niestety nie wystarczą, aby dostać dobrą pracę. Oczywiście, kreatywność sprawdza się na wielu stanowiskach (czy to w marketingu, czy to w reklamie, a nawet w sprzedaży), jednak oprócz kompetencji miękkich potrzebne są również kompetencje twarde, czy realne umiejętności (np. znajomość narzędzi marketingowych, czy też języków programowania). Pracodawcy bardzo chętnie zatrudniliby osoby po studiach humanistycznych, ponieważ to z reguły ludzie, którzy świetnie pracują w grupie, dogadują się zarówno z zespołem jak i z klientami, mają świetne, świeże pomysły. Jednak to niestety nie wystarcza – za samą kreatywność, wysoką kulturę, umiejętność rozwiązywania konfliktów nikt jeszcze nikomu nie zapłacił (a jeśli, to niewiele). Są oczywiście osoby, które zajmują się dziennikarstwem, polityką czy też na przykład reklamą, które robią karierę i są dobrze opłacane. Jednak niestety dla wszystkich miejsc nie ma.
        Dla porównania przytoczę przykład (nie będę podawać nazwy portalu, aby nie robić reklamy) liczby ogłoszeń o pracę w poszczególnych branżach:
        Media/Sztuka/Rozrywka: 112 ogłoszeń;
        Reklama/Grafika/Fotografia: 379;
        Marketing: 918
        Nie tak źle, prawda?
        Ale spójrzmy tutaj:
        Finanse/Ekonomia: 3 575 ogłoszeń;
        IT: 5 285 (!)
        Różnica jest ogromna.

        W mojej wypowiedzi nie chodzi o to, aby zniechęcać ludzi do podejmowania nauki na kierunkach humanistycznych (bo sama je kończyłam), jestem za tym, aby już w liceach kładziono większy nacisk na przygotowanie młodych ludzi na wchodzenie na rynek pracy. Aby wiedzieli, że jeżeli podejmą takie studia, to będą mieli trudniej, że będą musieli mieć pomysł na siebie, bo może być ciężej niż myślą. Że już na studiach będą musieli robić praktyki i staże, aby po ukończeniu studiów dostać w miarę dobrze płatną pracę (bo da się – mi też się udało). Ludzie po studiach ścisłych na pewno martwią się o to mniej – cóż, takie czasy, wszystko idzie do przodu i firmy wręcz prześcigają się w ściąganiu do siebie informatyków, programistów i inżynierów. Ale na pewno warto rozmawiać o humanistyce, bo czym byłby bez niej świat?
        Byleby tylko młodzież wiedziała, na co się pisze po tych 5 latach.

        • Szanowna Pani,

          dziękuję za głos ekspercki. Sądzę, że jest szczególnie ważny z kilku względów.

          Powód pierwszy (trochę przewrotny) to Pani własna historia, która pokazuje, że pojawia się obecnie wiele nowych przestrzeni dla humanistów, jak choćby ta związana z rekrutacją, dbaniem o rozwój i samopoczucie pracowników, zarządzaniem wiedzą w przedsiębiorstwie itp.

          Powód drugi to jednak zimny prysznic. Mój tekst w oczywisty sposób przedstawiał tylko jeden aspekt zagadnień: mówił, że humaniści są potrzebni. Ale jak wielu ich dziś potrzeba? (Czy – mówiąc językiem rynku – nie generujemy „nadpodaży”?) I – co najważniejsze – jak program naszych studiów można wzbogacić, tak żeby humaniści dysponowali jeszcze szerszym warsztatem przydatnych narzędzi. Żeby odpowiedzieć na te pytania, warto na pewno wsłuchać się w głos ekspertów takich jak Pani.

          Ale – z trzeciej strony – wsłuchanie, jak słusznie zauważyli poprzedni komentujący, wcale nie musi oznaczać akceptacji wszystkiego!

          Na pewno warto pomyśleć o tym, czy i jak możemy dostarczać naszym studentom „twardych” kompetencji albo sprawić, żeby te, które im dajemy (np. „umiejętność analizy i modyfikacji repertuaru znakowego wykorzystywanego w identyfikacji marki”), były postrzegane jako konkretne, wartościowe narzędzia.

          Zarazem warto zauważyć, że ważną cnotą humanisty jest umiejętność zakwestionowania oczywistości stanu zastanego. Może warto zastosować ją właśnie do rynku pracy? Jak zmieni się on za 5 czy 10 lat? Czy przypadkiem w związku z przemianami technologii coraz większa część zadań związanych tradycyjnie z IT nie będzie należała raczej do humanistów niż inżynierów? Wobec rozwoju zaawansowanych specjalistycznych narzędzi umiejętność programowania jest dziś niezbędna jedynie dla niewielkiej grupy stanowiącej podstawę informatycznej „odwróconej piramidy”. Na jej szczycie znajdują się coraz liczniejsze rzesze specjalistów tworzących treść i kontaktujących się z użytkownikiem.

          I jeszcze na pocieszenie dla humanistów dane z portalu z ogłoszeniami o pracę (może tego samego – podział kategorii się zgadza?)

          Sprzedaż (12121)
          Obsługa klienta (6286)
          Internet / e-Commerce / Nowe media (727)
          Human Resources / Zasoby ludzkie (1519)
          Doradztwo / Konsulting (966)

          Wszystko to potencjalne zadania dla humanistów. Zsumowane działy te ilościowo biją na głowę oferty dla informatyków, inżynierów czy ekonomistów.

          (Oczywiście przegląd ofert z portalu wcale nie daje nam obiektywnych informacji o rynku pracy. Trzeba by zobaczyć, jakiego rodzaju są to ogłoszenia, jaka jest atrakcyjność tych ofert itp. Wrzucam te liczby tylko po to, by odczarować trochę dramatyczny wydźwięk statystyk zamieszczonych w poprzednim komentarzu.)

  6. Bardzo dobry i potrzebny tekst! Szczególnie tam, gdzie wskazuje na słabość środowiska humanistów.

    Pełna zgoda, obrażanie się na świat niewiele zmieni, a językiem rynku można się posługiwać po prostu jako kolejną konwencją, która nam służy do lepszego dotarcia z przekazem. Nic w tym poniżającego. I nie musi to się równać z redukcjonizmem.

    Kwestii, czy po studiach humanistycznych „będzie praca”, czy „nie będzie pracy” nie rozstrzygniemy. Zawsze da się pokazać przypadki, gdy komuś się udało, a komuś nie. Lub przywoływać różne liczby. Z pewnością naiwnym byłoby założenie, że sam fakt ukończenia np. filozofii czy kulturoznawstwa czyni kogoś świetnym marketingowcem. Zresztą ścieżki karier tak prosto się nie układają. Mam też wrażenie (a może nadzieję), że np. nie każda osoba, która studiuje dziennikarstwo jest przekonana o tym, że zostanie dziennikarzem.

    Możliwe zresztą, że z czasem zależność między „ukończyć studia”, a „znaleźć pracę” będzie maleć.

  7. Kilka przemyśleń odnośnie tekstu. Przemyślenia odnośnie przydatności humanistyki bardzo trafne, ale uważam że uprawiając ją nie należy mieć na uwadze przydatności. Dla mnie to jest naczelna zasada nauki w ogóle, wiedza dla niej samej, nastawienie opisowe a nie postulatywne i broń boże bez nastawienia na zmianę (tak jak to Pan przytoczył w ostatnim akapicie przed ostatniej części tekstu). Moment nastawienia na społeczną zmianę oznacza w moim przekonaniu śmierć nauki i narodziny ideologii, niezależnie od tego jakie ma kto intencje. Nie znaczy to, że nauka w tym humanistyka nie może być przydatna, rzeczy w tym że nie MUSI być przydatna. Lwia część zajmujących ją zagadnień nie obchodzi zupełnie lwiej części społeczeństwa i tak raczej pozostanie. Nie wynika to z jakiejś elitarności humanistów, czy „ciemnoty” mas, tylko ze specjalistycznego języka, którym humanistyka się posługuje i którego czasem zwyczajnie przełożyć się nie da poza jej obręby. Czasem trafia się humanista ze wspaniałym darem mówienia o rzeczach trudnych i ważnych w sposób prosty, taka osoba potrafi faktycznie wynieść coś ze świata nauk o człowieku na szersze wody i przyczynić się do jakiegoś wzrostu świadomości w społeczeństwie (cokolwiek to znaczy).To się zdarza i jest wspaniałe, ale nie powinno to być celem, bo humaniści zaczną szukać tego co „modne”, „nośne” czy czegoś co przyda się w zdobyciu zawodu, to by było jak rozpoczęcie badań z tezą.

    W praktyce uważam, że w dzisiejszym świecie wcale nie trzeba wiązać studiów z zawodem, przekonanie że studia=zawód jest idiotycznym zaprzeczeniem idei studiowania, szczególnie zabójczym dla humanistyki. Od zdobycia zawodu jest szkoła zawodowa, studiowanie to zupełnie inna rzecz. W dzisiejszym świecie jest naprawdę masa sposobów na zdobycie kompetencji potrzebnych do wykonywania dowolnego zawodu, które można zdobyć obok studiowania. Humanistyka w moim subiektywnym odczuciu jest dla zdeterminowanych i pragnących wiedzy, którzy zdają sobie sprawę że muszą znaleźć jakiś sposób aby mieć co włożyć do garnka poza swoją pasją, ludzie ci dokonują wyboru: albo wybieram drogę zawodu, co pewnie poskutkuje lepszymi zarobkami i większą szansą na zatrudnienie, albo coś poświęcam w imię pasji.

    Na koniec małe sprostowanie. Zgodnie z klasyczną definicją rynek to jest całość ludzkich działań. Nie ma w nim nic mistycznego, to nie jest hydra, która zajmuje się przeliczaniem wszystkiego na pieniądze. Rynek tworzą ludzie i ich potrzeby, jeśli jest tak że daleka im jest troska o humanistykę, to wynika to z tego o czym pisałem na początku. Poznanie człowieka nie jest dla każdego i wybranie tej drogi wymaga pewnego poświęcenia, np wygody ciepłej posadki (chociaż jakimś cudem to się humanistom często udaje)

    Pozdrawiam serdecznie i uprzedzam, że krytykuję bardziej z chęci dyskutowania, niż z jakiejś zjadliwości, mam trochę inne zdanie ale rozumiem Pana perspektywę, chciałem przedstawić własną

    Anczej (kolega po fachu, chociaż bynajmniej nie semiotyk 🙂

    • „W praktyce uważam, że w dzisiejszym świecie wcale nie trzeba wiązać studiów z zawodem, przekonanie że studia=zawód jest idiotycznym zaprzeczeniem idei studiowania, szczególnie zabójczym dla humanistyki.”

      Też się ku temu skłaniam. Ale dochodzi do paradoksu, uczelnie, konkurując o studenta, próbują „sprzedać” kierunki humanistyczne jako „studia, które dają zawód”. I tak powstają różne humanistyki 2.0 itp.

      Trochę to wprowadza studentów w błąd. Ale też pewnie trudno przyciągnąć studentów wskazując na właściwą ideę studiowania. A może to tylko kwestia lepsze komunikacji? Nie wiem.

    • Drodzy Panowie,

      obydwie wypowiedzi wnoszą do dyskusji sporo ważnych wątków. Zamiast próbować wszystko streścić w odpowiedziach na komentarze, chyba spróbuję napisać kolejny post, zbierający jakoś te nowe kwestie.

      W skrócie:

      1) Zgadzam się w pełni i z p. Sławomirem Czarneckim, i z Kameleonem, że utożsamienie studiów i zawodu jest w dzisiejszych czasach coraz częściej fikcją, w szczególności w odniesieniu do humanistyki. Jeśli wydaje mi się, że humaniści będą mieli w przyszłości coraz większe szanse na rynku pracy, to właśnie dlatego, że stopniowo odchodzi on od jednoznacznych kategoryzacji zawodowych, a nie dlatego, żeby „filozofka”, „kulturoznawczyni” czy „historyk sztuki” miały być zawodami przyszłości.

      2) Cieszę się że p. Czarneckiemu podobał się wątek autokrytyczny. To jest nas już dwóch 🙂 Trochę mało na Komitet Pokutny Humanistyki Polskiej, ale zawsze dobry początek!

      3) Trudno mi natomiast zgodzić się z twierdzeniem użytkownika-Kameleona, że humanistyka (i nauka w ogóle?) nie powinna zajmować się zmienianiem świata, a jedynie przyjmować stanowisko opisowe. Może po prostu czegoś w wypowiedz nie zrozumiałem?

      4) Nie podzielam też – o czym pisałem w tekście – wiary przeciwstawienie między humanistyką i życiowym sukcesem. Dlaczego wybierając kulturoznawstwo mielibyśmy decydować się na jakieś szczególne poświęcenie, na które nie piszą się chemicy albo ekonomiści? Czy na pewno chcemy etos humanisty budować na pustelniczym wycofaniu z życia i poczuciu męczeństwa za wyższe idee?

      5) Co powiedziawszy, oburącz podpisuję się pod postulatem, żeby humanistyki w żadnym razie nie okrajać do rynkowych potrzeb. Czym innym – jak już parę razy pisałem – jest umiejętność mówienia językiem rynku, czym innym zaś uznanie, że jego obiektywne (rzekomo) prawa wyznaczają ostateczny sens ludzkiej egzystencji. Jeśli dobrze zrozumiałem intencję Kameleona, to rynek z punktu widzenia humanisty też jest zjawiskiem kulturowym (jak agora czy uniwersytet) – dla nas jego reguły także mogą być przedmiotem antropologicznego namysłu.

      • Jeśli chodzi o punkt 3 to jestem trochę zaskoczony, że ta kwestia wymaga jakiegoś uzasadnienia. Upatruję w tym źródła obiektywności nauki, której zadaniem nie jest sądzenie o tym co jest dobre a co złe, ponieważ skutkowałoby to zniszczeniem tak cennej perspektywy zdystansowanej. Pozwana ona oddalić się od związków z polityką, zleceniami, modą czy kwestiami ideologicznymi. No ale cóż, być może przenoszę swoje pewniki z pola antropologicznego na szersze wody. Dla mnie podstawową sprawą jest spojrzenie nieoceniające na rzeczywistość, no ale skoro to nie jest pewne, muszę z wrażenia sięgnąć do książek bo dla mnie to był taki aksjomat, że muszę się najpierw zastanowić gdzie tego szukać. Dodam tylko że nie mam nic do działań w stylu animacji kultury, chociaż nie nazwałbym tego działalnością naukową.

        Jeśli chodzi o punkt 4 to chyba źle to napisałem. Nie chodzi mi o gloryfikowanie cierpiętnictwa i jakiegoś pustelnikowania od świata. Chodziło mi o to, żeby nie próbować na siłę wmawiać humanistom, że czekają ich kokosy i że są na rynku pracy tak samo potrzebni i opłacani jak lekarze, inżynierowie czy chociażby przedsiębiorcy. Oczywiście może im się powieźć i byłoby super. Natomiast jeśli ktoś poświęca kilka lat życia na coś, co nie jest żadnym konkretnym kursem zawodowym, tylko budowaniem ogólnego obrazu człowieka poprzez czytanie książek itd, to wiadomo że STATYSTYCZNIE będzie on miał trudniejszą (ale bynajmniej nie gorszą) drogę kariery. Chodzi mi o to, żeby nie traktować humanistyki jako szkoły zawodu, tylko jako coś innego. Zwrócić uwagę, że jak się ktoś tego podejmuje to powinien mieć z tyłu głowy jakiś pomysł na utrzymanie się poza uczelnią.

        Jeśli chodzi o punkt 5 to cieszę się, że zostałem zrozumiany. W rynku nie zamyka się żaden sens ludzkiej egzystencji, są to wyłącznie ludzkie działania, które kierują się w różne zwroty i moim zdaniem nie można w ogóle mówić o jakimś jednolitym kierunku w którym by podążały. Można je natomiast opisać właśnie w sposób antropologiczny, jako złożone zjawisko kulturowe. Często wydaje mi się, że humaniści traktują rynek po macoszemu, przyjmując milcząco, że rozumiemy go w jakiś zwulgaryzowany, marksizujący sposób, co właściwie kończy namysł antropologiczny zamiast go zaczynać.

        Pozdrawiam

  8. Panie Marcinie, a co Pan na to, żeby reformować nie tylko humanistów, ale również humanistykę jako taką. Projekt pt. Humanistyka pragmatyczna. Jeśli popatrzeć od strony historii, to pierwsi humaniści zbili na swej wiedzy fortuny. Mam na myśli sofistów. Model wykształcenia, który proponowali był stricte humanistyczny. Zresztą sama nazwa humanizm odwołuje się do nich i studiów literackich, które propagowali i które miały zapewnić sukces życiowy niemal w każdym wymiarze…pieniądze, uznanie, powodzenie w miłości (por. np. Platońskiego „Fajdrosa”). Humanista to była osoba, która dzięki studiom literackim posiadała umiejętność komunikacji na bardzo wysokim poziomie. Teraz proszę sobie przypomnieć swoich profesorów „humanistów” i ich pasjonujące wykłady. Albo ich pasjonujące artykuły i książki. Śmiechu warte. Artykuły, których nikt nie czyta, nawet ich autor… Oszukujemy się nawzajem, żeby zdobyć tytuły i utrzymać posadę. Nikt nie wymaga pasjonujących wykładów, ciekawych książek, tylko Hirsh, Impact Factor, Granty.
    Z drugiej strony tak jest na całym świecie. Amerykanie opublikowali raport w 2013 Heart of the Matter, w którym wzywają o większe fundusze i przekonują, że humanistyka jest potrzebna. Gdyby była nie trzeba by o tym przekonywać.

    • Panie Bartku,
      nie wiem, czy kolejny post ( Humanista=inżynier od ludzi ) jakoś na te wątpliwości odpowiada. Wydaje mi się, że „sukces życiowy w każdym wymiarze”, o którym Pan pisze, faktycznie warto przywrócić jako ważny punkt odniesienia humanistyki. Jeśli my tego nie zrobimy – monopol na mówienie o sukcesie zachowają wszelkiej maści samozwańczy guru i hochsztaplerzy zastępujący rzetelne wykształcenie okrągłymi frazesami…

      Co się zaś tyczy „moich profesorów humanistów” – naprawdę zapraszam do Instytutu Kultury Polskiej. Proszę wpaść na któryś wykład. Albo np. przeczytać tekst pt. „Semantyka libacji alkoholowej” prof. Rocha Sulimy. I wykłady, i teksty, które u nas powstają, naprawdę są pasjonujące.

      Co się zaś tyczy IF, indeksów Hirscha i innych złych rzeczy – faktycznie jest tu jakiś problem. I chyba wszyscy się w humanistyce zgadzamy, że jednak nie tędy droga.

  9. Artykuł bardzo mi się spodobał, miło, że ktoś wreszcie podjął się walki ze stereotypem. Obawiam się jednak, że jest on wręcz niemożliwy do wyplenienia, co widać po niektórych komentarzach pod tym tekstem. Ale próbować warto. Tylko niefortunne wydaje mi się sformułowanie „opłaca się zostać humanistą”. Jak to możliwe? Przecież nie mamy na to wpływu, ze zdolnościami literackimi, językowymi, predyspozycją do rozwoju kompetencji miękkich po prostu się rodzimy.

    Ukłony dla Autora

  10. Panie Marcinie,

    ja jestem fizykiem. Być może dlatego nie mogę się zgodzić (przynajmniej całkowicie) z argumentami pojawiającymi się w Pana tekście, co nie oznacza, że nie szanuję humanistyki, czy humanistów.

    Moim zdaniem problem niskiego szacunku społecznego do humanistów, czy gorszego traktowania studentów takich kierunków związany jest z rynkową presją podejmowania studiów praktycznie niezależnie od stanowiska, jakie miałoby się w przyszłości obejmować. Jednym słowem każdy musi iść na studia. Największy problem w szkołach od zawsze sprawia matematyka i fizyka. Ciężko zatem się dziwić, że maturzyści niepałający miłością do tych przedmiotów wybierają często, mimo braku zainteresowania, kierunek humanistyczny. Poza tym, na takich kierunkach zdecydowanie łatwiej dotrwać do etapu spisywania pracy magisterskiej. Tacy studenci nie wnoszą na rynek nic, poza własnymi wygórowanymi oczekiwaniami. Myślę, że takich osób jest niestety zdecydowanie więcej niż, kończących studia humanistów o których Pan pisze i myśli. Oczywiście problem ten występuje także na wydziałach ścisłych, ale proszę uwierzyć, w zdecydowanie mniejszej skali. A zdanie egzaminów przez takie osoby na dowolnym roku graniczy z cudem. Nie ze względu na humor wykładowcy, tylko na umiejętności (nie wiedzę) jakie są na takim egzaminie sprawdzane. Wówczas ciężko dziwić się pracodawcom, że wolą zatrudniać osoby, które ukończyły studia ścisłe.
    Jestem przekonany, że powrót nauczania zawodowego polepszyłby sytuację wszystkich. Prawdziwych humanistów, ścisłowców, no i potencjalnych zainteresowanych, obecnie bezrobotnych magistrów.

    Wydaje mi się, że nietrafnie jednak ocenia Pan użyteczność kierunków humanistycznych. Problem nie polega jedynie na nakręcaniu gospodarki (ten argument faktycznie pracuje w odniesieniu do kierunków finansowych), tylko na braku specjalistycznych umiejętności potrzebnych na rynku pracy. Humanista nigdy w pracy nie zastąpi większości zawodów związanych z naukami ścisłymi dowolnego inżyniera, lekarza, farmaceuty, czy informatyka. Inaczej jednak jest w przypadku pracy wykonywanej po studiach przez humanistów, których ścisłowcy często bez trudu mogliby zastąpić. Przy czym, zgodzę się, na pewno są wyjątki.

    Ponadto, mam wrażenie, że nie do końca Pan się orientuje czego uczy się studentów na kierunkach ścisłych. Informatyka na przykład to nie jest nauka związana stricte z komputerem. Na informatyce studenci nabierają umiejętności algorytmicznych, programistycznych, umiejętności które są podstawą (wraz z fizyką) funkcjonowania każdego coraz to nowszego sprzętu. Proszę mi uwierzyć, to się nie zmieni. Fizyk Panu zapewni między innymi coraz lepsze materiały składowania pamięci począwszy od dyskietki przez płytę CD do miniaturowych USB, a informatyk coraz to bardziej wymyślne, funkcjonalne aplikacje. Oczywiście to tylko pewien przykład. Można się spierać, czy taki rozwój jest dobry. Podejrzewam, że nawet bym się przychylił do Pana opinii na ten temat. Ale on jest. Nic na to nie poradzimy. Mało tego, nie wynika wcale z braku szacunku do humanistyki, tylko z potrzeby wygody społeczeństwa. To oni, konsumenci, tworzą rynek. Skoro oni produkt kupią, to wiadomo, że ktoś go będzie chciał wytworzyć.

    Nie twierdzę, że humaniści są bezużyteczni, bynajmniej. Humanistyka jest niesamowicie rozwijająca. 4 lata chodziłem do klasy humanistycznej i wiem jak bardzo taki rozwój był mi potrzebny. Nigdy nie żałowałem, wręcz jestem dumny z tego etapu w życiu. Jednak ten rozwój był personalny, dotyczył tylko mnie, mojej emocjonalności, osobowości, nie rozwijał natomiast umiejętności analitycznych, które są chyba jednak najbardziej poszukiwane na rynku pracy. Na matematyce nie oczekuję od studentów wiedzy jak policzyć całkę, oczekuję, żeby oni to wymyślili. Te umiejętności najbardziej cenią pracodawcy – umiejętności rozwiązywania logicznych łamigłówek, które zapewnia pod dostatkiem matematyka, fizyka, czy informatyka.

    Wydaje mi się, że humanistyka w większej skali, mam na myśli podejście ilościowe, może być po prostu pasją, hobby. Zauważyłem to u wielu „ścisłych” naukowców. Oczywiście należy zapewniać możliwość rozwoju myśli humanistycznej, aczkolwiek jestem przekonany, że dysproporcja środków finansowych jest w pełni uzasadniona. Proszę pamiętać przede wszystkim o kosztach związanych z samym prowadzeniem badań. Nie wiedzielibyśmy coraz dokładniej jak funkcjonuje przyroda (co akurat mnie pasjonuje najbardziej), gdyby nie LHC i badania w CERNie. Niestety koszty są olbrzymie.
    Różnica jest taka, że tutaj coś odkrywamy, coś zupełnie ponad człowiekiem, dzięki czemu każdy wie dlaczego jabłko spada na ziemię, dlaczego to Ziemia krąży wokół Słońca. Tyle o ile ludzie wiedzą co się dookoła nich dzieje. W przypadku humanistyki rozwój znowu jest raczej indywidualny, nie globalny.

    Takich myśli można byłoby wymieniać bardzo wiele. Bardzo chciałbym jeszcze raz podkreślić, że osobiście darzę ogromnym szacunkiem rozwój humanistyki, czy jej pasjonatów. Wiele im zawdzięczam. Na pewno nie powinniście myśleć o sobie w kategoriach lepszy-gorszy. Po prostu inny. Jak nie można porównywać jabłek do gruszek, tak ścisłowców do humanistów też się nie da.

    Pozdrawiam,

    Maciek

    • Panie Maćku,

      dziękuję bardzo za ten komentarz, który zasługiwałby na odpowiedź w formie oddzielnego posta!

      Zgadzam się w pełni z większością wyrażonych przez Pana opinii. „Nadpodaż” słabych humanistów, wybór negatywny kierunków humanistycznych itd. to faktycznie problemy podstawowe. Również znaczenie szkolnictwa technicznego i zawodowego jest oczywiście do przemyślenia. (Ale to już dla tęgich głów z innych specjalności.)

      Nasze sytuacje są w pewnym sensie symetryczne. Jestem absolwentem klasy matematyczno-przyrodniczej i znaczna większość moich znajomych wybrała medycynę, fizykę, informatykę… Śmiało mogę, jak Pan, pochwalić się, że matematyka i fizyka bardzo mnie w liceum rozwinęły. (Niestety – byłem wtedy zbyt głupi, żeby w pełni z tego skorzystać. Strasznie dziś żałuję trudnych do nadrobienia zaniedbań z tej dziedziny! Jeśli czyta to jakiś przyszły humanista w liceum – uczcie się matematyki i fizyki choćby dla przyjemności, potem trudno te braki nadrobić…)

      Nie rozumiem natomiast zupełnie, skąd – przy szacunku dla humanistów – ten powracający stereotyp o „zamienialności” humanów. Pisze Pan: „Inaczej jednak jest w przypadku pracy wykonywanej po studiach przez humanistów, których ścisłowcy często bez trudu mogliby zastąpić.” Naprawdę ma Pan poczucie, że może Pan z marszu zastąpić mnie w mojej pracy? Sądzę, że nie, że to tylko taka retoryczna strategia (zresztą zaznacza Pan, że „zwykle” itd.)

      Moje pojęcie o studiach na Wydziale Fizyki jest oczywiście dość mgliste – pochodzi z drugiej ręki, od przyjaciół fizyków. Ale i humaniści, daję słowo, naprawdę zdobywają na studiach konkretne kompetencje (a przynajmniej powinni!) Zapraszam w przyszłym roku do mnie na wykład, sam Pan się przekona 😉 Bycie humanistą w tym znaczeniu, o którym piszę w tekście, nie oznacza ani pasji, ani wrodzonych zdolności. To raczej pewne rzemiosło, które ma wymierną wartość.

      Co powiedziawszy raz jeszcze podkreślę moją zgodę na główny wątek Pańskiej wypowiedzi: lepiej być dobrym inżynierem niż złym humanistą!!

      • Panie Marcinie,

        bardzo dziękuję za tę odpowiedź.

        Nie podkreśliłem wystarczająco, co dokładnie mam na myśli, pisząc o „wymienialności humanów”. Może również moja wypowiedź w pewnym momencie stała się bardziej mętna, za co przepraszam.
        W żadnym razie nie mierzyłbym się, aby zastąpić Pana w pracy! Myślę, że taka zamiana ról, prawdopodobnie bardzo komiczna dla naszych studentów, jednak okazałaby się fiaskiem. Chyba, że stworzylibyśmy wspólny ogun myśli humanistyczno-fizycznej 😉

        Proszę tylko jednak spojrzeć na sporą większość zawodów wykonywanych przez absolwentów studiów humanistycznych. Faktycznie nie posunąłbym się do takiego wniosku w przypadku prawnika, naukowca/wykładowcy zajmującego się humanistyką czy też psychologa (chociaż tutaj można byłoby wdać się w polemikę). Jednak proszę spojrzeć na zawody hmmm… może trafniej, na stanowiska, choćby urzędnika, historyka, czy tłumacza. Tutaj jeżeli spojrzeć na muzea, wystarczy nauczyć się, czy nawet pasjonować pewnym zarysem historycznym w przypadku humanistów, gdy jest to muzeum techniki, jak choćby Kopernik to sprawy mają się nieco inaczej. Osobiście znam w muzeum historycznym przewodników po krótkim kursie doszkalającym bez wykształcenia historycznego. Takich przewodników nie zatrudnia się np. w Koperniku. Podobnie z zawodem nauczyciela. Jestem przekonany, że kiepski byłby ze mnie polonista, (może lepszy anglista, czy romanista), ale tyle o ile, gdybym się przygotował to poprowadziłbym lekcje języka polskiego. Z matematyką i fizyką odwrotnie mogłoby być dużo gorzej, nie sądzi Pan?

        To bynajmniej nie są dowody na „wyższość” którejkolwiek opcji. Powyższe jednak wskazuje, że umiejętności humanistycznych nabieramy w życiu codziennym, przy własnej lekturze, czytając gazetę, czy choćby, wpatrując się, analizując zachowania drugiego człowieka. Z umiejętnościami matematycznymi ograniczamy się to rachowania w sklepie. To nas nie rozwija analitycznie wcale.

        Mój pierwszy paragraf poprzedniej wiadomości myślę, że był kluczowy. Jeżeli humanistą nazwiemy osobę kończącą kierunek humanistyczny, to statystycznie, potwierdzając stereotyp, humanista nie wnosi nic na rynek pracy. Niestety, proszę mi uwierzyć, również ubolewam, odbija się to na szacunku do umiejętności, które posiadacie.

        „Bycie humanistą w tym znaczeniu, o którym piszę w tekście, nie oznacza ani pasji, ani wrodzonych zdolności. To raczej pewne rzemiosło, które ma wymierną wartość.”

        Ja się z Panem w pełni zgadzam! Dokładnie tak samo wygląda bycie ścisłowcem. Tylko jak pracodawca potrzebuje człowieka myślącego, to wybierając humanistę, niestety myślę, że mam rację, podejmuje większe ryzyko (patrz znowu paragraf 1 pierwszego komentarza), że trafi na gościa z papierkiem nieznaczącym nic. Jak trafi na Pana Marcina to super, z pewnością żałować nie będzie. Tylko ilu jest takich panów Marcinów wśród magistrów nauk humanistycznych? I zauważyć należy, że taki Pan, nie pracuje jednak jako urzędnik, który bez problemu mógłby zostać zastąpionym przez ścisłowca.

        Mam nadzieję, że sprecyzowałem swój punkt widzenia i lekko w ten sposób zamazałem wizerunek bufona wywyższającego się ponad innych 😛

        Aby jeszcze zupełnie to zamazać, powiem Panu, że prowadzę badania podstawowe. Z założenia niemające przełożenia na bieżące zastosowania w technologii. W tym sensie pracujemy podobnie. Inaczej, ale podobnie. Pan nad człowiekiem, ja nad prawami natury. Jedno i drugie wiąże się z ciekawością do poznania świata.

  11. Witam, a co powiecie na to, że coraz więcej miernot kończy polibudy i zostaje inżynierami? Bo o tym, że są humaniści i „chómaniści” już wiemy ale nikt nie zwrócił uwagi na drugą stronę medalu. Produkcja magistrów zwolniła bo pokutuje przeświadczenie, że inżynier jest lepszy i daje pracę. Kolejne pokolenie nauczyło się na błędach poprzedniego i wszyscy jak jeden mąż (czy się nadają czy nie) ruszają na politechniki. Jak do tego dodamy niż demograficzny i tym samym zaciętą walkę uczelni o każdego studenta to nie ma co się oszukiwać – sporo ludzi będzie miało szansę zostać inżynierami. Ciekawe czy rynek pracy też to zweryfikuje czy jednak stereotyp humanisty-tłumanisty będzie trwał nadal a trójkowy inżynier bez pojęcia będzie miał prackę. Bo przecież skończył polibudę i mu się należy.

    Pozdrawiam.

    • Byłbym ostrożny z używaniem tak mocnego języka, ale wydaje się, że problem faktycznie istnieje i dotyczy w jakimś stopniu wszystkich kierunków studiów.

      Czy na pewno im więcej studentów i absolwentów – tym lepiej?

      Na świecie już od dawna pojawiają się głosy, że nadmiernie wysoki odsetek podejmujących studia wyższe jest dla gospodarki i społeczeństwa szkodliwy. Najbardziej znany z nich to zapewne książka Charlesa Murraya „Real Education”. Można się z Murrayem nie zgadzać w szczegółach (jest strasznym elitarystą, a w dodatku wierzy, że zdolności poznawcze są zdeterminowane raz na zawsze), ale jego hasło „nie wszyscy powinni studiować” zapewne czasem przechodzi przez myśl wszystkim wykładowcom – i na kierunkach humanistycznych, i na politechnikach…

      • Będzie personalnie, niestety:(

        „Czy na pewno im więcej studentów i absolwentów – tym lepiej?” – właśnie podał pan przykład swoich mizernych kompetencji. Przeczytałam tylko kilka pana artykułów i komentarzy i nie mogę znieść byejakości i nieostrości w pana wywodach.

        Dlaczego sugeruje pan, że osoba pisząca komentarz twierdzi, że im więcej studentów i absolwentów – tym lepiej? Pewnie pan odpisze, że miał pan na myśli, że źle jest, gdy dużo osób studiuje (i co gorsza kończy te studia z miernym rezultatem) – ale co ma to pytanie wspólnego z poprzednim komentarzem? Czy autor komentarza zachwalał taki stan rzeczy?

        Szkoda mi czasu na tłumaczenie błędów jakie pan popełnia. Nie mogę uwierzyć, że skończył pan filozofię, jest doktorem i wykłada:(:(

  12. Nazywam się dr Nicholas Szpitala św Mikołaja, jestem specjalistą w chirurgii narządu, i mamy do czynienia z zakupem, czy organy z człowiekiem, który chcesz sprzedać, i znajdują się w Nigerii, USA i Malezji, ale naszego biura w Nigerii. jeśli jesteś zainteresowany sprzedażą nerki Proszę nie wahaj się wrócić do nas, abyśmy mogli Że Postępuj dalej. I to jest nasz e-mail, jeśli jesteś zainteresowany:

    st.nhl14@gmail.com

    • A to ja dziękować kontynuuję Ze dwie śledzionki, gdybym poprosić. Nie waham na zapas można jeśli wy biuro.

      (A o łowcach nerek na pewno jeszcze pisać, więc organy z człowiekiem nie wahajcie się czytać!)

      Pozdrawiam wszystkie boty odwiedzające bloga 😉 !

  13. Jestem dr Rex Kelvin wg nazwy jednego z Irrua Szpital Specjalistyczny Nauczanie lekarza, mam mieć możliwość przez kierownictwo szpitala do reklamowane w internecie, jak pracujemy i zaczęliśmy znowu za rok na kupowanie ludzkich narządów, np nerki , Jeśli są tam zainteresowany tą ofertą, proszę nie wahaj się skontaktować się ze szpitala na poniższy adres e-mail: Czy jesteś zainteresowany sprzedażą swojego narządu (nerki), dzięki czemu można być bogatym, prosimy o kontakt.
    Szpital Specjalistyczny Nauczanie Irrua narządów są specjalistą w chirurgii oraz jako dawca nie ma ryzyka w it.And to jest nasz e-mail:
    irruaspecialisthospital20@gmail.com

  14. Jestem dr Rex Kelvin wg nazwy jednego z Irrua Szpital Specjalistyczny Nauczanie lekarza, mam mieć możliwość przez kierownictwo szpitala do reklamowane w internecie, jak pracujemy i zaczęliśmy znowu za rok na kupowanie ludzkich narządów, np nerki , Jeśli są tam zainteresowany tą ofertą, proszę nie wahaj się skontaktować się ze szpitala na poniższy adres e-mail: szpital specjalistyczny Nauczanie Irrua narządów są specjalistą w chirurgii oraz jako dawca nie ma ryzyka w nim.
    I to jest nasz e-mail:
    irruaspecialisthospital20@gmail.com

  15. Proszę o uwagę,

    Jesteśmy RZYM Memorial Hospital i jesteśmy poważnie w potrzebie nerek i wątroby, proszę, jeśli jesteś gotów sprzedać lub kupić nerek lub wątroby, Wiadomość nas natychmiast. Prowadzimy sprzedaż i kupno zdrowych nerek, wątroby i innych części ciała, narządów z pomocą Correspondant i oryginalności dawcy, Jesteśmy również specjalizuje się w wszystkich rodzajów operacji, Znajdujemy się w Nowym Jorku, Włoch, Kanady, Hiszpanii, rosyjski, Niemczech, Turcji , Wielka Brytania, Francja ETC: Jeśli ineterested sprzedażą swoją nerkę proszę nie wahaj się skontaktować z nami poprzez: bartholomewllucas@gmail.com

    Czekam na wasze odpowie … ..
    Z poważaniem….
    Dr Bartłomiej Lucas

  16. Dawca Nerki pilnie potrzebne

    Czy jesteś zadłużony? Czy trzeba podnieść pieniądze na koszty opieki zdrowotnej lub płacenia długów lub w stanie załamania finansowego? Czekać! Rozważmy sprzedaje swoją nerkę jako opcja. Jeśli chcesz sprzedać swój nerek wiadomość dziś nam immediately.A nerek jest kupiony w maksymalnej wysokości $ 300,000.00US złotych.Hotel Narodowa Fundacja jest obecnie kupuje zdrową nerkę. Dajemy Ci gwarancję, że nasze szczytowego nie znajdzie ona zerowa unikać biorąc śmiały krok do naszego offer.We znajdują się w Indian, Kanada, Wielka Brytania, Turcja, USA, Malezji, RPA itd. Jeśli jesteś zainteresowany sprzedażą lub kupno kidney’s.Need Prawdziwa dawcy. Ale najpierw, zanim będzie można przejść dalej musisz podać swoje dane osobowe i są upewnić się, że dane osobowe są wypełnione odpowiednio w razie potrzeby. proszę nie wahaj się skontaktować z nami poprzez e-mail: Dr_henrydonald@doctor.com

    DANE OSOBOWE NIEZBĘDNE

    Rodzic / opiekun pełne nazwy:
    Nazwa___________________________
    Seks__________________________
    Data urodzenia____________________________
    Numer telefonu_________________________________________
    Zawód_________________________________
    Status związku______________________________________
    Powód selling______________________________________
    Grupa krwi__________________________________________
    Genotyp__________________________________________________
    Kwotę, którą chcesz sprzedać swój kidney________________________
    Kraj____________________________________________________
    Stan________________________________________________________
    Email Address_____________________________________________________
    Krewny_________________________________________________________

    Pozdrowienia

    Dr Henry Donald

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.