Jak rozmawiać z ludźmi, którzy wierzą w teorie spiskowe, czyli śmieszkowanie strategiczne

Na pewno macie znajomych, którzy wierzą w jedną z „alternatywnych teorii rzeczywistości”. Widzą zamachy albo pradawne imperia tam, gdzie ich nie było, odrzucają szczepionki, wątpią w globalne ocieplenie albo kulistość ziemi… Może są wśród nich wasi bliscy albo przyjaciele; ludzie, na których naprawdę wam zależy… I pewnie też często zastanawiacie się: jak skutecznie z nimi rozmawiać? Ignorować czy wdawać się w dyskusję? Lepiej zachować poważny ton, czy pozwolić sobie na żarty?

Dobrze trafiliście. O tym właśnie jest ten tekst. W oparciu o konkretne przykłady i badania naukowe opisuję tu skuteczność śmiechu w walce z nieracjonalnymi przekonaniami i proponuję kilka technik, które określić można mianem „śmieszkowania strategicznego”. (Serio.)

(Jeżeli zdążyłem kogoś z was urazić już w pierwszym akapicie, bo pośród ewidentnych bzdur wymieniłem też coś, co uważacie za całkiem prawdopodobne – nie przestawajcie, proszę, czytać! Ten tekst adresowany jest przede wszystkim do was. A pod koniec tekstu wytłumaczę się także z wrzucania wszystkiego do jednego worka!)

Jak Superman pokonał Ku Klux Klan (z niewielką pomocą etnografa)

Były mroczne lata czterdzieste. Trwała wojna. Wojna, która toczyła się na wielu frontach. O niektórych z nich wiemy wiele: lądowanie w Normandii doczekało się swoich filmów, mitów i poczesnego miejsca w zbiorowej świadomości. Inne epizody wciąż czekają na opowiedzenie. Bo USA walczyły z rasizmem, dyskryminacją i teoriami spiskowymi nie tylko uderzając w nazistów…

Stetson Kennedy był młodym działaczem społecznym, pisarzem, a przede wszystkim – niestrudzonym zbieraczem folkloru południowych stanów. Z połączenia jego pasji zrodził się szalony pomysł, by przeprowadzić etnograficzne badania Ku Klux Klanu i opisać jego skrzętnie ukrywane struktury, rytuały i mitologie. Zbierając materiały, uczestnicząc w klanowych wiecach i korzystając z pomocy wysoko postawionego „nawróconego” członka klanu1, Kennedy zbudował unikalne archiwum opisujące tajne znaki, pozdrowienia, uściski dłoni i sekretne hasła.

Wreszcie był gotowy do wypuszczenia kontrolowanego przecieku. Ale gdzie i w jaki sposób opublikować materiały, żeby ich siła rażenia była maksymalna?

Jak przystało na badacza i pisarza, Kennedy opublikował książkę (The Klan Unmasked), zasięg jej oddziaływania był jednak nieporównywalnie mniejszy niż kolejnych kanałów, do których dotarł nasz bohater.

Z pomocą przyszedł mu Superman we własnej osobie. Po zwycięstwie nad Hitlerem i Mussolinim twórcy radiowego serialu o człowieku ze stali potrzebowali dla swego herosa nowych wrogów. Padło właśnie na KKK. 16-odcinkowy cykl „Clan of the Fiery Cross” okazał się strzałem w dziesiątkę. A dzięki współpracy autorów z Kennedym był także pełen informacji o autentycznych „tajemnicach” Klanu.

Za pośrednictwem kierowanej do dzieci i młodzieży audycji cała Ameryka dowiedziała się, że „tajny język” KKK polega na dodawaniu do różnych wyrazów cząstki „kl”… Poszczególne funkcje w ramach organizacji to np. „klaliff”, „klexter” czy” „klawalerzysta”. Brzmi jak głupawa dziecięca zabawa? Dodajmy do tego, że najwyżej postawieni członkowie nadawali sobie przydomki w rodzaju „Wysoki Cyklop” czy „Wielki Smok” albo… „Główny Trzepacz Tyłków”.

Z dnia na dzień Klan stracił powab tajemniczego bractwa pełnego sekretów. Nagle objawił się społeczeństwu w całej swej prawdziwości: jako banda infantylnych rasistów noszących prześcieradła i lubujących się w tajnych symbolach godnych Timura i jego drużyny albo Dzieci z Bullerbyn…

Było po sprawie. Nikt nie chciał z własnej woli dołączyć do organizacji, z której śmiała się cała Ameryka.

W stronę teorii…

Ale opowieść o ośmieszeniu KKK to tylko anegdota. Na każdą anegdotę moi rozmówcy mają zwykle dziesięć lepszych. Czy istnieją jakieś badania potwierdzające w większej skali skuteczność strategicznego śmieszkowania? Otóż istnieją!

Grupa węgierskich badaczy opublikowała niedawno we „Frontiers in Psychology” wyniki bardzo ciekawego eksperymentu. W literaturze przedmiotu wspomina się zwykle o trzech podstawowych sposobach przekonywania ludzi wierzących w teorie spiskowe:

  1. Podanie nowych faktów, które wywracają wcześniejszą strukturę logicznego dowodzenia.
  2. Zbudowanie dystansu między osobą, którą chcemy przekonać, a wspólnotą wyznającą teorie spiskowe, na przykład przez jej ośmieszenie2.
  3. Zmniejszenie dystansu między osobą, którą chcemy przekonać, a przedmiotem teorii spiskowych (np. Żydami, naukowcami, imigrantami itp.) poprzez zwiększenie empatii odbiorców.

Naukowcy przedstawili grupie badanych teorię spiskową dotyczącą współczesnych Węgier (zmowa żydowskich bankierów, którzy sterują losami świata za pomocą m.in. Unii Europejskiej). Zbadano stopień zaufania badanych wobec tej opowieści („Na ile zgadzasz się z następującymi stwierdzeniami…” w skali 1-10).

Następnie badanych podzielono na cztery grupy. Jednym przedstawiono racjonalne argumenty wskazujące na nieścisłości w przedstawionym wcześniej wywodzie (strategia 1 – podawanie faktów); drugich skonfrontowano z wypowiedzią ośmieszającą wcześniejszą teorię (strategia 2 – budowanie dystansu wobec wyznających spiski), trzecią grupę próbowano nastroić bardziej empatycznie wobec tych, o których teoria opowiadała (strategia 3). Czwarta grupa (kontrolna) wysłuchała prognozy pogody. (Dla nieobeznanych z metodologią badań naukowych: to wbrew pozorom bardzo ważne przy ustalaniu skuteczności poszczególnych strategii! Chodziło o to, żeby np. przekonać się, czy przypadkiem odczekanie kilku minut przy dowolnym komunikacie nie ma trzeźwiącego wpływu na zwolenników teorii spiskowych.)

Po wysłuchaniu „komunikatu prostującego” (albo prognozy pogody) respondenci ponownie odpowiadali na pytania na temat przedstawionej teorii spiskowej. Co się okazało?

Najważniejszym i podstawowym narzędziem w walce z teoriami spiskowymi może i powinno być zatem rozwijanie w odbiorcach umiejętności logicznego myślenia i dostarczanie im sprawdzonych danych podważających twierdzenia „spiskowców”.

Dwie pierwsze strategie mają podobną skuteczność! Wbrew temu, co często wcześniej sądzono, racjonalne przekonywanie działa na zwolenników teorii spiskowych3. Najważniejszym i podstawowym narzędziem w walce z teoriami spiskowymi może i powinno być zatem rozwijanie w odbiorcach umiejętności logicznego myślenia (lepsza szkoła!) i dostarczanie im sprawdzonych danych podważających twierdzenia „spiskowców” (lepszy internet!).

Ale ośmieszanie także okazało się skuteczne! Badani, których skonfrontowano z nagraniem stawiającym wierzących w teorię w negatywnym świetle, nie chcieli być zaliczani do grupy opisanej wcześniej jako „śmieszna” czy „nieracjonalna”. Wielka siła teorii spiskowych i ruchów pseudonaukowych tkwi w tym, że budują one atrakcyjne dla swych członków wspólnoty. Przynależność do takich wspólnot (rozmowy na forach antyszczepionkowych, wspólne narzekanie na Żydów i jaszczuroludzi, lektury książek o prastarych imperiach) dostarcza członkom pozytywnych bodźców i wzmacnia skłonność do zgadzania się z głoszonymi przez daną grupę twierdzeniami. Z kolei ilekroć dana osoba spotyka się z szyderstwem z danej grupy czy teorii, otrzymuje wzmocnienie negatywne. Gdzieś głęboko w mózgu dokonuje się nieustanny, nieświadomy rachunek emocjonalnych zysków i strat, który bardzo wpływa na to, w co chcemy wierzyć, a w co wątpić.

Rewersem tego mechanizmu jest konieczność budowania pozytywnego, atrakcyjnego obrazu nauki. Nie wygramy tej walki, jeżeli pacjenci/czytelnicy/widzowie nie będą się z własnej woli chcieli utożsamić z tym, co robimy i mówimy. Druga strona też przecież uprawia strategiczne śmieszkowanie i w pewnych kręgach wstyd zaufać „BigPharmie” albo „żałosnym archiwalnym szczurom zastraszonym przez Niemców i Watykan”.

Trzecia strategia, wbrew nadziejom badaczy, nie zadziałała. Nie można odwrócić ludzi od wiary w teorie spiskowe podsuwając im czułe czytanki o reptilianach. Chociaż przed badaniem tego właśnie chyba się spodziewano:

Fragment z omawianego artykułu…

Z kronikarskiego obowiązku donoszę, że także prognoza pogody nie ma zbawiennego wpływu na umysły zwolenników spisku.

Z punktu widzenia semiotyki mediów

Z punktu widzenia semiotyki, którą się zajmuję, śmieszkowanie jest ważne z jeszcze jednego powodu. Jest znacznie lepiej niż strategia racjonalnej argumentacji dopasowane do środowiska medialnego, w którym rozchodzą się współczesne teorie spiskowe.

Teorie spiskowe (a także pseudonauka czy legendy miejskie) funkcjonują dziś nie w postaci odrębnych tekstów, lecz jako chmury rozproszonych znaków. Bardzo rzadko spotykamy całościowe wykłady danej spiskowej koncepcji. Raczej natykamy się na jej fragmenty, których zrozumienie wymaga odniesienia do kolejnych i kolejnych. Tak działają spiskowe memy, antyszczepionkowe fanpejdże, a nawet najważniejsze pseudonaukowe książki, które zawsze poprzedzone są i obudowane wielowarstwową internetową mitologią pełną fałszywych źródeł, pseudoargumentów, a także wyrwanych z kontekstu czy dawno obalonych twierdzeń naukowych.

Dzięki rozwojowi internetu znacznie łatwiejsze staje się także budowanie utwierdzających w przekonaniu wspólnot. Dawniej, jeżeli gdzieś w Olsztynie mieszkał jeden zwolennik koncepcji, że Księżyc zbudowany jest z sera, a w Ottawie – drugi, to ci dwaj nigdy nie mieli szansy się spotkać. Dziś mogą nie tylko błyskawicznie wyszukać się przez internet, lecz także założyć Stowarzyszenie Serowego Księżyca i rozpocząć owocną rekrutację (najlepiej wśród zwolenników Płaskiej Ziemi i Spisku Myszy).

Osoba, która już zapisze się do kilku grup poświęconych wybranej „alternatywnej teorii rzeczywistości”, otrzymuje nieprzerwany strumień pozytywnych wzmocnień dzięki zjawisku „bańki informacyjnej”

Osoba, która już zapisze się do kilku grup poświęconych wybranej „alternatywnej teorii rzeczywistości”, otrzymuje nieprzerwany strumień pozytywnych wzmocnień dzięki zjawisku „bańki informacyjnej”. Wszelkie informacje o kontrargumentach docierają do niej już w ochronnym kokonie, zwykle w szyderczym tonie np. jako „kolejne kłamstwa Big Pharmy”. Dlatego skuteczne zniechęcenie do grupy „alternatywnie wyjaśniającej rzeczywistość” stanowi kluczowy element przeciągania na drugą stronę. Dopiero po takim odcięciu nasze racjonalne argumenty mają szansę przebić się przez pole siłowe spiskowej wizji świata.

Kilka konkretnych rad

  1. Skuteczne szyderstwo powinno być zwrócone przeciw samej teorii (a pośrednio przeciw wyznającej ją wspólnocie), lecz nie bezpośrednio przeciw osobie, którą chcemy przekonać.
  2. Strategiczne śmieszkowanie nie może też psuć języka debaty. Obrażanie, wykorzystywanie fałszywych newsów, marginalizowanie logiki na rzecz emocji to podcinanie gałęzi, na której siedzimy. Ostatecznie pseudonauka zawsze wygra z nauką w konkursie na to, kto będzie bardziej dosadny, złośliwy i kto lepiej zmyśla. Jeżeli zejdziemy do tego poziomu – pseudonauka po prostu pokona nas doświadczeniem.
  3. Strategiczne śmieszkowanie powinno mądrze wykorzystywać medium, w którym się realizuje. Na przykład mediach społecznościowych skuteczny może się okazać treściwy mem (np. zestawiający ośmieszaną teorię z bardzo podobną, powszechnie odrzucaną, czy przejaskrawiający ją w sposób obnażający jej absurdalność).

I jeszcze ostatnia wskazówka.

  1. Myślenie o teoriach spiskowych czy pseudonauce w kategoriach porównawczych pozwala dostrzec jej elementy także tam, gdzie nie jesteśmy pewni, czy to, co słyszymy, można uznać za wiarygodne. Im więcej teorii spiskowych znasz, tym łatwiej rozpoznasz nową, gdy tylko na nią trafisz. Moje doświadczenie pokazuje, że ta strategia działa też nieźle w rozmowach z osobami wyznającymi jedną z nich. Co prawda „teorie alternatywne” mają tendencję do łączenia się w konglomeraty i osoba, która wierzy w spisek reptilian, łatwiej uwierzy też w szkodliwość szczepionek (pewnie i tak produkują je jaszczuroludzie…). Nikt jednak nie wierzy we wszystkie spiski. Jeżeli więc skonfrontujemy osobę wierzącą, dajmy na to, w spisek historyków przeciw Wielkiej Lechii z uderzająco podobnymi co do struktury rozważaniami na temat spisku w medycynie, jest szansa, że podda refleksji także swoje własne przekonania…

P.S. „Czy przestanie pan wreszcie śmiać się z Lechitów?”

Autorzy zaprzyjaźnionego profilu poświęconego Imperium Lechitów pytali niedawno, czy przestanę wreszcie robić sobie żarty z prasłowiańskich imperiów.

W świetle powyższych rozważań jest to trudne pytanie…

Z jednej strony widzieliśmy, że badania potwierdzają, że śmieszkowanie może okazać się skutecznym orężem w walce z pseudonaukowymi teoriami.

Z drugiej strony, gdy żarty czy docinki stają się dla kogoś przykre czy frustrujące, to ja mam z taką metodą jednak problem. Moim celem nie jest urażenie kogokolwiek. Nie żywię negatywnych uczuć ani wobec autorów krytykowanych przeze mnie pozycji, ani – tym bardziej – wobec ich entuzjastycznych czytelników. Poza bardzo nielicznymi przypadkami (np. nawoływanie do unikania mammografii lub szczepień), nie uważam, że błędne poglądy trzeba koniecznie „zwalczać” czy „tępić”. Mity różnego rodzaju są nam potrzebne! Baśnie, legendy, opowieści o bogach i herosach – w tej lub innej postaci muszą istnieć w każdej kulturze i nie moglibyśmy bez nich żyć.

Z trzeciej strony – i to już puenta całego tekstu – drodzy Lechici, spróbujcie mnie zrozumieć!

Wcale nie robię tego złośliwie. Spędziłem ładnych parę lat pracując nad książką w dużej mierze opartą o dokumenty archiwalne. Wiem trochę o tym, jak się dzisiaj takie rzeczy pisze. Dlatego doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko pracują prawdziwi historycy i archeolodzy zajmujący się czasami przedchrześcijańskimi, żeby odkryć jakiś drobiazg. Odnalezienie jednej wzmianki w kronice, śladu osady, przerdzewiałego hełmu okazuje się dla nich niejednokrotnie dziełem życia. Do tego interpretacje napisane w oparciu o takie znaleziska są zawsze niezwykle ostrożne. „Może tak, może inaczej”, „nie wykluczamy”, „potrzeba więcej danych”…

A tu przychodzi osoba bez odpowiedniego wykształcenia i warsztatu i minimalnym nakładem pracy chce nagle wywrócić wszystko do góry nogami, twierdząc, że wszyscy przed nią byli głupi, głusi, ślepi i przekupieni przez niemieckiego zaborcę. Oj, nie tak robi się rewolucje w nauce…

Naprawdę z tego punktu widzenia książki o Wielkiej Lechii są strasznie zabawne. Śmieję się więc nie tylko strategicznie. Także dlatego, że jest się z czego śmiać.

To może pośmiejemy się razem?

 


1Zakres tej pomocy i to, ile z „sensacyjnych przygód” zawartych w tekstach Kennedy’ego (zwłaszcza w I Rode With the Ku Klux Klan) faktycznie było udziałem samego badacza to obecnie kwestie sporne. W swoich książkach Kennedy pomijał istnienie wielu informatorów ze względów bezpieczeństwa. Przyczyniło się to jednak do wykreowania nieco nazbyt pozytywnego i awanturniczego autoportretu nieustraszonego etnografa-szpiega. (Zob. Stephen J. Dubner, Steven D. Levitt, Hoodwinked?, http://www.nytimes.com/2006/01/08/magazine/hoodwinked.html)

2„To achieve this, one can demonstrate that those people who hold such beliefs are characterized by negative traits or they are targeted as being ridiculous. As practically no one wants to be ridiculed by others, the ridiculing argument can be fueled by the ego-protective function” Gabor Orosz i in., Changing Conspiracy Beliefs through Rationality and Ridiculing, Front. Psychol., 13 October 2016 | https://doi.org/10.3389/fpsyg.2016.01525

3Wielu badaczy uważało, że ponieważ teorie spiskowe są irracjonalne ze swej natury, pozostają odporne na racjonalne argumenty i wykazywanie błędów w dowodzeniu. Zob. np. J. Bartlett, C. Miller, The Power of Unreason. Conspiracy Theories, Extremism and Counter-Terrorism, Demos, London 2010.

Czytaj dalej

37 Comments

  1. Moja pierwsza myśl – ośmieszanie teorii działa zapewne inaczej, jeśli osoba, z którą rozmawiasz, jest zadeklarowanym jej zwolennikiem. W tym badaniu partycypanci nie byli wybierani pod tym kątem, więc trudno powiedzieć, czy nawet osoba, która na wszystkie pytania w kwestionariuszu dała dychę (czyli zgadzała się całkowicie z każdym aspektem teorii), nie wypadłaby blado w porównaniu z prawdziwym wiernym wyznawcą.

    Warto może dodać, że ten aspekt pojawił się w komentarzach na temat tej pracy – obok innych dość oczywistych ograniczeń pracy, takich jak specyfika tematu, mała grupa badanych itd. Co ogólnie prowadzi do wniosku, że w zasadzie trudno te wyniki generalizować, a w tym kontekście – prawdopodobnie nie powinniśmy ich stosować, aby usprawiedliwiać ośmieszanie jako strategię walki z pseudonauką…

    • Słusznie! Ten wątek na pewno warto rozwinąć. Już nawet to (bardzo „sterylne” i uproszczone) badanie pokazało, że „śmieszkowanie” działa skuteczniej na tych mniej przekonanych o słuszności TS. Bardzo zaangażowani zwolennicy mogą być na nie mniej podatni.
      Natomiast dla mnie naprawdę istotne było w tych badaniach (i w ogóle w wątku „śmieszkowania”) położenie mądrego nacisku na to, że teorie spiskowe czy pseudonauka to zjawiska społeczne – związane nie tylko z logiką, dowodzeniem itp., ale też z potrzebą przynależności, poczuciem odrzucenia itp.

    • „Timura i jego drużyny albo Dzieci z Bullerbyn”
      Staję w obronie lektur mojego późnego dzieciństwa, zwłaszcza tej pierwszej. To nie były wprowadzenia w świat infantylnych – ale i groźnych – rytuałów, tylko wprowadzenia w świat dziecięcej demokracji, solidarności i współpracy. A poza tym wciągające opowieści.

    • Wierni wyznawcy odporni są na wszelakie argumenty. Ośmieszanie jest niezłą strategią, powstrzymującą rozwój zarazy.

      • Wiernych wyznawców nic nie przekona, ale tych wahających się owszem. Znam parę takich osób łatwowiernych, które często przychodzą do mnie z przeróżnymi rewelacjami i na mój sceptycyzm reagują zwykle takim „a kto to wie jak to naprawdę jest” natomiast jak zaczynam się podśmiewać z teorii, porównywać do innych to im się najnormalniej w świecie głupio robi i przyznają mi rację.

  2. Ludzie zajmują się głupotami, walką z teoriami, wiara w teorie a dalej niszcza, plądrują i oddalaja się od tego co nam nablizsze czyli od natury.. My jestesmy natura, kamien, woda, powietrze, zwierzeta sa natura, wszyscy jestesmy tymi samymi istnieniami a jednak rzucilismy nature w kąt na poczet materialnej pułapki i egoizmu..
    http://m.cda.pl/video/194448a2

  3. Panie autorze, bardzo mnie Pana tekst rozbawił. Zauważyłem, że i Pan żyje w bańce informacyjnej, nie mniej szczelniej niż wyznawcy serowego księżyca. Pisze pan tonem dobrotliwego ojca piszącego do pięciolatka, nie dostrzegając przy tym jak jest Pan śmieszny. Zapewniam Pana – schlebia Pan sobie. Wrzuca Pan wszystkie teorie nie zgadzające się w 100% z oficjalną narracją do jednego worka stosując te żałosne manipulacje z tekstu. Próbuje Pan zestawić teorię o reptilianach z wątpliwościami na temat WTC bo uważa Pan, że w ten sposób wymaże Pan wątpliwości na temat WTC, czy szczepionek. Pan chciałby żyć w świecie gdzie wszystko jest jasne i kryształowe, dlatego próbuje Pan świat uprościć, żeby pana rozum nie męczył się niepotrzebnymi wątpliwościami, widocznie tak jest dla Pana łatwiej. Niczym nie różni się Pan od tych, których światem są teorie spiskowe, którzy wierzą w nie wszystkie dla zasady, pan w żadne nie wierzy dla zasady nie próbując ich weryfikować. Nie wszystko jest czarno-białe nie cała oficjalna wiedza jest w 100% prawdziwa, nie wszystkie teorie są w 100% fałszywe.

  4. Słaby artykuł i także tendencyjny jak współczesne akademickie środowisko. Można także zarzucić, że ludzie nagminnie wierzą w każde zdanie zaczynające się od słów „Amerykańscy naukowcy” a przecież nie świadczy to o amerykańskich naukowcach czy nauce w ogóle.

    Autor napisał, że „odnalezienie jednej wzmianki w kronice, śladu osady, przerdzewiałego hełmu okazuje się dla nich niejednokrotnie dziełem życia.”. Czy autor wie, że takie poświęcenie powoduje fiksację na punkcie wyznawanej idei i brak obiektywizmu a nawet fałszerstwa. Taka fiksacja akademicka trwa już od stuleci i wzmacniana jest z każdym pokoleniem kadry akademickiej. Adiunkt nigdy nie podważy tez swojego profesora, ponieważ wyleciałby z uczelni i taka zależność przekazywana jest od czasów zaborów, kiedy to rozpoczął się rabunek naszej kultury – tej materialnej i niematerialnej.

    • Artykuł nie jest jest ani słaby, ani tendencyjny. Podobnie jak wielu polskich akademików. Z Pana komentarza wynika, że środowiska naukowe zżera „fiksacja” oraz podległość wobec przełożonych, która prowadzi do „rabunku” naszej kultury. Oto wzorowy przykład teorii spiskowej – najbardziej „łebscy” ludzie w kraju, najbystrzejsi z nas wszystkim, pracują naukowo po to, aby „od stuleci” móc na prawo i lewo trwonić dorobek kulturowy narodu.

  5. Czyli autor sugeruje żeby wyzbyć się krytycznego myślenia i nie sprawdzać informacji podawanych przez masowe media tylko ślepo we wszystko wierzyć? Często jest tak, że okrzykiwane przez tzw. „media głównego nurtu” teorie jako spiskowe, znajdują poparcie w faktach, w tym często w badaniach naukowych. Tak na przykład jest ze szczepieniami – czarno na białym tzw. „antyszczepionkowcy” odwołują się do wiarygodnych opublikowanych badań naukowych, natomiast z drugiej strony jest argument „nie wierzcie tym ‚antyszczepionkowcom’, tylko nam wierzcie!” i ci którzy tak mówią, nie przedstawiają badań, które wykazałyby, że „antyszczepionkowcy” nie mówią prawdy. A w takiej sytuacji, rozumny człowiek wierzy prawdzie – temu co poparte jest badaniami, a nie poparte opiniami tzw. „autorytetów” często opłącanych przez lobbystów. Myślcie ludzie samodzielnie. Zatem najlepiej jest zamiast ślepo we wszystko wierzyć, to sprawdzać źródła informacji – zarówno podawanych przez „antyszczepionkowców” jak i przez „proszczepionkowców”.

    • Do jakich to wiarygodnych opublikowanych badań naukowych odwołują się antyszczepionkowcy? Może do Wakefielda?

  6. Drażnią mnie teorie spiskowe.
    Widuję, jak wykształceni i dobrzy ludzie, powielają mity, na podstawie informacji błędnych, wypaczonych, lub tendencyjnie zinterpretowanych. Jeśli widzę takie, mylne dane, popierające teorię spisku, staram się wyszczególnić, dostrzeżone błędy. Nie zaprzeczam istnieniu spisku, ale pytam o szczegóły i podaję wątpliwości, oraz zwyczajne kłamstwa i pseudonaukowy bełkot, identyczny z tym wygłaszanym, przez sprzedawców cudownych garnków, pościeli i innych towarów, które można kupić, pięciokrotnie taniej..Rozgryzając spiski, zdobywam wiedzę ze wszelkich źródeł, wnikliwie poznaję punkt widzenia, obydwu stron.. Przyznam że wolę argumentować, niż śmieszkować, ale zawsze wybiorę sposób, trafiający w percepcję. Dla zbliżenia – wymiany poglądów, podam link, do kontrastującego wpisu na blogu, który nadzwyczaj cenię, za wiele dobrych omówień, problemów współczesnego Świata – http://etsaman.blox.pl/2011/09/Spiski.html

  7. Tak tylko zapytam, czy autor wie, ile teorii spiskowych było wyśmiewanych, a potem okazywały się prawdą? Ba… teorii, które dziś nie są niczym wyjątkowym. Są oczywiście mniej i bardziej pokrętne teorie spiskowe, ale całkiem sporo ma solidne podstawy.

      • Na przykład taki bolek to ze był agentem – Oczerniano Cenckiewicza i Gontarczyka że sieja ferment i teorie spiskowe i co ?

  8. Zwłaszcza to że UE dąży do zniszczenia państw narodowych i chce zislamizować europę to też jest teoria spiskowa ? Teoria spiskowe biora sie stąd że lewactwo zaprzecza oczywistym faktom.

      • Wpuszczenie bez kontroli ponad 1mln ludnosci muzulmańskiej w 2015 bez żadnej weryfikacji. Nadawanie przywilejów islamowi z jednoczesnym niszczeniem chrzescijanstwa oraz ograniczaniem praw ludnosci białej – za te same przestepstwo imigrant nie jest karany albo otrzymuje kare symboliczną a biały europejczyk jest karany z całą surowoscia prawa. Ten proceder niszczenia europy ma już miejsce od dawna a jedyne co pozostalo lewakom to zaprzeczac faktom i mowic że to jest „spiskowa teoria”

        • 1. Jakie przywileje „nadano islamowi”?
          2. W jaki sposób odbywa się to „niszczenie chrześcijaństwa”?
          3. W jakiż to sposób ogranicza się prawa ludności białej?

          • 1. Czy to UE wpuściła jakąkolwiek ludność muzułmańską?
            2. Kto to są ci „lewacy”?

    • Zaznaczmy też, że Wałęsa nie był żadnym Bolkiem, a Cenckiewicz jak świnią był tak pozostał.

  9. Hmmmm. Przywołanie idei płaskiej Ziemi to zdaje się dokładnie przykład śmieszkowania, tyle że z czasów Oświecenia. To wtedy w ramach oczerniania i średniowiecza, i chrześcijaństwa przypisywano im wszelką ciemnotę. Co gorsza mit, że średniowiecze = płaska Ziemia ma się świetnie…

  10. Kiedyś za wyznawanie teorii innych niż oficjalna karano torturami i śmiercią, zabity stawał się bohaterem, dziś jest błaznem. Zgadzam się z autorem to dużo skuteczniejsze…

      • Naukowiec walczy z problemami a doktryner z naukowcami.
        Można by przypuszczać że mętna doktryna sama upadnie ależ skądże.
        Pewien stopień mętności doktryny wyzwala potrzebę jej „wyjaśniania” lub „nauczania”.
        Wszystko to uzasadnia posiadanie licznej kadry doktrynerów dla dobra i koszt „nauczanych”.
        Doktrynerzy dążą tylko do tego aby stan doktryny nie uległ zmianie.

        Nic dziwnego że doktrynerzy w historii ludzkości zawsze decydowali, która doktryna jest słuszna a która nie.
        Jakich makowców należy potępić a obecnie „wyśmiać”.

        Przykro mi ale Pana zaliczam do kategorii doktrynerów.

        • A może tak coś do rzeczy, bez tej całej pseudofilozofii? Co ma niby z tego słowotoku wynikać?

  11. No to tera już wiem, jak dyskutować z tymi, którzy naprawde wierzą, że Rosjanie manipulowali przy wyborach prezydenckich w USA.

  12. Witam, tu Człowiek Jaszczurka Mam wredny charakter, więc poznęcam się nieco nad arcyciekawym blogiem i POŚMIESZKUJĘ. Poniżej zacytuję Pańską definicję teorii spiskowej:
    „Teorie spiskowe stanowią próbę wyjaśnienia świata
    poprzez przypisanie winy za porażki i nieszczęścia
    tajnym organizacjom, darzonym antypatią rasom i narodom
    a nawet przybyszom z kosmosu… ”
    Jest to definicja pseudonaukowa – daleko jej do neutralnego, pozbawionego emocji opisu; sugeruje jakieś ograniczenie umysłowe zwolennika teorii spiskowej oraz każe domniemywać, że każda teoria spiskowa jest z zasady nieprawdziwa.Tymczasem istnienie rozmaitych lobby, organizacji terrorystycznych i przestępczych, sekt, wrogich agentur, masonerii i układów politycznych jest faktem, i nawet jeśli „ichnie” wpływy bywają przeceniane, to zapewne równie często są niedoceniane .
    1. W myśl definicji Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zajmujący się dumpingiem i zmowami cenowymi zajmuje się teoriami spiskowymi.
    2. W duchu definicji rozbiory Polski i pakt Ribbentrop-Mołotow nie miały miejsca, wiadomo, stali za nimi nielubiani cudzoziemcy
    3. Juliusz Cezar zmarł w wyniku przypadkowego upadku na ostre narzędzie (najprawdopodobniej upadł na brzytwę Ockhama)
    4. Mafia sycylijska, yakuza i camorra to wymysł hollywoodzkich filmowców
    5. Europejczycy nigdy nie mieli żadnych kolonii w Ameryce, Azji i Afryce (przypisywanie białym winy za własne porażki i nieszczęścia przez mieszkańców tych kontynentów to przejaw myślenia spiskowego)
    6. Malezyjski samolot lecący nad Ukrainą nie został zestrzelony, tylko po prostu się zepsuł.
    7. Nie ma czegoś takiego jak wywiad i kontrwywiad. Kto w to wierzy, ulega teoriom spiskowym.
    Blog jest naprawdę ciekawy, ale jest się do czego przyczepić… Zamierzam się dalej czepiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.