Szukasz pracy? Znajdziesz ją w McDonald’s! Strukturalno-semiotyczna analiza ulotki znalezionej pod cheeseburgerem

Smiley3Pewnemu mojemu znajomemu anonimowemu semiotykowi kultury zdarza się czasem zgrzeszyć małym cheeseburgerem w znanej sieci barów szybkiej obsługi, której logo stanowią malownicze złote łuki. Ponieważ przypadłością semiotyków jest, jak wiadomo, kompulsywne czytanie i analizowanie wszystkiego, co znajdzie się w zasięgu wzroku, ostatnia wizyta zakończyła się pogłębioną analizą strukturalną ulotki o wiele obiecującym tytule „Szukasz pracy? Znajdziesz ją w McDonald’s”.

I pod wieloma względami była to jedna z najciekawszych, najbardziej dających do myślenia lektur ostatnich miesięcy.

Serio.

Praca jako kategoria antropologiczna

Praca jest jedną z najważniejszych (i chyba najbardziej niedocenianych) kategorii antropologicznych. Przyjrzenie się temu, jak w danej grupie społecznej rozumie się pojęcie „pracy”, mówi nam bardzo wiele o jej strukturze społecznej, wyobrażeniach, wartościach itp.

Na przykład specyficzne rozumienie pracy jako moralnego zobowiązania i sposobu właściwego życia jest kluczowe dla tradycyjnej kultury chłopskiej. Radykalna tabuizacja pracy i zastąpienie jej rytualnym próżnowaniem pozwala z kolei na wgląd w etos arystokratyczny.

To, czym jest w danym społeczeństwie praca, zmienia się w czasie i przestrzeni, różni się dla poszczególnych grup klas społecznych. Zrozumienie przemian w stosunku do pracy jest jednym z najważniejszych narzędzi diagnozy społecznej.

W książce Mitologia współczesna starałem się pokazać, jak ważną rolę we naszej współczesnej kulturze pełni 19-to czy 20-to wieczny model zakładający (z niewielkimi wyjątkami) dwa kluczowe elementy:

  1. powszechność pracy
  2. wyraźne rozdzielenie jej od „czasu wolnego”.

W pewnym uproszczeniu: w ramach tego modelu praca stawała się ciężkim zadaniem obcym naturze ludzkiej, którego jedynym sensem jest nagroda w postaci czasu wolnego, który praca umożliwia, dostarczając niezbędnych środków. Jedną z najwspanialszych fantazji kulturowych okazywał się w tym modelu mit wielkiego urlopu – niekończących się wakacji, na których nie trzeba pracować.

Strukturalna analiza ulotki McDonald’s sugeruje wyraźnie, że ten świat powoli zostawiamy za sobą, przechodząc do modelu, w ramach którego praca staje się darem, okazją, szansą, przestrzenią rozwoju…

A może frytki do tego?

Już dłuższy czas temu McDonald’s zwrócił moją uwagę telewizyjną reklamą pracy. Nie hamburgerów, nie nowej akcji promocyjnej, nie marki w ogóle, a pracy właśnie.

Reklama próbuje mierzyć się z negatywnym stereotypem pracy stygmatyzującej, wyśmiewanej przez znajomych, słabo płatnej. (Nie wiem, zresztą, czy skutecznie – obawiam się, że jeszcze przez kilka dobrych lat „a może frytki do tego?” będzie reakcją na wieść o zatrudnieniu kogoś w McDonald’s…) Najważniejsze jednak, że sama praca, a przynajmniej pewien jej rodzaj, stała się czymś, co reklamuje się w taki sposób.

Analizowana ulotka to kolejne wcielenie tej samej narracji.

Okazja, szansa, inwestycja

Dołącz do naszego zespołu!

Teraz wszystko w Twoich rękach! Wypełnij ulotkę, którą znajdziesz w restauracji. Nie musisz mieć żadnego doświadczenia zawodowego, bo szybko je zdobędziesz, pracując z nami. To na pewno zaprocentuje w Twojej przyszłej karierze, więc potraktuj swoją decyzję także jako inwestycję w siebie.

Praca jawi się najpierw i przede wszystkim jako okazja – szansa, której nie powinniśmy przegapić. Lektura ulotki stawia nas wobec możliwości, przenosi nas na poziom refleksyjności, w ramach której los staje się czymś widzialnym i namacalnym, co można „wziąć w swoje ręce”. Ulotka McDonald’s przemawia do nas językiem rodem z czasopism o rozwoju osobistym, gdzie życie jest projektem, a kolejne jego etapy stają się zapisami na czystej karcie CV.

Praca to zatem okazja – szansa na zdobycie doświadczenia, ale też inwestycja w siebie. Coś, co się zbiera, gromadzi, porządkuje, czym można się pochwalić. Warto zauważyć, że w ten sam sposób opisuje się coraz częściej także różne formy praktyk, stażów czy nawet wolontariatu, wychodząc naprzeciw opartemu na błędnym kole paradoksowi: bez doświadczenia nie sposób znaleźć pracy. Bez pracy nie ma pracy – mogłoby brzmieć nowe przysłowie.

Rozwój

Perspektywy przed Tobą!

Około 60% personelu naszego biura to ludzie, którzy zaczęli swoją przygodę w McDonald’s w jednym z lokali sieci. Wierzymy w Ciebie i Twoje możliwości. Wiele przykładów pokazuje, że doskonała praca, potencjał i zaangażowanie dają realną szansę na awans.

Jednocześnie McDonald’s nie rezygnuje z opowieści o stabilnej ścieżce rozwoju – klasycznej narracji „od pucybuta do milionera” w jej wewnętrznej, korporacyjnej wersji. Wykonując niezwykle ciężką pracę za niewielkie wynagrodzenie wciąż możemy krzepić się marzeniem nieograniczonego awansu. Marzenie to jest tym bardziej kuszące, że zostało opisane jako realna szansa (strukturalizm podpowiada: w opozycji do szans nierealnych). Czynniki, które o nim decydują, są czysto wewnętrzne (doskonałość, potencjał, zaangażowanie). Znów możemy mieć poczucie wzięcia losu w swoje ręce.

W innym fragmencie ulotki czytamy: „Pamiętaj, że wszyscy wokół Ciebie zaczynali w ten sam sposób. Dlatego wiemy, jak się czujesz i czego Ci potrzeba. Tylko od Ciebie zależy, jak daleko zajdziesz.”

Nagroda

To najważniejszy i najbardziej tragiczny fragment ulotki. Warto przeczytać go uważnie:

Wynagrodzenie

Zapewniamy uczciwe i jasne zasady zatrudnienia. Z każdym pracownikiem podpisujemy umowę o prace (okres próbny do 3 miesięcy). Mamy i stosujemy regulaminy pracy i wynagradzania jasno określające Twoje prawa i obowiązki. Wynagrodzenie zależy od stawki godzinowej. Jej wysokość poznajesz w czasie rozmowy kwalifikacyjnej. Zawsze jest to przedział „od-do”. Dzięki temu szef może docenić Cię za dobrą pracę, zwiększając Twoją stawkę godzinową lub przyznając nagrodę finansową. Miesięczne wynagrodzenie przelewamy na konto regularnie i bez żadnych opóźnień

To oczywiście dobrze, że McDonald’s ma jasne i uczciwe zasady, że podpisuje z pracownikami umowy, że ma regulaminy, że pracownicy znają swoje stawki godzinowe! Ale lektura tej ulotki pokazuje nam, że żyjemy w świecie, w którym pracodawca może chwalić się tym, co jeszcze niedawno było zupełnie oczywiste. Narracja McDonald’s jest możliwa dlatego, że „wynagrodzenie przelewane na konto regularnie i bez żadnych opóźnień” stało się dla wielu zaledwie pięknym snem.

Niedawno w trakcie badań prowadzonych w Wałbrzychu miałem okazję rozmawiać ze związkowcami z „Solidarności”, których oburzyła podobna retoryka wykorzystana na wewnętrznym plakacie Toyoty. Tam producent samochodów chwalił m.in. tym, że płaci na czas i odprowadza składki do ZUS. Komunikat był tym bardziej intrygujący, że skierowany do osób już zatrudnionych. Jego wymowę odczytano więc jednoznacznie jako pozowanie na „ludzkiego pana”, któremu należy się wdzięczność, bo „inni mają gorzej”1. Praca na warunkach jeszcze nie tak dawno uznawanych powszechnie za oczywiste dziś staje się rzadkim luksusem,.

Wspomniana reklama (A może frytki do tego?) rozpoczyna się radosnymi słowami „dostałem pracę”. Ten uzus nie jest akurat nowy, ale dziś językowa kalka, w ramach której przedsiębiorcy „dają” pracę, a wdzięczni pracownicy ją „dostają” wydaje się celniejsza niż kiedykolwiek dotychczas. Na naszych oczach praca staje się już nie tyle rzadkim towarem, co wręcz darem, podlegającym nie prostym prawom rynku, a znacznie bardziej skomplikowanym regułom wdzięczności, prestiżu, wzajemności…

Elastyczność

Elastyczne godziny pracy

Dbamy, by czas pracy uwzględniał Twoje możliwości i preferencje. Myślisz o łączeniu pracy z nauką? Masz inne obowiązki, które nie pozwalają Ci pracować na pełny etat? Z niczego nie musisz rezygnować. […]

Z niczego nie musisz rezygnować. To ważna obietnica, być może stanowiąca klucz do zrozumienia nadchodzącego rynku pracy – w zasadzie każdy z nas chce/musi/powinien łączyć pracę z innymi obowiązkami: nauką, pracami domowymi, wychowaniem dzieci… Zapewne każdy ma też osobiste pragnienia dotyczące spędzania czasu – hobby, nauka nowych umiejętności, przyjaciele i znajomi…

Ale ulotka McDonald’s opowiada nie o trudnych kompromisach, lecz o całkiem nowym świecie, który właśnie teraz staje się rzeczywistością większości z nas. Ugruntowany przez dziewiętnastowieczny model fabryczny wyraźny podział na czas pracy i czas wolny, ulega zatarciu.

Przyjrzyjmy się kolejnemu fragmentowi:

A po pracy…

Czas wolny – sam zdecydujesz, jak go spędzisz… lub spędzicie, bo wielu znajomych z pracy spotyka się po godzinach. Pracując, zyskujesz możliwości, a to otwiera przed Tobą szansę na realizację marzeń, które dotąd były niedostępne. Wspólne spotkanie, wyprawa rowerowa, a może kręgle? Wybierz to, co lubisz, i zabierz ze sobą swoich znajomych z pracy.

Na pozór chodzi o to, że praca jest doskonałą okazją do zawarcia nowych znajomości, a więc zaspakaja nasze potrzeby społeczne. Wizja świata przedstawiona w tym akapicie może mówić jednak o czymś więcej. Praca otwiera przed nami „szansę na realizację marzeń, które dotąd były niedostępne”, czyli… spotkania się ze znajomymi, pójścia na kręgle czy rowery.

Zachwalana praca daje „niezależność finansową”, która pozwala na spełnienie zachcianek, ale nie na samodzielne życie w modelu, do jakiego przyzwyczaiło nas poprzednie stulecie! Modelowy czytelnik ulotki nie pielęgnuje w sobie nadziei na założenie rodziny czy zakup mieszkania. Będzie dalej mieszkał z rodzicami lub wynajmował tymczasowe lokum wspólnie z grupą znajomych.

Praca w McDonald’s pozwoli mu zamaskować fakt, że w rzeczywistości… nie ma pracy.

Nie-praca

Być może na marginesie ważnych diagnoz Giddensa, Baumana, a ostatnio Standinga (Prekariat) dotyczących przemian samej pracy warto dostrzec, że równolegle wytwarza się coraz szerszy obszar tego, co zasadniej byłoby chyba nazwać nie-pracą przez analogię do nie-miejsc Marca Augé.

Nie-miejsca to wszelkiego rodzaju autostrady, hotelowe lobby, dworce, poczekalnie – przestrzenie, w których nikt nie jest u siebie, naznaczone piętnem tymczasowości, służące jedynie przemieszczeniu się w kolejny punkt. W nie-miejscach nie sposób się zadomowić. Osoba skazana na wieczne uwięzienie w nich (Tom Hanks w filmie „Terminal”!) przestaje być nawet podróżnym, stają się zagubionym, tułaczem itp. (tu więcej na temat uwięzienia w nie-miejscach).

Praca była towarem, podlegającym prawom popytu i podaży (stąd: rynek pracy). Miała swoją cenę, wyraźnie wyodrębnione ramy czasowe i przestrzenne. Za pracę należała się płaca.

Nie-praca jest darem. Podobnie jak w przypadku daru, jej status jest zawsze przedmiotem skomplikowanych kulturowych gier i negocjacji. Nie-praca służy zaspokojeniu wielu różnych potrzeb, tworząc złożone związki społeczne oparte na prestiżu, aspiracjach, wdzięczności itp. Być może jednak najważniejszą jej funkcją jest maskowanie braku pracy, jej fundamentalnej nieobecności czy niedoboru zarówno w życiu jednostki jak i społeczeństwa.

Tak jak praca, nie-praca wytwarza świat swoich mitów i opowieści, które dopiero poznajemy. Być może jeden z nich kryje się właśnie pod twoim cheeseburgerem!

Przyszłość zaczęła się wczoraj

Pora otworzyć oczy. Praca w kształcie, do jakiego przyzwyczaił nas wiek XIX i XX, jest gatunkiem ginącym. Powoli wkraczamy w świat, w którym starczy jej tylko dla nielicznych. Na razie jej miejsce zajmuje nie-praca.

Czy okaże się tylko formą przejściową, której głównym zadaniem jest maskowanie braku pracy? A może pod jej znakiem upływać będzie cały wiek XXI?

Czy świat bez pracy okaże się światem dobrobytu, w którym z czasem dóbr wytwarzanych przez malejącą grupę pracowników (i rosnącą rzeszę robotów) starczy dla wszystkich? Czy czeka nas robotyczna utopia, której podstawą stanie się dochód gwarantowany? A może raczej wojna wszystkich przeciw wszystkim o dobra, prestiż, a przede wszystkim o kurczące się globalne zasoby pracy?

Odpowiedzi poszukam pod kolejnym cheeseburgerem.

Smacznego!


A tutaj więcej o McDonald’sowych mitach:

BigMac w smażony w głębokim tłuszczu!


1O plakacie Toyoty można poczytać np. tutaj: http://solidarnosc.wroc.pl/toyota-chwali-sie-ze-placi-na-czas/

Czytaj dalej

Sporo komentarzy

  1. ten artykuł od razu mnie przyciągnął. temat nie mógł być bardziej osobisty – prawie trzy tygodnie temu podjęłam pracę w restauracji szybkiej obsługi. nie w mcdonald’s, ale w innej sieci, trochę mniej rozpoznawalnej. sposób prezentowania pracy naprawdę nie różni się od tego z cytowanej przez Pana ulotki. wszystkie aspekty zgadzają się, język jest ten sam – miałam wrażenie, że czytam to po raz drugi. w rozmowie o pracę od managera także usłyszałam takie same sformułowania. nawet to o wspólnym piwie z kolegami z pracy.
    ogłoszenia o pracę zamieszczone przez międzynarodowe korpo wzbudzały we mnie większe zaufanie. znajdowałam tam dokładniejszy opis pracy, stawkę godzinową. największy uśmiech wywoływały we mnie ogłoszenia, które pracownikom oferowały tylko „szansę na rozwój”, „doświadczenie” i inne niepowtarzalne przeżycia w prestiżowym miejscu pracy. nic tylko ruszać na przygodę życia. rozpoznanie pracodawcy jako darczyńcy, pracy jako daru jest trafne.
    wiedziałam na jaką stawkę mogę liczyć, ale dopiero pracując poznałam, ile wkładam wysiłku w ciągu jednej godziny. za którą dostaję około siedmiu złotych na rękę. przy tak ciężkiej fizycznie pracy te pieniądze wydają się… nieadekwatne?
    miesięcznie mogę liczyć na trochę ponad tysiąc. nie utrzymuję się sama. zachcianki, nie niezależność finansowa.
    co będzie dalej nie wiem. b–e, nie wiem.

  2. Z tym XIX wiekiem to bym nie przesadzał. To właśnie wtedy pojawił się termin pracoDAWCA. Stabilna praca do emerytury to był efekt walk pracowniczych, w Europie nadszedł gdzieś po drugiej w. ś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.