Smutny koniec Gumy Turbo, czyli mity z dzieciństwa

Czy guma turbo powoduje rakaCzy guma Turbo powoduje raka? A może to tylko legenda miejska?
Niektórzy wierzą, że guma Bubble Yum zawiera jajeczka pająków, a strzelające cukierki Pop Rocks wybuchają w brzuchu.
Wszyscy lubimy nostalgiczne historie z dzieciństwa. Zwłaszcza te, które łączą w sobie doskonale zapamiętane smaki i doświadczenie dreszczyku zakazanej emocji. Koktajl idealny: nostalgia przyprawiona szczyptą miejskiej legendy.
Pamiętacie?

Czy guma Turbo powoduje raka?

Kultowe znaczy mityczne. Stać się kultowym to po prostu obrosnąć mitem. Najlepiej widać to na przykładzie mitów pokoleniowych. Hasło: „pamiętacie?”. Odzew: „pamiętamy!”. Oto zaproszenie do wspólnego celebrowania mitów znane literaturze, filmowi, pieśniom i świętom wszystkich kultur.

Tego rodzaju wyobrażenia, oparte na wspólnej nostalgii za lepszymi czasami oraz smakami, zapachami czy obrazami, które im towarzyszyły, to materiał na oddzielne studium. Dziś chciałbym wspomnieć tylko o jednym niezwykłym nośniku tej pokoleniowej pamięci – prawdziwej Proustowskiej magdalence naszej generacji, czyli gumie Turbo. (Dla ścisłości pewnie trzeba by tu jeszcze wziąć pod uwagę aspekt genderowy… Czy to wspomnienie dotyczy tylko połowy z nas? Czy wśród dziewczyn mit gumy Turbo funkcjonuje/funkcjonował w jakiś inny, zapośredniczony sposób?)

Wspomnienie tego kultowego (czyt. mitycznego) smakołyku przywołuje natychmiast niezatarte doświadczenie nieco chemicznego smaku, charakterystycznej faktury i konsystencji. Powraca nawet nawet uczucie, jakie towarzyszyło rozpakowywaniu gumy (cieniutki papierek z zewnątrz zawsze się rozdzierał) i wyczekiwaniu na wymarzone Ferrari. (Doświadczenie porównywalne chyba tylko z nadzieją na 50 tys. złotych w paczce Rufflesów w okresie pieniążkowego szaleństwa, kiedy do czipsów dorzucali banknoty różnych nominałów zapakowane w niebieski plastik. Pamiętacie?)

Raczej wszyscy to wiedzą, ale na wszelki wypadek piszę, że do gum Turbo dołączane były obrazki z samochodami. (A może było odwrotnie? Gumę dla niepoznaki dodawali do upragnionych obrazków?) Obrazki były super.

Następnym, co przychodzi na myśl na wspomnienie gumy Turbo, jest zapewne zbieracko-wymieniacka gorączka, która dla wielu z nas była pierwszym doświadczeniem kolekcjonowania. Zdobywanie obrazków z samochodami, wycenianie ich i wymiana zaskakująco często wspominane są dziś jako „pierwsza lekcja kapitalizmu”. To pewnie tylko wtórna racjonalizacja (poprzednie pokolenia wychowały się wszak na zbieraniu i wymienianiu znaczków, kapsli czy monet), niewątpliwie jednak związek gumy Turbo i kapitalizmu jest dziś ważną częścią mitu.

I wreszcie opowieść o końcu. Opowieść straszna i związana z miejską legendą. Pewnego dnia przez podwórka i szkoły przetoczyła się przerażająca wieść, że guma Turbo powoduje raka. Jakiego rodzaju miał to być nowotwór? Jakie dokładnie składniki miały go wywoływać? O tym legenda zazwyczaj milczy. Wszyscy jednak wiedzą, że guma Turbo zniknęła z rynku, bo powodowała raka1.

Historia o tym, że plotka ta doprowadziła do tragicznej śmierci najwspanialszej gumy świata, sama w sobie jest miejską legendą (autotematyczną legendą o mocy miejskich legend!). Jeszcze wiele lat później guma wciąż znajdowała się w produkcji2. Prawda jest jednak taka, że słodycz faktycznie zniknął z naszego rynku. Może strach rodziców miał z tym coś wspólnego, a może po prostu jej czas się dopełnił. Wszak wszyscy musimy w końcu dorosnąć…

[AKTUALIZACJA LATO 2015: guma Turbo znów w sprzedaży – Biedronka wprowadza ją na półki pod hasłem „20 lat minęło!”]

Czy guma Turbo jest wyjątkowa?

Guma Turbo była oczywiście jedyna i niepowtarzalna. Ale legenda o jej upadku ma kilka interesujących precedensów. Wiara w to, że określone słodycze powodują raka, jest jedną z najpopularniejszych legend miejskich3. Zdarzały się jednak i ciekawsze opowieści!

Jak my dziś z nostalgią wspominamy rakotwórcze gumy Turbo, tak Amerykanie z uśmiechem opowiadają sobie o pająkach wykluwających się z Bubble Yum albo nieszczęsnym chłopcu zwanym Mały Mickey, którego spotkał iście mityczny koniec…

Bubble Yum zawiera jajeczka pająków

Dzieci chętnie opowiadały o dziewczynce, która zasnęła żując gumę, a obudziła się cała oplątana pajęczymi sieciami.

Kiedy w 1976 guma Bubble Yum pojawiła się na rynku, natychmiast okazała się sukcesem. Była to pierwsza guma o miękkiej konsystencji, która nadawała się do robienia balonów natychmiast po wyjęciu z papierka. Młodzi konsumenci byli zachwyceni i produkt dosłownie znikał ze sklepowych półek.

Wkrótce jednak istnieniu marki zagroziła absurdalna plotka. Swoje niezwykłe właściwości guma zawdzięczała rzekomo jajeczkom pająków, z których została zrobiona. Dzieci, stanowiące podstawową grupę odbiorców produktu, chętnie opowiadały o dziewczynce, która zasnęła żując gumę, a obudziła się cała oplątana pajęczymi sieciami. Z jej ust jeden za drugim wychodziły kolejne wyklute stawonogi. Brrrr…

Oczywiście cała opowieść nie miała nic wspólnego z prawdą, produkująca gumę firma Life Savers, Inc. wpadła jednak w panikę. Strategia, którą przyjęto wobec Bubble Yum na pierwszy rzut oka wydaje się kluczem do całkowitej porażki: zamiast zignorować pogłoski i poczekać, aż ucichną, firma wydała 100 000 dolarów na ogłoszenia w prasie w całych USA ogłaszając oficjalnie, że jej produkt… nie zawiera jaj pająków.

Brzmi jak najgorszy pomysł na świecie? Ale w tym wypadku podziałało!

Nie na długo, bo wkrótce o Bubble Yum zaczęły krążyć opowieści, że wprawdzie nie jest zrobiona z pajęczych jajeczek, ale za to rakotwórcza. (Bubble Yum przetrwała i to!)

Pop Rocks eksploduje w brzuszku

popite dużą ilością gazowanego napoju miały eksplodować w żołądku

Jeszcze więcej frajdy czekało na dzieciaki, które skusiły się na Pop Rocks – pierwsze słodycze, które dzięki dodatkowi specjalnej substancji „strzelały” w ustach. Niestety, logika podpowiada, że jeśli coś strzela, to zwykle może także wybuchnąć. Tak miało być rzekomo i w przypadku Pop Rocksów, które popite dużą ilością gazowanego napoju miały eksplodować w żołądku.

W najbardziej rozpowszechnionej wersji opowieści przytrafiło się to niejakiemu Małemu Mikeyowi, który sześć paczek Pop Rocksów popił sześcioma puszkami coli (a to łakomczuszek!). To aż zaskakujące, ale nawet taka mieszanka nie powoduje rozerwania delikwenta, co doświadczalnie sprawdzili kiedyś sami Pogromcy Mitów.

Co zrobił producent Pop Rocksów? Przyjął równie samobójczą strategię, co poprzednicy od Bubble Yum. Zamiast poczekać, aż legenda umrze własną śmiercią, zaczął rozsyłać listy do szkół i publikować sprostowania w prasie. Nigdy nie uwierzycie, co się wydarzyło… Znowu się udało!

Ale oczywiście są tacy, co pytają, czy Pop Rocks aby nie są rakotwórcze!4


 

Warto pamiętać, że nie wszystkie legendy miejskie (i nie wszystkie słodycze) są szkodliwe. Czasem wystarczy trochę sprytu, by rozpowszechniony mit przekuć w coś, co nadaje marce niepowtarzalny sznyt i lekką nutkę dekadencji. Tak było np. w przypadku zielonych M&M’s

Zob. Dlaczego zielone M&M’s zwiększają ochotę na seks. Naukowe wyjaśnienie

 

Bibliografia

1W plastyczny sposób koniec gumy Turbo relacjonuje ją na swoim motoryzacyjnym blogu Piotr Rejowski: http://benzina.blog.pl/2014/06/13/popularne-gumy-ktore-powodowaly-raka/

2http://atrapa.net/legendy/rakoguma.htm

3Wiele tego rodzaju mitów korporacyjnych analizuje Gary Alan Fine w tekście „The Goliath effect: Corporate dominance and mercantile legends.” Journal of American Folklore (1985): 63-84.

4https://answers.yahoo.com/question/index?qid=20090518141614AAzVBO1

Czytaj dalej

Sporo komentarzy

    • McDonald’s zasługuje z pewnością na oddzielny post. Nie ma chyba drugiej marki, wokół której wyrosłaby równie bogata i złożona mitologia – częściowo tworzona oddolnie przez konsumentów, częściowo zaś w gabinetach speców od marketingu…

  1. Jestem z rocznika 89, mój brat 88. We wczesnym dzieciństwie to on był moim „guru”, więc robiłam to samo, co on, także – zbierałam tzw. turbówki. Do dziś pamiętam, jak doszło do kłótni i rękoczynów o jeden niezwykle rzadki okaz… Kilka lat później pobiłam się z siostrą, tym razem o gazetowy wycinek z pewną piosenkarką. Ach, te dziecięce emocje.
    Gdy zobaczyłam w Biedronce w sierpniu tego roku gumy Turbo, kupiłam od razu trzy, ale miałam wrażenie, że to nie ten smak.

    • „To nie ten smak” to niestety klasyka gatunku „mitów z dzieciństwa” rozciągająca się od „dawniej to robili wędliny” po „nowe Frugo to jednak nie stare”… Ale taki już urok nostalgii.

      A pewne rzeczy, z kolei, się zmieniają. Kiedy ja zobaczyłem w Biedronce wznowione Turbówki (z nostalgicznym hasłem „30 lat minęło”!) pierwszym odruchem było sięgnięcie po telefon i zrobienie zdjęcia. Sądząc z liczby podobnych fotografii, które dosłownie zalały mnie ze wszystkich mediów społecznościowych, mamy tu do czynienia z jakimś pokoleniowym instynktem: najpierw sfotografować, potem zjeść (#TheInstagramInstinct)…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.