Tajemniczy Niemiec i globalny spisek

Opowieść o transporcie kosztowności jest jedną z wielu historii o niemieckim skarbie, które usłyszałem podczas badań na Dolnym Śląsku. Można powiedzieć, że historia o Złotym Pociągu zalicza się do mitów średniej skali. Pod nią rozciągają się setki anegdot o malutkich skarbach, nad nią – fantazje żywcem przeniesione z filmów o przygodach Indiany Jonesa czy nawet książek Ericha von Dänikena.

Mikroopowieści o skarbie przybierają zwykle formę powtarzalnego scenariusza. Przyjeżdża Niemiec i prosi, żeby mu wynająć pokój, w którym się wychowywał lata temu. Oferuje 100 marek za jedną noc, nawet pokazuje zdjęcia. Na drugi dzień się okazuje, że pod parapetem jest wielka dziura, a Niemca już nie ma. Niektórzy mówią, że oni jeszcze tu wrócą – puentują często moi rozmówcy. – Nie ma potrzeby inwestowania w to, co tylko na chwilę jest nasze. To poczucie tymczasowości łączy zwłaszcza przedstawicieli najstarszego pokolenia.

Te największe opowieści o skarbach też często zaczynają się od drobiazgów, a potem obrastają kolejnymi szczegółami, by – niczym śnieżna kula – rozrosnąć się poza wszelką kontrolą do absurdalnych rozmiarów. Tak właśnie było na Zjeździe Eksploratorów, o którym już wspominałem. Mój pierwszy rozmówca przyjechał na miejsce na rowerze, dlatego przywiózł ze sobą tylko kilka najciekawszych znalezisk. Ale chwalił się, że w domu ma trzysta niemieckich książek.

– Tutaj w okolicach Głuszycy takich ludzi, co się tym interesują, jest multum. Tutaj jest mit takiej niemieckości. W stu procentach to wszystko jest zbudowane przez Niemców. Oni to wszystko znali, te sztolnie. A Polacy przyszli po wojnie, dokumentacja zniknęła i nikt już nie może dojść. A Wałbrzych ciągle ma sztolnie pozamykane i nie wiadomo, kto na tym rękę trzyma. Prawdopodobnie Niemcy.

Siedzimy pochyleni nad starą mapą… („Mapy oryginalne niemieckie mają tu niezwykle wysokie ceny. Nikt nie chce sprzedawać – nie wiadomo, co kryją.”) Stopniowo otaczają nas kolejni uczestnicy zjazdu, którzy spontanicznie dołączają do rozmowy, dorzucając swoje pomysły, domysły i „tematy”.

– O! Tu trasę kolejową można prześledzić! – Jeden z bardziej szanowanych w środowisku eksploratorów śledzi palcem linię meandrującą między gotyckimi literami. Potem pokazuje kolejne miejsca, w których coś może być.

– Wygląda na to, że na niektórych depozytach jeszcze ktoś rękę z zagranicy trzyma – wyjaśnia po chwili rozmowy. – Ja już tak czuję z odległości. Bo co się tylko chce, coś się zbliża, to zaraz się jakieś dziwne przeszkody pojawiają. Tu siedzi ten człowiek, co ma Złoty Pociąg odkopywać. Ja rękę sobie dam uciąć, że w tym roku nie zaczną.

– Nie zaczną, bo wywiad na tym rękę położył.

– Ale nasz? – pytam naiwnie

– Teraz nasz. Wcześniej utrudniał inny.

– Jak zaczęliśmy w Ludwikowicach dłubać, naraz się pokazała polsko-australijska spółka, która będzie wydobywała węgiel. W kopalni, która w 1930 r. została zamknięta. Jeden wielki kit! Oni chcieli przejąć władzę na tym terenie całkowitą, żebyśmy my przypadkiem nie dobrali się do jednego z szybów.

– Co myślicie, że tam może być w takim razie? – pyta Paweł.

– Technologia. Tam doświadczenia robił Schauberger nad silnikami antygrawitacyjnymi.

– Potem Amerykanie ich przejęli wszystkich. Niemcy się woleli poddać Amerykanom.

– Dlatego ten projekt już jest, dawno działa. Zobaczcie, w którym roku się pokazuje UFO w stanach. Zaraz po wojnie.

– Te wydarzenia w Roswell – włącza się w naszą konwersację jeden z przechodniów – to właśnie rozbił im się taki prototyp, a oni z tego zrobili show. Historia UFO jest bardzo ciekawa.

Widać wszystkie drogi prowadzą w okolice Wałbrzycha. Albo raczej wybiegają z niego. A może nie wcale drogi, tylko tory? Zgubiłem się już kompletnie i próbuję jakoś te wszystkie wątki poskładać w całość.

– No dobrze… To kto w takim razie w Ludwikowicach założył fałszywą firmę, która ma niby wydobywać węgiel? Polacy? Niemcy? Amerykanie?

– A cholera wie, kto na tym łapę trzyma…

– No ale to nie jest w interesie Polski, żebyśmy sobie zrobili własne antygrawitacyjne samoloty? – pytam nieśmiało.

– Polska nie ma interesów. Decyzje w sprawie Polski są zupełnie gdzie indziej podejmowane. Jesteśmy tylko małym trybikiem.


Znacznie więcej o gorączce złota w Wałbrzychu, Złotym Pociągu i poszukiwaczach skarbów przeczytacie na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Polecam jak zawsze, a nawet bardziej.

https://www.tygodnikpowszechny.pl/zloty-pociag-przejechal-159831

Wystarczy utworzyć konto, żeby co miesiąc czytać teksty za darmo. Ale najlepiej od razu kupić prenumeratę. To pismo to prawdziwy skarb 😉

Czytaj dalej

Jeden smutny, samotny komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.