Dlaczego krawat Trumpa jest taki długi?

No dobra… To nie jest teoria spiskowa, ani współczesny mit w bardzo ścisłym tego słowa znaczeniu. Tematyczny purysta mógłby wręcz stwierdzić, że to post niepasujący do profilu bloga. I w zasadzie pierwotnie trochę tak było.

Miałem już zupełnie wypalony mózg po iluś tam godzinach robienia swoich zwyczajnych zawodowych rzeczy (globalne oszczepienie, płaska Lechia, te sprawy), kiedy gdzieś tam mignęło mi zdjęcie Donalda Trumpa. No i pomyślałem sobie to samo, co milion razy wcześniej: dlaczego w zasadzie on ma taki długi krawat?! Czy w Białym Domu nie ma przypadkiem sztabu najlepszych na świecie specjalistów od krawatów, którzy mogą dobrać mu odcień, kształt i fakturę do faz księżyca, w oparciu o badania fokusowe i sondaż na reprezentatywnej próbce Amerykanów? Zwykle takie myśli znikają mi z wyobraźni, nim jeszcze na dobre się wyklują, ale tym razem byłem tak zmęczony, że sam nie wiem kiedy zacząłem googlać „why is Trump’s tie so long?”.

Do świata żywych wróciłem dopiero kilka godzin później. W totalnym szoku.

 

1. Poprawianie niedoskonałości

Nie znam się za bardzo na teorii krawatów, więc weryfikację konkretnych elementów tej teorii pozostawiam kolegom i koleżankom od mody i lajfstajlu. Z kronikarskiego obowiązku podzielę się w tym miejscu tylko kilkoma spostrzeżeniami wytropionymi na forach i modowych blogach. A potem przejdę do mityczno-semiotycznej puenty.

Pożądana sylwetka samca alfa, do którego roli niewątpliwie nasz bohater aspiruje, przedstawia coś w rodzaju litery „V” – wąsko w brzuszku, szeroko w ramionach. Niestety – Donald Trump ma w zasadzie budowę odwrotną. Bardzo wąskie ramiona i dość obfity brzuszek. Raczej typ Kubusia Puchatka niż Arnolda Schwarzeneggera.

Nie chodzi tu w żadnym wypadku o to, żeby kogoś krytykować za jego kształty (nie jestem Trumpem, żeby oceniać ludzi w ten sposób…). Raczej o fakt, że zważywszy, jakie gabaryty ma obecny prezydent USA, trzeba sobie powiedzieć, że prezentuje się naprawdę nieźle!

Według ekspertów Trump uzyskuje ten efekt nosząc garnitury o starannie wypchanych, poszerzonych ramionach. Żeby zachować dobre proporcje – poszerzenie ramion marynarki rekompensuje zbyt długim krawatem.

Z tego samego powodu niemal nigdy nie zapina marynarki. Nie jest to – twierdzą przebiegli eksperci – błąd, lecz celowy zabieg, także służący korekcie sylwetki.

 

2. Rys historyczny

W swoim szerokim, czerwonym krawacie Donald Trump wygląda jak przeniesiony w czasie z lat ‘80, czyli z czasów, gdy samochody miały być szybkie, kobiety – ładne, a świat należał do ludzi odważnych.

Nie trzeba być ekspertem od mody, żeby wpaść na pomysł analizy diachronicznej zjawiska, czyli – mówiąc po ludzku – sprawdzić, jak krawaty Trumpa zmieniały się w czasie. Odpowiedź na to pytanie niemal zwaliła mnie z krzesła.

Krawaty Trumpa nie zmieniały się w czasie. Podobnie jak jego nieco workowate garnitury i przedziwna fryzura. W swoim szerokim, czerwonym krawacie Donald Trump wygląda jak przeniesiony w czasie z lat ‘80, czyli z czasów, gdy samochody miały być szybkie, kobiety – ładne, a świat należał do ludzi odważnych. Krawat Donalda Trumpa odsyła wielu jego wyborców (a wcześniej telewidzów podziwiających jego programy) do epoki, w której nikt nie słyszał o globalnym ociepleniu, Ameryka właśnie dobijała upadający Związek Radziecki, a Wall Street była świątynią wieszczącą tysiąc lat nieustającej hossy.

3. Symbol falliczny

No i wreszcie aż mi głupio, że nie wpadłem na to od razu (czyżby mechanizm obronny psychiki?). Krawat Donalda Trumpa wygląda jak wielka, czerwona strzałka wskazująca wprost na jego hm… No tam, gdzie wskazuje krawat Trumpa.

Trudno o bardziej falliczny symbol i o bardziej fallocentryczną postać.

 

Dlaczego to było źle zadane pytanie?

Przejrzałem jakieś dwadzieścia tysięcy zdjęć Donalda Trumpa i miałem mnóstwo spostrzeżeń, dotyczących nie tylko jego krawata. Np. znam ludzi z naprawdę powtarzalną mimiką. W zasadzie każdy ma tylko kilka min, które ciągle robi i tak dalej… Ale Donald Trump naprawdę ma niepokojąco ograniczony repertuar ekspresji twarzowych…

Ale nie o tym. Przejrzałem te wszystkie zdjęcia i poznałem aż trzy możliwe odpowiedzi na pytanie „dlaczego krawat Donalda Trumpa jest taki długi”. I wtedy uświadomiłem sobie, że – jak to zwykle bywa w mojej branży – to było źle zadane pytanie. Powinniśmy pytać nie „dlaczego”, ale „co z tego wynika”.

Pytanie „dlaczego krawat jest za długi” dotyczy jednego, dość dziwnego faceta (który akurat pechowo jest prezydentem najpotężniejszego kraju na świecie). Pytanie „co wynika z tego, że krawat jest za długi” dotyczy w jakiś sposób nas wszystkich – wyborców, śledzących politykę, a nawet uciekających przed nią.

A co, jeżeli jest dokładnie odwrotnie! Jeżeli Trump wygrał wybory właśnie dlatego, że jego krawat był za długi!

Na pierwszy rzut oka Donald Trump wygrał wybory w USA pomimo faktu, że jego krawat był absurdalnie długi. (Tak można odczytywać głosy komentatorów-ekspertów dziwiących się, że wyborcy mogli obdarzyć zaufaniem figurę tak dziwaczną.) A co, jeżeli jest dokładnie odwrotnie! Jeżeli Trump wygrał wybory właśnie dlatego, że jego krawat był za długi! (W tej sytuacji zdziwienie ekspertów okazuje się częścią jego zwycięskiej strategii!)

I nie chodzi tu wcale o to, że opisane wyżej sztuczki zadziałały jak jakiś cudowny trik reklamowany przez internetowych kołczów. Chodzi o to, że przez ostatnie kilkanaście lat przyzwyczailiśmy się bardzo do faktu, że krawaty wszystkich poważnych polityków są idealnej długości. Właśnie dlatego, że stoi za nimi sztab najlepszych-na-świecie-ekspertów-od-krawatów.

Słowo polityka nie jest jego słowem – jest wynikiem pracy sztabu copyrighterów, ghostwriterów i speachwriterów. Poglądy polityka nie są jego poglądami, lecz uśrednionym wynikiem sondaży opinii publicznej. Krawat polityka nie jest jego krawatem, lecz wyhodowanym w laboratorium produktem superzaawansowanej inżynierii społecznej.

Często zwraca się uwagę na antyekspercki wymiar retoryki Donalda Trumpa. Warto więc zwrócić uwagę także na antyekspercki wymiar (dosłownie) jego krawata.

 

Rządy ekspertów

Pierwszym politykiem, który docenił rolę wizerunku i zatrudnił aktora jako konsultanta do spraw publicznych wystąpień był Eisenhower. Od jego czasów stało się to regułą, a określenie image oraz praca nad nim na dobre zagościły w polityce. Za symboliczny przełom uznać można moment dojścia do władzy Ronalda Reagana. Jean Baudrillard w Ameryce opisuje go jako punkt zwrotny w dziejach USA. Prezydent nie posiłkował się już dłużej wskazówkami aktorów, lecz… sam był aktorem misternie odtwarzającym powstający za kulisami scenariusz. Polityk stał się tworzywem, w którym skryci przed wzrokiem wyborców eksperci odtwarzali ich własne poglądy i oczekiwania.

„Profesjonalni konsultanci polityczni uzyskali mityczną zdolność, by jednym ruchem ręki przynieść swym kandydatom zwycięstwo” – pisze o konsultantach Stephen K. Medvic1. Z politycznym działaczem wiąże ich stosunek klient-wykonawca, ich moc jest niemal nieograniczona, a cel tylko jeden: zdobycie głosów wyborców. Z przeprowadzonych przez Medvica badań wynika, że stopień profesjonalizacji kampanii miał większy wpływ na ilość zdobytych głosów, niż ilość wydanych na nią funduszy. Największą zaś rolę odgrywali specjaliści od mediów i badania opinii publicznej2.

Tak tworzona polityka staje się tylko przedstawieniem. W swojej głośnej książce o kulturze narcyzmu Christopher Lash w ten sposób podsumowuje ten proces: „Cała polityka staje się formą spektaklu. Powszechnie wiadomo, że Madison Avenue pakuje polityków i promuje ich, całkiem jak by byli dezodorantami czy płatkami śniadaniowymi; ale sztuka public relations sięga nawet głębiej w życie polityczne, przekształcając samą esencję jej uprawiania.”

 

Koniec „House of Cards”

Choć serial „House of Cards” opowiada o niebezpiecznym psychopacie, który łamie wszelkie możliwe reguły, to zarazem przedstawia świat polityki niezwykle uładzonej, będącej doskonale wyreżyserowanym spektaklem.

Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że od „delegacji wizerunku” nie ma już w polityce ucieczki. Że jej postępująca profesjonalizacja i oddawanie się kandydatów w ręce ekspertów będzie zamieniać kolejnych polityków w coraz bardziej podobne do siebie marketingowe marionetki.

Choć serial „House of Cards” opowiada o niebezpiecznym psychopacie, który łamie wszelkie możliwe reguły, to zarazem przedstawia świat polityki niezwykle uładzonej, będącej doskonale wyreżyserowanym spektaklem. W „HoC” pokazywana na zewnątrz maska polityka jest zawsze produktem mnóstwa ukrytych mechanizmów. Frank Underwood, ze swoimi wygłaszanymi wprost do kamery monologami, zaprasza nas za kulisy polityki. Przyjemność oglądania hitu Netflixa jest więc przyjemnością z patrzenia na coś, co miało pozostać ukryte. Na tym polegał cały powab serialu.

Donald Trump proponuje politykę bez kulis. Sprzedaje on masom całkiem nową formułę reality show, w której przyszłość polityki zagranicznej albo społecznej może zależeć nie od chłodnych kalkulacji i starannej narady niewidzialnych ekspertów, lecz od humoru, w jakim obudzi się danego dnia jeden człowiek. Dlatego po zwycięstwie Donalda Trumpa oglądanie „House of Cards” przypomina trochę grzanie się przy ognisku w trakcie gigantycznego pożaru lasu.


 

Fenomen Trumpa można tłumaczyć na bardzo wielu polach. Jednym z interesujących wyjaśnień wydaje mi się jednak odruch protestu wynikający ze znużenia politykami, którzy wszystko mają właściwej długości: przemówienia, biografie, krawaty…

Trump ostentacyjnie nie pasuje do żadnych norm. Nieregulaminowy krawat (w dodatku podklejony taśmą) okazuje się w tej sytuacji przede wszystkim sygnałem, że mamy do czynienia z prawdziwą osobowością, a nie z marketingową wydmuszką.

Choć oczywiście nie mamy gwarancji, że tej strategii nie podpowiedział Trumpowi jakiś genialny spec od marketingu.


1Medvic Stephen K. (1998) The Effectiveness of the Political Consultant as a Campaign Resource, PS: Political Science and Politics, Vol. 31, No. 2.

2Medvic Stephen K., Lenart Silvo, (1997) The Influence of Political Consultants in the 1992 Congressional Elections, „Legislative Studies Quarterly” Vol. 22, No. 1

Czytaj dalej

Jeden smutny, samotny komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.