Menu Zamknij

Manicheizm stosowany. Analiza listu Jarosława Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński sprawnie posługuje się słowem mówionym. Lubię i od dawna analizuję jego dłuższe i krótsze przemówienia. Niestety, opublikowany wczoraj późnym wieczorem na Facebooku PiS list do członków partii rozczarowuje. Jest retorycznie bezbarwny, napisany niestarannie, razi w nim przypadkowe użycie wielkich liter, niespójności gramatyczne, niezręczności w rodzaju „godni Polacy” (zamiast „godność Polaków”).

A jednak warto rzucić okiem na ten dokument. Jest to bowiem wezwanie bojowe, pisane – jak stwierdza sam Kaczyński – w momencie „kryzysu” i „alertu”. Zawiera ono w sobie esencję bardzo specyficznego obrazu świata – zespołu wierzeń doskonale znanego badaczom mitów.

System manichejski:

  1. istotą świata jest odwieczny i wieczny, całkowicie binarny konflikt dobra i zła;
  2. rzeczywistość, w której żyjemy jest iluzją;
  3. tylko nieliczni wybrani znają prawdę;
  4. z tyrani iluzji może nas wyzwolić tylko gnoza – poznanie prawdy o sobie i świecie.

Ta ta sama mitologia, na której opierają się teorie spiskowe, wiara w Wielką Lechię czy „Ukryte terapie” Jerzego Zięby.

1. Binarny konflikt

Głównym bohaterem tekstu nie jest wcale dobra zmiana, lecz złowrogi „stary system”, któremu poświęcono większość listu. „Nasz” obóz charakteryzowany jest niemal wyłącznie negatywnie – jako odrzucenie „ich” systemu.

System natomiast opisany jest niezwykle szczegółowo. Jest „głęboko niesprawiedliwy, godzący w interesy milionów Obywateli, prowadzący do bezrobocia, niskich płac i niskich świadczeń społecznych”, a jednocześnie „nieefektywny, niezdolny do podejmowania wielkich przedsięwzięć zbiorowych, jak np. wielkich inwestycji […]. Obciążony wielką korupcją i pozwalający na wyprowadzenie z Polski wielkich środków za granicę.”

System jest czystym złem. Rządy PO to był czas trwonienia zysków z lat 2005-07 oraz „okradania państwa na wielką skalę”, „łamania praw obywatelskich”, a nawet „przetrzymywania w więzieniach – by tak rzec – «osobistych więźniów» Donalda Tuska”. W dodatku jego „ważną cechą było prowadzenie nieustannych działań zmierzających do dezintegracji społecznej, tworzenia i umacniania poczucia niższości, demoralizacji”.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że system nie ma twarzy, a Donald Tusk jest jego jedynym przedstawicielem wymienionym z imienia i nazwiska. Tego zaszczytu nie dostąpił ani Rafał Trzaskowski, przeciwko któremu mobilizować ma list, ani też żaden przedstawiciel obcych mocarstw czy obcego kapitału, o których Jarosław Kaczyński wspomina nieustannie. Słudzy zła ukrywają się w cieniu. Nie mają twarzy ani imion. Są wszystkim i nikim. No i Donaldem Tuskiem, oczywiście.

2. Rzeczywistość iluzji

Skoro PiS jest dobrem, a jego przeciwnicy – złem, to czemu w ogóle ktoś głosuje na opozycję? Czemu ludzie wybierają ciemność zamiast światła? Otóż dlatego, że na straży naszego świata stoją, jak w wielu wersjach mitologii gnostyckiej, potężni strażnicy iluzji zwani Archontami.

„Opowieści o demokracji i o państwie prawa, politycznym pluralizmie były w tym systemie jednym wielkim oszustwem, a jedynym naprawdę obowiązującym prawem było prawo silniejszego i to zarówno z naszego kraju, jak i zewnętrznego.”

To taka polityczna wersja Matrixa, albo, jeżeli kto woli, znanego z ludowej wyobraźni „świata na opak”, w którym dobro nazywane jest złem, a zło – dobrem. Istotą iluzji rozsnutej przez system jest, jak pisze Kaczyński, „całkowite przeinaczanie znaczeń słów”, a nawet „zbudowanie przez media swoistej kontr-rzeczywistości, świata wirtualnego, nie mającego praktycznie żadnego związku z faktami.”

System posługuje się „socjotechniką opartą o ciągłe powtarzanie kłamstw”. Ostatni przykład to próba przekonania wyborców, że pewien anonimowy kandydat KO na prezydenta jest „katolikiem i kontynuatorem 'Solidarności'”, podczas gdy w rzeczywistości jest to „przedstawiciel skrajnej lewicy” i „zwolennik ideologii LGBT” . „Wszystko to może budzić śmiech – podsumowuje Kaczyński – ale w obliczu siły medialnej obozu naszych przeciwników jest bardzo groźne.”

Takie działanie staje się możliwe „tylko dzięki istnieniu faktycznego monopolu medialnego sił broniących społecznego zła”. Heroicznym celem dobrej zmiany staje się więc: „Wygranie wyborów wbrew fali kłamstw, wbrew całej machinie, która wmawia naszym Rodakom, że dobro jest złem, a zło – dobrem.”

W ten sposób płynnie przechodzimy do kolejnego kluczowego elementu mitologii manichejskiej.

3. Tylko wybrani znają prawdę

Zasada konformizmu sprawia, że chętnie kibicujemy zwycięskim drużynom. Zwykle unikamy otwartego prezentowania poglądów, które są w mniejszości. Dlatego zazwyczaj opłacalne jest przedstawianie się jako faworyta. Wyjątkiem jest sytuacja, w której cała atrakcyjność danej tożsamości opiera się właśnie na obietnicy buntowniczej elitarności. Prezes PiS proponuje w swoim liście taką właśnie narrację – opowieść o rebeliantach stawiających czoło potężnemu imperium. Oto bowiem przeciw dobrej zmianie od lat działa potężny front.

„Zdecydowana przewaga wciąż należy do zwolenników starego systemu” – przypomina wielokrotnie Jarosław Kaczyński. Opozycja wprawdzie poniosła ostatnio wiele porażek, ale „ciągle ma bardzo duże możliwości i jest w stanie szkodzić nie tylko Prawu i Sprawiedliwości, ale przede wszystkim Polsce.”

To kluczowy dla retoryki PiS zabieg pozwalający politykom tej formacji sprawować pełnię władzy, nie zmieniając opozycyjnej retoryki walki z przeważającymi siłami wroga. W kraju ukształtowanym przez zabory, drugą wojnę światową i PRL to naprawdę ważne.

System wciąż utrzymuje się przy władzy, a dobra zmiana jest blokowana ze względu na istnienie patologicznego zjawiska, jakim jest… opozycja. Byłoby łatwiej, gdyby istniała zgoda – ubolewa Kaczyński.

Co interesujące, za wzór obiera tu państwa Zachodu, gdzie taka zgoda „panowała w latach 1946-1973”. 1973? Skąd ta zaskakująca data? Otóż faktycznie, według wielu badaczy historii idei jest to kluczowy punkt upadku powojennej narracji opartej na kolektywizmie na rzecz indywidualizmu wiązanego z jednej strony z rewolucją kulturalną, z drugiej zaś – ze stopniowym rozwojem ideologii neoliberalnej. 1973 to rok kryzysu naftowego i puczu Pinocheta w Chile. Ten zakres dat jest być może najbardziej interesującym punktem całego listu, pokazuje bowiem, że za tą bardzo uproszczoną, manichejską wizją świata kryć się może ciekawa refleksja nad przemianami społecznymi ostatniego stulecia oraz deklarowana chęć rozbratu z kultem indywidualizmu i minimalistycznego państwa organizującym debatę publiczną przez ostatnie kilka dekad.

Ale wróćmy do tekstu.

„Demokracja musi jednak obejmować sferę porozumienia, w tym zgodę na przestrzeganie prawa, honorowanie wyniku wyborów i elementarnej lojalności wobec narodu i państwa. Kto te zasady odrzuca, staje się siłą antydemokratyczną, antypaństwową, antykonstytucyjną i w istocie zewnętrzną.”

Oto jeden z ulubionych chwytów Kaczyńskiego – wykluczenie ze wspólnoty tych, którzy się z nami nie zgadzają. To ważny element ideologii manichejskiej, o którym warto pamiętać. Ci, którzy nie doznali oświecenia, pozostają w zniewoleniu i nie mają pełni człowieczeństwa. Jak wrogowie w Matriksie.

4. Wyzwoli nas poznanie

Dobra zmiana to przede wszystkim odrzucenie systemu. Z listu nie dowiadujemy się wiele o projektach gospodarczych czy społecznych PiS. Na wzmiankę nie zasłużyła żadna z wielkich inwestycji. Ekonomia służy wyłącznie jako odskocznia do polityki kulturalnej, w szczególności zaś polityki pamięci. Bo prawdziwa dobra zmiana nie dokonuje się najpierw w fabrykach i portfelach, lecz w zbiorowej wyobraźni. Tylko uwalniając z okowów dusze Polaków będziemy w stanie odczynić klątwę pętającą wszelkie inne obszary życia.

Nawet gdy Kaczyński pisze o „zapewnieniu bezpieczeństwa”, trzy słowa (dosłownie) poświęca sile militarnej i gospodarczej, a następnie jego uwagę zajmuje siła społeczna „wyrastająca z poczucia przynależności do Polskiej(!) wspólnoty, z patriotyzmu, z poczucia własnej wartości, z pozbycia się kompleksów oraz z odrzucenia systemu […]”

W ten sposób kluczowym środkiem do zbudowania w Polsce dobrobytu okazuje się obrona prawdy o historii Polski „przeciwdziałanie haniebnym i bezpodstawnym oskarżeniom rzucanym na nasz Naród od dziesięcioleci […] a nawet stuleci.”

„Polacy muszą zbudować poczucie własnej wysokiej wartości, by móc korzystać z tego wszystkiego, co w życiu człowieka dobre i piękne, twórcze i pozytywne.”

Oto esencja listu Kaczyńskiego. Jeżeli podążymy, za jego radą, czeka nas:

„Polska szczęśliwych, godnych oraz mających poczucie sensu i znaczenia swego życia Polaków.”

Czego sobie i Państwu życzę.

Syndrom oblężonej zmiany

Na koniec powtórzę raz jeszcze. To nie był najlepszy tekst Kaczyńskiego. W esencjonalny sposób pokazywał wprawdzie to, co w narracji PiS atrakcyjne, obnażył jednak przy tym istotne luki w argumentacji.

Osadzając swoje wezwanie bojowe w manichejskiej strukturze, Kaczyński tworzy paradoksalną konstrukcję „oblężonej zmiany”. Można oczekiwać wroga w Okopie św. Trójcy, można odważnie atakować. Nie można robić obydwu tych rzeczy na raz.

Kaczyński miesza w liście toposy pochodu i konduktu – kroczenia w przyszłość i skupienia na przeszłości. Nie można ogłaszać zmiany, budując całą retorykę na powrocie do tego, co dawne. Nie można kroczyć ku przeszłości tyłem, bo to grozi bolesnym upadkiem. Nieustanne powtarzanie, że Polacy powinni się pozbyć kompleksów, jest niczym innym, jak komicznym dowodem kompleksu.

Problem z tym listem jest zatem taki, że w tej strukturze lider PiS sytuuje się jednak po stronie trwania, niebezpiecznie utożsamiając się z systemem, któremu poświęca tyle uwagi. Co zresztą prowadzi do interesującej Freudowskiej niezręczności.

W jednym z akapitów Kaczyński opisuje system obciążony korupcją, w którym rzekomy pluralizm jest jednym wielkim oszustwem, system, w którym panuje bezwzględne prawo silniejszego, żeby na koniec dodać „całe to ogromne przedsięwzięcie wciąż jeszcze jest w toku i wymaga kontynuacji przez wiele lat”.

Ups.

Czytaj dalej