Dostrzeżone kątem oka. Jak kamera w telefonie zabiła UFO, duchy i Wielką Stopę

UFO w wersji, jaką znamy z mitu Roswell, Strefy 51 czy serialu „Z Archiwum X” pozostaje ściśle związane z określoną technologią utrwalania obrazu. Niewyraźne, nieostre, niedoświetlone obrazy fotografii analogowej i kamer wideo pobudzały wyobraźnię, zostawiając wiele miejsca na to, co niedopowiedziane.

W ten sposób fotografia zawsze pozostawała jedynie pretekstem – punktem wyjścia, od którego rozpoczynała się opowieść. To relacje naocznych świadków oraz rozbudowane interpretacje tropicieli zjawisk paranormalnych tworzyły wokół UFO niezwykle atrakcyjną mitologię, którą można by nazwać mitologią „dostrzeżonego kątem oka”. Opierała się ona na zgłębianiu tego, co – dosłownie i w przenośni – mieściło się na krawędzi pola widzenia. Na niedoskonałej fotografii Nieznane czaiło się w ciemności, w głębi kadru albo przemykało po jego krawędzi. Było zbyt szybkie lub zbyt odległe, by utrwalić się w sposób wyraźny.

YouTube tępi potwory

Obserwując repertuar kin i tabloidowe doniesienia nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mitologia „dostrzeżonego kątem oka” jest dziś w odwrocie. Opowieści o latających spodkach, duchach i ukrytych potworach przestały rozpalać zbiorową wyobraźnię1.

Zapewne – jak to zwykle bywa w przypadku zjawisk społecznych – odpowiada za to wiele przyczyn. Jedną z nich jest, jak się wydaje, rozszerzenie naszego pola widzenia, jakie zapewniły nowe media. Chodzi przede wszystkim o wszechobecność zapisu obrazu i poprawę jego jakości.

Do takiego wniosku doszedł m.in. Stuart Walton – publicysta związany z „Guardianem”, badacz kultury wizualnej i autor m.in. przełożonej na język książki Odlot. Kulturowa historia odurzenia:

„Każdy może teraz sfilmować wszystko smartfonem. Kamery telewizji przemysłowej (CCTV) potwierdzają, że na opuszczonych nocą ulicach nie dzieje się nic. Kamery wideo utrwalały tylko najważniejsze wydarzenia z naszego życia (śluby, rocznice, urodziny), ale dziś w zasadzie nic nie wymyka się czujnej uwadze YouTube’a. W złotych czasach opowieści o duchach ulotnym Świętym Graalem wydawała się fotografia czy film przedstawiający widmową emanację. Dziś nic nie powinno już stać na przeszkodzie dostarczeniu dowodów. A jednak – wszystko, co mamy, to dziwne białawe rozmycie, które równie dobrze może okazać się zaciekiem na ekranie.”2

Jak dawniej odkrycia geograficzne unicestwiły mity o ludach Jednonogich czy Psiogłowców, tak dziś YouTube wypiera kosmitów, rozszerzając zasięg naszego spojrzenia.

Photoshop zabija kosmitów

Do śmierci „dostrzeżonego kątem oka” w nieoczywisty sposób przyczyniły się także cyfrowe narzędzia manipulacji obrazem. Rola obrazów fałszywych, zręcznie zmanipulowanych czy starannie zainscenizowanych w historii badań nad zjawiskami paranormalnymi jest trudna do przecenienia. Ograniczone możliwości technicznej manipulacji fotografią sprawiały jednak, że przez cały wiek dwudziesty cieszyła się ona (nierzadko niezasłużonym) kredytem zaufania. Wydawało się, że to, co utrwalone na fotografii, jest prawie jak zobaczone na własne oczy.

Tymczasem błyskawiczny rozwój narzędzi do cyfrowej manipulacji obrazem sprawia, że publiczność staje się coraz bardziej sceptyczna wobec tego, co widzi. Efekty specjalne znane z kinowych ekranów i zuchwałe manipulacje stron z fałszywymi wiadomościami mogą nas zachwycać lub konfundować, ostatecznie jednak zapewne doprowadzą do swoistego znieczulenia na bodźce wizualne.

Powszechna dostępność prostych w obsłudze narzędzi do podszywania się pod czyjś głos czy obraz albo wycinania i dodawania postaci ze zdjęć może – jak prorokują niektórzy autorzy3 – doprowadzić do fakenewsowej „infokalipsy”. Ale równie dobrze może też sprawić, że fotografia i film utracą swój uprzywilejowany status, stając się równorzędne rysunkowi czy ustnej opowieści. Równie łatwo będzie za ich pomocą mieszać prawdziwe i zmyślone, rzeczywiste i mitologiczne.

Co będzie dalej?

Odpowiedź na to pytanie, jaką przynosi nam zbiorowa wyobraźnia, jest nieoczywista. Jak to często bywa, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej, najlepiej sięgnąć do przeszłości.

Warto na przykład pamiętać, że dwudziestowieczna mitologia niesamowitości związana z krawędzią pola widzenia nie pojawiła się znikąd. To nie tak, że przed wiekiem dwudziestym nie było „zjawisk paranormalnych”. Nowa mitologia stopniowo wkraczała na miejsce ukształtowane przez prasę drukowaną (wraz z rozbudzającymi wyobraźnię rycinami!), a wcześniej jeszcze – przez słowo mówione.

Kosmici, upiory i potwory sprzed epoki fotografii i filmu byli na przykład mniej ujednoliceni – fotografia jest niezwykle silnym narzędziem synchronizowania wyobraźni. Pomyślmy tylko, że przed czasami rozpowszechnienia fotografii ludzie w zasadzie nie wiedzieli jak wyglądają ich władcy czy odległe miejsca (a nierzadko stolice krajów, w których przyszło im żyć). Tak więc niezależnie od zmian związanych z rolą, jaką w wyjaśnianiu „niezwykłych zjawisk” zaczęła pełnić nauka (konkurująca na tym polu chociażby z religią), ostatnie stulecie było więc czasem przemiany wizualnego wymiaru niezwykłości.

Kosmici, Yeti i poltergeisty nie są więc skazani na wymarcie, lecz raczej zmuszeni do ewolucji, która zapewni im przetrwanie w świecie poszerzonego pola widzenia.

Mogą też wybrać nieoczywistą strategię przetrwania i schronić się… w przeszłości. Na łamach „Mitologii” kilka razy pisałem już o „retro science fiction”. Poszerzenie pola widzenia tworzy bowiem obszar tęsknoty za tajemnicą. To, co dawniej pozostawało niedostrzegalne i niewypowiedziane, w dobie YouTube’a i kamer w telefonach staje się przedmiotem nostalgii.

Kosmici i duchy mogą więc znaleźć schronienie w tym samym kartonie na strychu naszej wyobraźni, w którym trzymamy stare kasety wideo, walkmana i koślawą Myszkę Miki. Wyprawa w kosmos okazywać się będzie tym samym wyprawą w nasze dzieciństwo czy nawet czasy naszych rodziców. Zdaje się, że scenarzyści filmów i seriali już wyczuli tu żyłę złota (To na podstawie Kinga, Stranger Things). Co ciekawe, maszyneria wizualnej magii zostaje wówczas wykorzystana nie tylko do tworzenia realistycznych potworów, lecz przede wszystkim do perfekcyjnego odtworzenia BMXów i przedmieść z lat ‘80. Bo tylko cyfrowo zrekonstruowana analogowa kamera wideo może przywołać na ekran wiarygodnego kosmitę.

 

________

1Zob. np. What Happened to Weird?, Guardian, https://www.theguardian.com/g2/story/0,3604,1238030,00.html

2Stuart Walton, Seing and Believing, https://aeon.co/essays/why-have-we-stopped-seeing-ufos-in-the-skies

3http://www.fpiec.pl/tech-moto/coco-cloak-beda-grozniejsze-niz-fake-newsy-mamy-przerabane-mowi-autor-infokalipsy

Czytaj dalej

7 Comments

  1. Pełna zgoda: mitologia na temat UFO jest ogromna, a manipulacje tę mitologię rozbudowujące aż biją po oczach. Czy jednak z tego faktu wynika, że fenomen UFO można zredukować do mitu i do manipulacji? Czy UFO to tylko zjawisko mentalne, wytworzone przez kulturę? Takie, z którego można się wyłącznie pośmiać? Jakie jest Pana zdanie w tej kwestii?

  2. Coraz częściej słyszy się, że świadkowie różnych zdarzeń nie włączają się w nie (np. by pomóc ofierze), ale filmują/fotografują. Dokładność odwzorowania i wszechobecność obrazu przekładają się nie tylko na brak rozróżnienia między filmem spreparowanym a dokumentem filmowym, ale nawet między filmem jakimkolwiek a rzeczywistością. Zatem z jednej strony dowolna filmowa relacja może być traktowana jak podróbka (co sprzyja trwaniu różnych mitów, na przykład płaskoziemskiego), dowolny film fabularny jako źródło prawdy historycznej (również widać to dziś), a z drugiej wszystko to może być tylko contentem na fejsa, a tym może być również sama rzeczywistość. Takie zrównanie wszystkiego będzie bronią obosieczną, może część mitów wykorzenić, ale ułatwi drogę innym.

  3. Ja bym powiedział, że fotografia odgrywała jednak raczej poboczną rolę w złotej epoce UFO. I nie tyle chodziło o to, że była niedoskonała, a raczej o to, że jej nie było wcale. („Panie, nie mam zdjęcia spodka, bo nie zdążyłem wyjąć Zenita z szuflady i włożyć kliszy” — dzisiaj takie wytłumaczenia nie przejdą)

    Zresztą jeden komiks jest wart 857 słów…: https://xkcd.com/1235/

    Czepiając się jeszcze sformułowań: „Kosmici […] sprzed epoki fotografii i filmu byli na przykład mniej ujednoliceni” — kim mieliby być ci kosmici?

    Natomiast co do retrotęsknot, to celne uwagi, jak się choćby popatrzy na nowe książki ufologiczne, to jest to w większości odgrzewanie starych (czasami bardzo starych) kotletów (Roswell, Socorro, etc.)

    • 1. Komiks jest rewelacyjny!!

      2. Niezdążony Zenit to jedna rzecz, ale kluby UFO zawsze zorganizowane były też wokół wspólnego oglądania rozmytych zdjęć. Świetna wystawa była w zeszłym roku w Krakowie (http://2017.photomonth.com/pl/portfolio/nierozstrzygajacy-moment/). To tam się zainspirowałem, żeby na UFO spojrzeć też jako na produkt pewnej kultury wizualnej (nie tylko zdjęcia tam były, ale też fascynujące wykonywane ręcznie „rysunki techniczne”, notatki z obserwacji, maszynopisy raportów itd.)

      3. Kim byli kosmici sprzed epoki fotografii i filmu? Zasadniczo trzy etapy się w literaturze wyróżnia przed nastaniem właściwych kosmitów: religijny (znaki na niebie pochodzą od bogów), naturalny (piorun kulisty itp.), technologiczny (np. niemieckie balony zwiadowcze). A i sporo klasycznego SF powstało jeszcze przed tym, nim fotografia/film zdominowały masową wyobraźnię.

      • 2. No, nie wiem jak to było klubach UFO, bywalcem nie byłem, może rzeczywiście oglądano rozmyte zdjęcia. Pewnie mam skrzywiony ogląd przez obcowanie z materiałem tekstowym… Ja bym bardziej zwrócił uwagę na kult wycinka, np. to: http://terranovakkk.nazwa.pl/instalator/wordpress/kronika-ufo-1982/ (nie żebym się strasznie naśmiewał, sam jestem maniakiem wycinków). A tych zdjęć UFO w Polsce, to tyle co kot napłakał (odcisk łap kosmity na szybie sobie tylko przypominam, w nowszych czasach były jeszcze sklejone miski). Wizualnie to komiks Baranowskiego miał większe znaczenie, mam wrażenie.
        3. Kosmici mi się kojarzą technologicznie… (samo słowo jest też, o ile mi wiadomo, raczej świeże), więc po mojemu dopatrywanie się kosmitów przed XX w. to anachronizm. Były różne kuriozalne wcześniejsze przypadki, ale ja bym powiedział, że kosmici narodzili się w połowie XX w. W czasie Wielkiej Fali (dzisiaj byśmy powiedzieli) UFO nad Polską w 1892 r. widziano steampunkowych Prusaków za sterami, nigdy kosmitów (służę szufladą wycinków jak by co)

  4. OK ale dlaczego ograniczacie się do XX w.? Skoro UFO jest przedstawiane na obrazach renesansu, w zakazanych księgach Biblii. W ogóle „ci którzy przybyli z nieba” są obecni we wszystkich religiach i starych podaniach. Jest też masa dowodów na to że kiedyś odwiedzała nas cywilizacja pozaziemska.
    Wiadomo nie należy wierzyć we wszystkie nagrania na YT bo większość to sfingowane wideo.

  5. „Jest też masa dowodów na to że kiedyś odwiedzała nas cywilizacja pozaziemska.”

    chętnie zapoznamy się z tymi dowodami, czekamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.