Sorrentino czyta Spenglera. Co to znaczy, że papież jest młody?

Papiez-mlody-circleNowy serial Paolo Sorrentino jest taki, jak jego bohater. Właśnie skończyłem ostatni odcinek i dalej nie wiem, o co chodzi. Lubię, czy nie znoszę? Jest świętym, czy pozerem? Nie wiem nawet, czy jest żywy, czy martwy.
„Młody papież” tracił widzów i zrażał ich do siebie równie szybko i skutecznie, jak Pius XIII tracił wiernych. Alienował ich barokową przesadą i brakiem wyraźnej osi fabularnej. Obiecywał Amerykę i puszczanie oka, a dawał dziwny, niespójny traktat o moralności. Trudno więc o lepszą odpowiedniość formy i treści.

Świat kontrastów

Ale może to mój problem, a nie Sorrentino? Może to serial napisany specjalnie po to, by torturować strukturaistów? Jak pouczał nas Claude Levi-Strauss, kultura składa się z systemu opozycji. Dobre-złe, wysokie-niskie, jadalne-trujące.

Najbardziej nawet wysublimowane dzieła można rozłożyć na czynniki pierwsze, analizując na przykład, jak bohater przechodzi od dzieciństwa do dorosłości, od egoizmu do altruizmu, od zła ku dobru.

Oczywiście dzieciństwo, egoizm czy dobro trudno ukazać na ekranie (opowiedzieć w micie, wyrazić w muzyce…), historie przedstawiamy więc, posługując się kolejnymi opozycjami, które oznaczają te pierwsze. Zasada jest taka, że to, co abstrakcyjne, przybliżamy przy użyciu tego, co dostępne dla zmysłów. Na ekranie powinniśmy więc oglądać bohatera najpierw smutnego, potem wesołego, najpierw w ciemności, potem w świetle, najpierw pokazywanego z góry, potem – z dołu i tak dalej. Tyle w teorii, która zwykle działa….

Zniesienie opozycji

W tym przypadku metoda okazuje się jednak pułapką. Nowe dzieło Sorrentino jak zwykle jest bardzo zmysłowe. I pełno w nim kontrastów. Wizualnych, dźwiękowych, fabularnych… Reżyser nie tyle ukazuje opozycje, ile wręcz pławi się w nich! Świętość sąsiaduje z podłością, boskie interwencje z politycznymi machinacjami, wielkoduszność z okrutną mściwością, jaka charakteryzuje czasem dzieci i tyranów. Sorrentino nie rozpina jednak na tych kontrastach żadnej opowieści. Nie doprowadza do przejścia, pojednania, nie kreśli czytelnych wektorów. Dystrybucja znaków w przestrzeni i czasie wydaje się zupełnie losowa.

Jakby na potwierdzenie tych słów w ostatniej scenie serialu Pius XIII przez kilka minut ciągnie niekończącą się litanię opozycji: młodzi-starzy, zdrowi-chorzy, mężczyźni-kobiety… By na koniec stwierdzić, że to wszystko bez znaczenia, bo „Bóg się uśmiecha”. Zgodnie z mottem Piusa XIII – nieobecność jest obecnością. Sens pozostaje nieujawniony.

Problem z tego rodzaju tajemnicami jest jednak taki, że nie sposób ich odróżnić od pustego banału. Podobnie jak Piusowi XIII, Sorrentino nie można powiedzieć „sprawdzam!”. Owszem, można godzinami bawić się w interpretację „Młodego papieża”. W internecie trafiłem na próby wyjaśnienia serialu kluczem symboliki masońskiej, szczegółowej analizy związku dziesięciu przedstawionych w czołówce dzieł sztuki z treścią kolejnych odcinków itp. Sam reżyser zastawia też sporo pułapek na interpretatorów (zwłaszcza na zwolenników groszowej psychoanalizy). Nie trafiłem jednak jeszcze na recenzję, której autor nie pozostałby na koniec z niczym.

Młodość i starość

Jedna tylko opozycja wydaje mi się w serialu opracowana w sposób umożliwiający konkluzywną interpretację. To zasugerowana już w tytule para młodość-starość. Z tym, że nie wyraża się ona wcale w planie biograficznym. Nawiązuje natomiast do niezwykle popularnej ostatnimi czasy metafory „starzenia się” Europy.

Od czasów Zmierzchu i upadku Cesarstwa Rzymskiego Edwarda Gibbona, przez Zmierzch Zachodu Oswalda Spenglera aż po współczesne odczytania spod znaku pop-Huntingtona ciągnie się procesja autorów opisujących życie cywilizacji w kategoriach organicznych. Oto kultury mają właściwy sobie czas dzieciństwa, młodości i zmierzchu. A kiedy przychodzi starość – pora położyć się do grobu i ustąpić miejsca młodszym.

Model ten, połączony z Huntingtonowską wizją zderzenia cywilizacji, zyskał niezwykłą popularność po 11 września, a współczesny kryzys migracyjny jeszcze przydaje mu wiarygodności. Zachód się starzeje. Na pozycji światowego lidera zastąpi go najprawdopodobniej „młody” Islam. Diagnozy demograficzne miesza się z kulturowymi, socjologicznymi i filozoficznymi, chętnie zestawiając Unię Europejską drugiej dekady XXI w. z upadającym Rzymem czy nawet cywilizacjami prekolumbijskimi. To oczywiście bzdura. Historia nigdy się nie powtarza w sposób dosłowny, a cywilizacje to nie żywe organizmy.

A jednak powtarzana dostatecznie często idea zaczyna oddziaływać na społeczeństwo. Czy faktycznie nie jest tak, że wiele dominujących elementów naszej kultury utożsamiamy dziś ze starością i przypisywanym jej brakiem zdecydowania i konsekwencji? Cechy, które w innym systemie metafor można by określić jako „mądrość”, „dojrzałość” itp., opisuje się jako przejawy słabości i schyłku.

W wizji wielu komentatorów Europa nie jest już więc „otwarta”, „tolerancyjna” ani „gościnna”, lecz tylko zbyt słaba i leniwa, by „bronić swych wartości”. Nie mówimy już, że „wyciągnęła lekcje ze straszliwej przeszłości”, lecz „nie widzi przyszłości” lub wręcz „zdradza swą wspaniałą tradycję”.

Młody papież

młodość wiąże się przede wszystkim z pewnością. Młodość uwalnia nas od nieznośnych pytań o słuszność tego, co robimy.

Sądzę, że to dość dobry klucz do zrozumienia „Młodego papieża”. Nie jako traktatu o kościele, władzy, byciu gwiazdą rocka w sutannie, lecz właśnie jako opowieści o Europie, która sama sobie zarzuca starość.

W „Młodym papieżu” nie chodzi o wiek Piusa XIII. Młodość w świecie Sorrentino można zrozumieć tylko w opozycji do starości utożsamionej właśnie z odchodzącą epoką. Starość w serialu przedstawiona jest jako niepewność, negocjacje, konsensus. Tymczasem główny bohater działa odrzucając te wszystkie elementy. Zawraca kościół ze ścieżki tolerancji, otwartości i poszukiwania na drogę wiary, pewności i posłuszeństwa.

Bo młodość, także młodość cywilizacji w modelu organicznym, wiąże się przede wszystkim z pewnością. Młodość uwalnia nas od nieznośnych pytań o słuszność tego, co robimy. Zacieśniając okowy dyscypliny, Pius XIII obiecuje swoim wiernym najpiękniejszy rodzaj swobody: wolność od wolności.

Na koniec Sorrentino nieco łagodzi drapieżny rys Piusa XIII. Być może w jakimś sensie jest to zatem także serial o dojrzewaniu (czy starzeniu się). W feerii barw, kształtów i kolorów warto jednak dojrzeć także artystyczne przetworzenie dominującego dziś wyobrażenia o naszej cywilizacji i jej niechybnym przeznaczeniu.


Więcej, lepiej i ciekawiej piszę o Młodym papieżu na łamach nowego „Tygodnika Powszechnego”. W kioskach od środy.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.