Efekt widza. Jak morderca i blagier zmienili psychologię i świat na lepsze


Efekt widza - rozproszenie odpowiedzialności
Co łączy numer alarmowy 911, pożyteczną teorię psychologiczną, lepsze kursy pierwszej pomocy i spektakularną reporterską karierę? Wszystko to dobre skutki… brutalnego morderstwa i dziennikarskiej nierzetelności.
Poznajcie historię morderstwa i blagi, które zmieniły świat na lepsze.

Efekt widza

Philip G. Zimbardo, autor słynnego eksperymentu z więzieniem i jednego z najpopularniejszych podręczników psychologii nie kryje oburzenia:

Przez więcej niż pół godziny 38 szacownych, praworządnych obywateli Queens, śródmiejskiej dzielnicy Nowego Jorku, obserwowało, jak morderca ścigał i kłuł nożem pewną kobietę, trzykrotnie ponawiając napaść […] tylko jeden świadek zatelefonował na policję, kiedy kobieta  była już martwa. [3]

Każdy, kto uczył się kiedyś psychologii, miał szansę poznać tę historię. Opowieść o wydarzeniach feralnej nocy 13 marca 1964 r. przytacza się w niezliczonych podręcznikach jako przykład na „rozproszenie odpowiedzialności” wywołane przez tak zwany „efekt widza” [ang. bystander effect]. W największym skrócie: jeśli coś złego dzieje się w obecności zbyt wielu świadków, każdy z nich czuje się zwolniony z odpowiedzialności. W końcu dlaczego to właśnie on miałby zareagować?

Śmierć dziewczyny zapisała się więc w historii psychologii nie z powodu szczególnej brutalności, lecz właśnie ze względu na brak jakiejkolwiek reakcji sąsiadów, którzy widzieli i słyszeli, co się dzieje. Wszelkie inne szczegóły zbrodni zatarły się z czasem, ustępując miejsca temu jednemu: przerażającej obojętności świadków. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości sprawy wyglądały nieco inaczej, niż to możemy przeczytać w podręcznikach…

 

Jak było naprawdę?

Niemal pół wieku po wydarzeniach grupa psychologów przeprowadza drobiazgowe śledztwo, którego wyniki przedstawione zostały artykule opublikowanym w „American Psychologist”[2]. Rekonstruowana przez nich historia zaczyna się zgodnie z tym, co już wiedzieliśmy. Niczego nieświadoma Genovese wysiada z samochodu. Winston Moseley, który śledził ją już od dłuższego czasu, podąża za nią. W pewnym momencie, przed domem dziewczyny, wyciąga nóż i uderza. Tu jednak następuje zwrot akcji niepasujący do kanonicznej wersji legendy.

Oburzeni komentatorzy i badacze „rozproszonej odpowiedzialności” podkreślali, że Moseley odchodził i ponownie wracał na miejsce zbrodni nienękany przez nikogo. Okazuje się jednak, że było wręcz przeciwnie. Zaraz po tym, gdy padł pierwszy cios… napastnika odegnał zaniepokojony świadek.

Nie wiedząc jeszcze, co się dzieje, jeden z sąsiadów otworzył okno i krzykiem spłoszył Moseleya. Wierząc, że był jedynie świadkiem szarpaniny, sąsiad spokojnie wrócił do łóżka. Podobnie postąpili pozostali lokatorzy, przekonani, że słyszeli odgłosy zwyczajnej kłótni.

Tymczasem ranna Genovese dotarła na dziedziniec budynku, w którym mieszkała. Tam Moseley dopadł ją po raz drugi, zgwałcił i ponownie pchnął nożem. Również wtedy zachowanie świadków było inne od tego opisywanego przez psychologów.

 

Morderstwo na scenie i scena morderstwa

Wizja zabójstwa dokonanego jak gdyby na scenie, przy asyście niemal czterech dziesiątek obojętnych widzów doskonale pasowała do założonej tezy.

Czy faktycznie, jak pisze Zimbardo, przez pół godziny 38 „szacownych, praworządnych obywateli” stało w oknach i „obserwowało, jak morderca ścigał i kłuł nożem pewną kobietę”? Wizja zabójstwa dokonanego jak gdyby na scenie, przy asyście niemal czterech dziesiątek obojętnych widzów doskonale pasowała do założonej tezy. Tymczasem, gdy prowadzący śledztwo badacze po latach wrócili na miejsce przestępstwa, z zaskoczeniem odkryli, że punktu, w którym dokonano zbrodni… wcale nie było widać z okien, jak przeczytać możemy w podręcznikach.

Co więcej, zaniepokojeni sąsiedzi wykonali aż dwa telefony na policję. Kiedy wezwana przez nich karetka dotarła na miejsce, Genovese – wciąż żywa! – leżała podtrzymywana przez jedną z sąsiadek, która narażając własne życie wyszła przed budynek, nie mając pewności, czy napastnik nie zaatakuje także jej. Trudno nazwać to obojętnością.

Skąd zatem wzięła się legenda, którą do dziś powtarzają podręczniki? Kto ją stworzył i dlaczego? Okazuje się, że nim sprawa Kitty Genovese trafiła do podręczników psychologii, stała się przyczyną spektakularnej dziennikarskiej kariery.

 

Złe dziennikarstwo…

By stworzyć mit, potrzeba czegoś więcej. Chwytu, który jednostkową zbrodnię zamieni w uniwersalną moralną przypowieść.

Dziesięć dni po morderstwie A. M. Rosenthal, reporter New York Timesa, rozmawiał z Michaelem Murphym – komisarzem nowojorskiej policji. Komisarz Murphy, opisując zupełnie inną sprawę, utyskiwał na panującą w społeczeństwie znieczulicę. Napomknął przy tym o świadkach, którzy nie zareagowali rzekomo na morderstwo Genovese. Dostrzegając chwytliwy temat, Rosenthal, który kierował wówczas działem kryminalnym gazety, zlecił dziennikarzowi Martinowi Gansbergowi zajęcie się tym właśnie aspektem sprawy.

27 marca na pierwszej stronie Timesa czytelników zaszokowały słynne już dziś słowa:

37 WHO SAW MURDER DIDN’T CALL THE POLICE.

(Jak widzimy w poszczególnych wersjach zmieniała się także liczba świadków…)

Rosenthal doskonale zrozumiał, że historia kolejnego brutalnego morderstwa zainteresuje publiczność najwyżej przez kilka dni. By stworzyć mit, potrzeba czegoś więcej. Chwytu, który jednostkową zbrodnię zamieni w uniwersalną moralną przypowieść. Czymś takim było właśnie przeniesienie ciężaru winy z psychopatycznego mordercy na 38 zwyczajnych ludzi. Dzięki temu genialnemu zabiegowi każdy z nas staje się w pewnym stopniu częścią tej przerażającej historii, zadając sobie pytanie: a czy ja w takiej sytuacji postąpiłabym/postąpiłbym podobnie?

Zimbardo - psychologia i życie | Efekt widza

Cytowany wcześniej podręcznik Zimbardo stawia to pytanie ze szczególną wyrazistością, zwracając się wprost do czytelnika i czyniąc go jednym ze świadków:

Czy ty wezwałbyś policję na pomoc Kitty Genovese? Czy interweniowałbyś w jakiś sposób, by pomóc gwałconej kobiecie? Istnieje pokusa, by powiedzieć „Tak, oczywiście.” Musimy jednak zachować ostrożność, byśmy nie byli zbyt pewni tego, w jaki sposób zareagowalibyśmy w nieznanej sytuacji.

Rosenthal stworzył więc mit, który psychologia przejęła i przyoblekła w teorię. Nicholas Lemann, po pięćdziesięciu latach opisujący wpływ sprawy Genovese na amerykańską kulturę, w ten sposób podsumowuje genialną intuicję dziennikarza:

To był dowód na rodzaj wydawniczego geniuszu, że Rosenthal, opowiadając historię w ten właśnie sposób, zdolny był wywołać taką reakcję. Tabloidy potraktowały sprawę po prostu jako kolejną opowieść o miejskiej przemocy. Times upewnił się, że jego perspektywa obojętnych świadków padnie na podatny grunt i umieścił ją na pierwszej stronie. Teraz morderstwo stało się symbolem głęboko niepokojącej tendencji socjologicznej. [1]

Niedługo potem A. M. Rosenthal opublikował bestselerową książkę pod tytułem – a jakże by inaczej – Thirty-eight Witnesses, w której jeszcze rozwinął opowieść o morderstwie Genovese i teorię obojętnych świadków. Książka stała się klasykiem gatunku i jest dziś do kupienia w prestiżowej serii „klasyka dziennikarstwa”.

 

… i jego dobre skutki

Niezależnie od nieścisłości w opowieści o Kitty Genovese, efekt widza i rozproszenie odpowiedzialności to dobrze potwierdzone naukowo zjawiska.

Historia o 38 świadkach to przede wszystkim współczesna przypowieść.  Nie należy więc rozliczać jej wyłącznie z wartości faktograficznej. Warto natomiast zauważyć, że – jak to często w życiu bywa – wątpliwe środki doprowadziły w tym przypadku do dobrego celu.

  1. Psychologowie, zafascynowani (fałszywą) historią o 38 świadkach zbudowali (prawdziwą?) teorię na temat zjawiska znanego jako ”efekt widza”. Dzięki temu dziś na każdym kursie pierwszej pomocy adeptów uczy się, by w sytuacji zagrożenia nie liczyli na inicjatywę gapiów, lecz – zwracając się do nich po imieniu – wywołali osobiste zaangażowanie we wspólne udzielanie pomocy.

  2. Aby ułatwić świadkom wzywanie pomocy wprowadzono w całych Stanach Zjednoczonych numer 911. Inicjatywa ta jest następstwem oburzenia, jakie wywołała prasowa burza po śmierci Genovese [4].

  3. Dzięki sugestywnemu ujęciu Rosenthala do społecznej świadomości mniej przebił się rasowy wątek przestępstwa (Moseley był czarny, Genovese – biała). Zapobiegło to możliwemu zaostrzeniu się i tak trudnej w tym czasie sytuacji.

Morderstwo Kitty Genenovese powołało więc do życia mit, który istotnie zmienił życie w USA i nasze postrzeganie tego rodzaju sytuacji.

Za groteskową puentę tej opowieści posłużyć może podanie o warunkowe zwolnienie złożone w roku 1977 przez Moseleya. Otóż miał on czelność… powołać się na wszystkie te pozytywne efekty, twierdząc, że wprawdzie „przestępstwo było straszliwe, posłużyło jednak społeczeństwu” [1].

#SzczytBezczelności?

Ale coś w tym jest…


P.S. Tym razem zło wyszło na dobre, ale i tak pamiętajcie, by nie ufać psychologom (a przynajmniej nie zawsze) 😉

Ku przestrodze zobaczcie jeden z poprzednich wpisów: Czy można wszczepić komuś fałszywe wspomnienia?

Bibliografia

[1] Nicholas Lemann, A Call for Help. What Kitty Genovese story really means, „The New Yorker” 10 March 2014.

[2] Manning, Rachel, Mark Levine, and Alan Collins. „The Kitty Genovese murder and the social psychology of helping: The parable of the 38 witnesses.” American Psychologist 62.6 (2007): 555.

[3] Philip G. Zimbardo, Psychologia i życie, przeł. Ewa Czerniawska i in., PWN 2004, s. 600.

[4]http://www.wnyc.org/story/kitty-genovese/

Czytaj dalej

Jeden smutny, samotny komentarz

  1. O ile się nie mylę, to historia Kitty mogła zainspirować też pewną parę Irlandczyków z Bostonu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.