Dźwięki Gwiezdnych Wojen. Jak brzmią współczesne mitologie?

dźwięki Star Wars
Grupa młodych ludzi podchodzi do potężnych lin odciągowych utrzymujących w pionie słup wysokiego napięcia. W rękach mają niewielkie kamienie. Rozglądają się wokoło i chwilę dyskutują, kto zacznie. To terroryści? Fanatyczni pasjonaci elektryki? A może kaskaderzy, którzy szykują się do jakiegoś szalonego wyczynu?
Nic z tych rzeczy. To tylko kolejni miłośnicy Star Wars, którzy obejrzeli wywiad z Benem Burttem tłumaczącym, jak powstał słynny odgłos strzelających blasterów. Teraz chcą sprawdzić, czy to możliwe, że charakterystyczny świst, który nierozerwalnie kojarzy im się z imperialnymi szturmowcami, mógł faktycznie powstać w sposób tak prozaiczny – poprzez uderzanie zwyczajnym kamieniem w naprężoną metalową linę…
Ale to i tak nic w porównaniu z dźwiękiem TIE fightera!

Jak brzmiał Herakles?

Jest dosyć oczywiste, że różne mitologie mają swoją warstwę wizualną (czyli po prostu „jakoś wyglądają”). Składają się na nią ogólne elementy estetyki i sposoby przedstawiania (często związane z dostępnymi materiałami i technikami – pomyślmy tylko o postaciach przedstawionych na egipskich malowidłach ściennych czy greckich wazach), ale też rozpoznawalne atrybuty konkretnych postaci czy wydarzeń. Np. facet z maczugą okryty lwią skórą to niewątpliwie Herakles. Jeśli dźwiga wielgachnego kabana, to jest to zapewne dzik erymantejski.

Oko radzi sobie z dawną mitologią nieźle. Gorzej z uszami. Ulotność dźwięku sprawia, że trudno nam dziś odpowiedzieć na pytanie, „jak brzmiał Herakles?” albo „jaka była audiosfera ukrzyżowania w średniowieczu”? Mitom towarzyszyły rytuały, opowieści czy specjalne przedmioty. Z pewnością istniały więc dźwięki, melodie i szmery charakterystyczne dla dawnych sytuacji przekazywania mitów. Niestety – większości z nich możemy się jedynie domyślać.

Dźwiękowe mitologie współczesne

Otaczające nas mitologie mają swoje brzmienia, z których wiele osłuchało się nam do tego stopnia, że stały się czymś w rodzaju współczesnej muzyki sfer

Co innego, jeżeli chodzi o współczesność. Nowoczesne mitologie mają swoje „palety dźwiękowe”. Najłatwiej wysłyszeć je „mitologiach korporacyjnych” czy „konsumenckich” – wśród reklamowych piosenek i dżingli albo piknięć i dzwonków w urządzeniach takich jak telefony, komputery (systemy operacyjne!), kuchnie mikrofalowe… Oczywiście, swoją paletę dźwiękową mają też urządzenia mechaniczne – maszyny do pisania czy nawet meble. Albo samochody. I nie chodzi tu wcale wyłącznie o radujący uszy znawców dźwięk silnika, którym z jednaką lubością delektują się gwiazdy BBC i domorośli spece od tuningu. Pod koniec lat 1990 Daimler Chrysler zainaugurował działalność specjalnej grupy inżynierów, która zajmowała się… dźwiękiem otwieranych i zamykanych drzwi samochodowych!1

To zrozumiałe, że każda firma pracująca nad „tożsamością korporacyjną” bierze dziś pod uwagę nie tylko jej elementy wizualne (dobór kolorystyki, czcionek, logo…), ale także spójne brzmienie produktów, reklam, komunikatów itp. Dżingiel Intela czy McDonald’s albo dzwonek Nokia Tune  rozpoznajemy równie szybko (albo i szybciej), co logo tych marek.

Podobnie rzecz się ma z największymi kulturowymi franczyzami. Są wśród nas zapewne i tacy, którzy nigdy nie zastanawiali się, jak właściwie brzmi miecz świetlny. Nawet oni zapewne rozpoznają jednak bez trudu jego charakterystyczne buczenie. Albo chrapliwy oddech Vadera, piknięcia R2D2 czy nawet odgłos przelatującego TIE fightera.

Otaczające nas mitologie mają swoje brzmienia, z których wiele osłuchało się nam do tego stopnia, że stały się czymś w rodzaju współczesnej muzyki sfer. Nie słyszymy ich, tak jak po dłuższym czasie nie słyszy się brzęczącej jarzeniówki czy szumu wentylatora. Dopiero gdyby nagle zamilkły, uświadomilibyśmy sobie, jak ważnym elementem naszego życia są wszystkie te dżingle, piknięcia i trzaski.

Gwiezdne wojny – dźwięki z odległej galaktyki

świat, w którym żyjemy, wyznacza horyzont oczekiwań wobec tego, jak różne rzeczy mogłyby brzmieć, gdyby istniały

Za dźwiękową mitologią Gwiezdnych Wojen stoi Ben Burtt, nie bez powodu nazywany ojcem nowoczesnych efektów dźwiękowych2. Niewielu widzów zastanawia się pewnie, że wszystkie te dźwięki, które towarzyszą im od kilku już dekad, musiały kiedyś zostać wymyślone (czy raczej: odkryte). Na przykład to za sprawą Burtta we wszystkich właściwie filmach SF późniejszych od Star Wars blastery (pistolety laserowe czy inne ich odpowiedniki) wydają charakterystyczny świst, który wydaje nam tak oczywisty jak odgłos wystrzału normalnego pistoletu.

Dźwiękowe uniwersum Gwiezdnych Wojen jest tak rozpoznawalne, że można było w oparciu o nie stworzyć grającą książeczkę (taką jak te dla dzieci, zob. okładka obok), a nawet grę w miksowanie starwarsowych dźwięków (http://www.starwars.com/games-apps/star-wars-soundboard.)

Proces wymyślania, nagrywania i przetwarzania odgłosów, które złożyły się na jedną z najpopularniejszych współczesnych audiosfer komercyjnych, układa się w niezwykłą historię o ludzkiej pomysłowości. Jak stworzyć dźwiękowe uniwersum, które będzie zarazem swojskie (zwierzęta brzmią jak zwierzęta, maszyny – jak maszyny) i fantastyczne? W „naszej Galaktyce” nie spotykamy jawów ani tauntaunów, nie wydajemy poleceń droidom i nie przemierzamy parseków statkami kosmicznymi… Ale zarazem świat, w którym żyjemy, wyznacza bardzo wyraźny horyzont oczekiwań wobec tego, jak różne rzeczy mogłyby brzmieć, gdyby istniały.

Dźwięki technologii…

Odgłos walki na miecze świetlne to jeden z najprostszych, a zarazem najbardziej sugestywnych dźwięków w całym uniwersum Star Wars. I kolejny przykład czegoś, co trzeba było wynaleźć całkiem od nowa. Wszak w naszej galaktyce światło jest zwykle bezdźwięczne, w najlepszym razie kojarzy się ze statycznym buczeniem uszkodzonej jarzeniówki. Tymczasem walka na miecze jest nie tylko osobliwie hałaśliwa, lecz także niezwykle dynamiczna. Jak połączyć te dwie dźwiękowe płaszczyzny, by uzyskać przekonujący efekt?

W jednym z wywiadów Burtt zdradza, że miecze świetlne fascynowały go odkąd zobaczył pierwszy szkic scenariusza i rysunki koncepcyjne. To było prawdziwe wyzwanie! Ostatecznie na znane wszystkim buczenie złożył się dźwięk silnika od projektora z uczelni, na której Burtt studiował, nałożony na brzęczenie kineskopu jego telewizora. Uzyskany w ten sposób dźwięk składał się z dwóch warstw: mechanicznej i „iskrzącej”, elektronicznej. Nagrany jednostajny szum zamieniono potem w dynamiczne odgłosy machając mikrofonem przed głośnikiem.

… i natury

Równie ochoczo co z audiosfery technicznej, Burtt czerpał także z przyrody. Pełen ciepła i życzliwości głos wookiego to alchemiczna mieszanina prawdziwych głosów przyrody zawierająca, według samego Burtta, przede wszystkim ryk niedźwiedzia z pewnym dodatkiem morsa, psa i lwa.

Na tym jednak nie koniec przyrodniczych inspiracji Burtta. Zaskakującymi głosami rodem z Animal Planet przemawiają też inni obcy, a nawet niektóre maszyny. Ludzie pustyni porozumiewają się w narzeczu utworzonym z oślich porykiwań, przemierzającym lodowe pustkowia tauntaunom głosu udzieliły wydry, charakterystyczny łoskot przelatującego TIE fightera uzyskano zaś spowalniając i modulując… ryk słonia.

Sprzedawanie dźwięków

Związek między dwoma opisywanymi tu rodzajami dźwiękowych mitologii – paletami dźwiękowymi urządzeń i korporacji oraz dźwiękowym uniwersum Gwiezdnych Wojen – jest głębszy niż by się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Jednym z genialnych odkryć Lucasa było docenienie zysków, jakie czerpać można nie dzięki sprzedaży biletów kinowych, lecz za pośrednictwem wszelkich możliwych gadżetów sygnowanych logo Star Wars i zawierających elementy przynależnej doń mitologii.

Gwiezdne Wojny sprzedają nie tylko historie (w postaci filmów, książek, komiksów), nie tylko poszczególnych bohaterów, przedmioty i miejsca  (w postaci figurek, koszulek), ale nawet te najdrobniejsze atomy fikcyjnego uniwersum, jakimi są fragmenty wizualnych i dźwiękowych estetyk. Zestawiając drobne lecz charakterystyczne elementy wizualne na uniwersum Star Wars można wystylizować np. papierowy kubek do napojów albo resoraki.

Podobnie, dzięki genialnej palecie dźwiękowej stworzonej przez Bena Burtta, dowolne urządzenie o konfigurowalnych dźwiękach może zostać wystylizowane na Gwiezdne Wojny. Dziesiątki fanów Windowsów 95 zamieniały standardowy dźwięk otwierania systemu na odgłos startu Sokoła Milenium, a w momencie krytycznego błędu systemu z ich głośników dobiegał głos Yody mówiącego „I sense much fear in you„. W ilu telefonach na świecie dźwięk powiadomienia o nowym SMSie zmieniony został na odgłos blastera albo miecza świetlnego?

Ale możliwości jest jeszcze więcej. Dźwięki pozwalają na dodanie do warstwy wizualnej dodatkowego „starwarsowego podtekstu”. Dowolna postać widoczna na ekranie (np. w reklamie) może „stać się Vaderem” przez samo podłożenie w tle chrapliwego oddechu (lub pierwszych taktów Marsza Imperialnego).

Jak naprawdę brzmi wszechświat

Fikcja nie tylko wyprzedza rzeczywistość. Często w oczywisty sposób ją przerasta. Każdy fan Star Wars spotkał się kiedyś zapewne z zarzutem jakiegoś skrupulanta, który z ironią zauważał, że „w kosmosie nie powinno być słychać żadnych wybuchów” (por. słynne hasło reklamowe Obcego: „in space no one can hear you scream”). Cóż – tym gorzej dla prawdziwego kosmosu.

Trzeba sobie powiedzieć, że prawdziwy podbój kosmosu w ogóle jest dźwiękowo dość mało spektakularny (co nie znaczy, że nie jest muzycznie piękny!) Od niedawna możemy się o tym przekonać dzięki uprzejmości NASA, która udostępniła w internecie wielgachny pakiet kosmicznych dźwięków.

Może kogoś z Was zainspirują do stworzenia jakiejś nowej, dźwiękowej mitologii?

https://soundcloud.com/nasa


1Więcej na ten temat: Martin Lindstrom, Brand Sense. How to build powerful brands through touch, taste, smell, sight & sound, Kogan Page, London 2005.

2. http://www.filmsound.org/starwars/burtt-interview.htm#Lightsabers

Czytaj dalej

Sporo komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.