7 naprawdę złych rzeczy, które mogą was spotkać w supermarkecie

supermarketWęże, pająki, porywacze dzieci i nerek, śrubokręty, wściekłe tłumy, śmierć w płomieniach, wszechświatowe spiski, a nawet Dżender. To nie streszczenie nowej powieści Dana Browna, lecz lista zagrożeń, jakie według legend miejskich z całego świata czyhają na nas w supermarketach.
Czy jesteście gotowi, by poznać mroczną prawdę kryjącą się na zapleczu waszego centrum handlowego?

 

Super-hiper-megamarkety […] stały się wyzwaniem poznawczym i szokiem w sferze mentalności. Na przestrzeni ostatniego półwiecza żadne inne zjawisko, tak jak SHM, nie przybliżyło nas do wzorców masowej konsumpcji, nie zainstalowało wśród innych doniosłych wyobrażeń społecznych. To za sprawą SHM konsumpcja w Polsce staje się wyznacznikiem nowego typu kultury, możemy więc mówić praktycznie o wtargnięciu wzorów kultury konsumpcjonistycznej do polskiego, wciąż jeszcze żytnio-ziemniaczanego pejzażu1.

W ten sposób kilkanaście lat temu pisał o supermarketach wyrastających jak kąkol na podwarszawskich polach prof. Roch Sulima. Dziś, jak się wydaje, oswoiliśmy je przynajmniej na tyle, by w pełni uczestniczyć w globalnym folklorze supermarketowych mitów.

Jeśli więc szukacie pretekstu, by nie jechać dziś na zakupy – oto przegląd przerażających historii z supermarketów całego świata – od Nadarzyna po Tokio.

1. Ukąsi was wąż w płaszczu

Wszystko zaczęło się w jednej z tych małych fabryczek ubrań na Tajwanie. Karton pełen uszytych właśnie płaszczy przygotowany do wysyłki do USA pozostał przez nieuwagę otwarty. Jadowity azjatycki wąż pomyślał, że to idealne miejsce na złożenie jaj. Gdzieś po drodze do Kmartu w Detroit, Michigan, z jajek wykluły się młode. Kilka tygodni później klientka Kmartu postanowiła przymierzyć jeden z płaszczy. Powoli wsunęła ramię w rękaw i poczuła nieznaczne ukłucie, na które nie zwróciła większej uwagi. Kiedy kilka godzin później ręka eksplodowała bólem, kobietę odwieziono do szpitala. Kończynę trzeba było amputować.2

Tę niezwykle rozpowszechnioną legendę miejską przytacza w swojej książce Emanuel Rosen, specjalista od marketingu szeptanego. O historii węża z Kmartu wspomina także (choć w nieco innej wersji) Dariusz Doliński3. (U Dolińskiego wąż miał kryć się w transporcie egzotycznego mięsa). Dla obydwu badaczy jest to przykład ukazujący, jak niebezpieczne mogą być tego rodzaju pogłoski dla reputacji sklepów.

Tymczasem z punktu widzenia semiotyki kulturowej jest to przede wszystkim kolejna opowieść o dystrybucji bogactwa na świecie i o zemście tych, którzy za półdarmo produkują nasze dobra konsumpcyjne. Oprócz tanich ubrań, żywności i elektroniki, w paczkach z dziwnych i obcych krajów przybywają do nas węże czy pająki (historia o jadowitych pająkach miała się rzekomo przyczynić do upadku w Polsce mody na popularną wcześniej jukę4).

Oczywiście zdarzają się autentyczne przypadki dziwnych stworów podróżujących na gapę wśród bananów czy iPhone’ów. W każdej tego rodzaju legendzie można więc poszukiwać echa prawdziwych historii.

2. Porwą wam dzieci

Opowieści o udanych bądź udaremnionych porwaniach dzieci stanowią element supermarketowego folkloru równie popularny jak historie o wężach i pająkach.

Jedna z rozpowszechnionych wersji mitu mówi o próbie porwania dziecka i przemycenia go z terenu sklepu w przebraniu. Na pewnym blogu odnalazłem następującą historię, która wydarzyła się rzekomo niecałe dwa lata temu w Krakowie:

Niedawno, w zeszłym tygodniu, w pracy […] koleżanka opowiedziała mi mrożącą krew żyłach historię: – Ty wiesz co się wczoraj stało w Galerii Krakowskiej?! – Nie mam pojęcia. – Moja koleżanka tam pracuje i mi opowiedziała. Na pierwszym piętrze, w jednym ze sklepów kobieta na chwilę straciła z oczu swoje dwuletnie dziecko. Gdy tylko się zorientowała, że dziecka nie ma, natychmiast zaalarmowała ochronę. Wszystkie sklepy dostały polecenie poszukiwania dziewczynki. Galeria została zamknięta na dwie godziny – nikt z dzieckiem nie mógł wyjść, ani wyjechać z parkingu. Wiesz gdzie znaleziono dziecko?! – ?! – W jednej z toalet… Dziewczynka była ogolona i przebrana za chłopca. Przygotowana do porwania!!!5

Na całe szczęście sytuację uratował autor bloga. Obeznany jest z literaturą przedmiotu, więc rozgorączkowanej koleżance natychmiast zaleca lekturę… Mitologii współczesnej. (Serio! Nie muszę mówić, jak się ucieszyłem, trafiając na ten wpis w poszukiwaniu doniesień o supermarketowych porywaczach…)

Wcześniej identyczne próby porwania miały rzekomo miejsce w Poznaniu i Głogowie6. Właściwie jedynym, co zmienia się z opowieści na opowieść, jest nazwa centrum handlowego, w którym grasują porywacze.

A może zresztą to w ogóle nie byli żadni  porywacze? (O sprawcy nie ma wszak w historii ani słowa!) Obcięte włosy? Dziewczynka przebrana za chłopca? W różnych miastach Polski? Czyżby po kraju grasował Dżender?!

3. Wytną wam nerki

Opowieść o łowcach nerek grasujących w IKEI analizowałem już kiedyś w innym miejscu. Zasadniczo – jak sama nazwa legendy wskazuje – chodzi o porywaczy, którzy ofiarę traktują dość wybiórczo. Wycinają jej organy, a resztę (zwykle w dobrym stanie) podrzucają gdzieś z kartką zawierającą dobre rady na temat opieki nad pacjentem po operacji.

Niekiedy łowcy nerek porywają dzieci, co upodabnia ich do Dżendera wspomnianej szajki porywaczy. Czasem z kolei – jak w niedawnej legendzie z nadarzyńskiego Maximusa – łaszczą się raczej na dorosłych. (Może podejmują decyzję w zależności od rozmiaru organów, na które jest akurat zapotrzebowanie?)

4. Zadźgają was śrubokrętem

Aresztowano kobietę, która w Chicagowskim Wal-Marcie zadźgała trójkę klientów, z którymi walczyła o ostatni egzemplarz X-Boxa One.

Mary Robbins, zamężna matka dwójki dzieci, miała się rzekomo szamotać z konkurentami i powalić ich na ziemię chwile przed tym, nim zadała im śmiertelne ciosy przy użyciu śrubokręta Philipsa.

Po Czarnym piątku 2013 r. opowieść ta robiła furorę na portalach społecznościowych, wzbudzając kolejną falę publicznego oburzenia na barbarzyński zwyczaj śmiertelnego boju o gwiazdkowe prezenty. Oburzenia jak najbardziej zasadnego, bo pierwszy dzień po Święcie Dziękczynienia faktycznie wiąże się w USA z przepychankami, zdziczeniem i wyrywaniem sobie łupów. Nierzadko faktycznie prowadzi to do tragedii. Problem polega jednak na tym, że ta akurat szczególnie krwawa i sugestywna historia pochodzi z… satyrycznego portalu Daily Currant i została wyssana z palca7.

Opowieść podawana z ust to ust (czy raczej ze smartfona na smartfona) rozpowszechniła się do tego stopnia, że sprostowanie zamieszczono na oficjalnym profilu Twitterowym sklepu.8

Supermarket FB

5. Podepczą wasze uczucia religijne

Skoro już o Wal-Marcie mowa, to jest to szczególnie niebezpieczne miejsce. Jeśli będziecie mieli szczęście i akurat nie zadźgają was śrubokrętem i nie zostaniecie zadeptani przez oszalałe tłumy, jest niemała szansa, że podeptane zostaną wasze uczucia religijne.

Tak przynajmniej twierdzi wielu (radykalnych) działaczy chrześcijańskich, którzy co i raz nawołują do bojkotu sieci.

Przyczyną bojkotu są zwykle wewnętrzne regulacje sieci. Dziesięć lat temu Wal-Martowi niektórzy klienci mieli za złe zastąpienie zwrotu „Marry Christmas” bardziej ogólnym „Happy Holidays”. Kasjerzy faktycznie mieli pozdrawiać klientów tym drugim sformułowaniem, by uwzględnić także tych robiących zakupy z okazji Chanuki czy święta Kwanzaa. Bojkot w obronie monopolu Bożego Narodzenia nie trwał jednak długo i nie przyniósł szczególnych sukcesów9.

Na większy odzew liczyli zapewne autorzy sensacyjnej notki, która pojawiła się w internecie zaledwie kilka dni temu. 6 kwietnia 2015 r. na blogu The Stand hostowanym przez American Family Association pojawił się artykuł Randyego Sharpa zatytułowany Walmart Puts Christian Employees on ‚Watch List’. Według autora władzę w największej amerykańskiej sieci supermarketów przejęła gejowska mafia, która za pośrednictwem wewnętrznej tajnej policji zmusza wszystkich pracowników do zadeklarowania akceptacji dla małżeństw homoseksualnych. Wniosek autora jest prosty: tylko bojkot Wal-Marta może uratować świat10.

Niestety, już następnego dnia artykuł skasowano i bojkot nie doszedł do skutku. (To zapewne robota wzmiankowanej mafii.) Jedynymi, którzy wykazali zainteresowanie sprawą, okazali się tropiciele teorii spiskowych i legend miejskich. Na nas zawsze można liczyć!

6. Zginiecie w płomieniach, bo nie założyłyście majtek

Na koniec historia z morałem prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni Japonii. Niezwykle rozpowszechnioną legendą miejską jest tam opowieść o pożarze w centrum handlowym Shirokiya. Niestety, tragedia wydarzyła się naprawdę w roku 1932 i faktycznie pochłonęła kilkanaście ofiar. Część legendarna dotyczy pośredniej przyczyny ich zgonu.

Otóż wedle chętnie powtarzanej wersji grupa przerażonych klientek sklepu uciekła na dach budynku, gdzie drogę odwrotu odcięły im płomienie. Na miejsce przybyli strażacy i rozłożyli specjalne płachty, kobiety za żadne skarby nie chciały jednak skoczyć.

Dlaczego? Otóż był to czas, gdy w Japonii kobiety ubierały się bardzo tradycyjnie. Oznaczało to, że nosiły kimona. I że nie nosiły pod nimi bielizny. Skok z dachu byłby w tych okolicznościach czynem wielce nieprzyzwoitym. Cne damy wolały więc śmierć w płomieniach od hańby.

Legenda ta nie ma wiele wspólnego z prawdą. Jej logice przeczą nie tylko fakty (nie odnotowano nic podobnego), lecz także struktura tradycyjnego stroju, który był stosunkowo długi i składał się z wielu warstw. Skok z wysokości nie rodziłby więc wcale ryzyka, o którym mowa w opowieści.

Historia ta, będąca w gruncie rzeczy nostalgiczną opowieścią o westernizacji Japonii, zyskała jednak taką popularność, że podobno przedrukowuje się ją nawet w… podręcznikach dla strażaków11!

7. Wpadniecie w szał kupowania i wydacie wszystkie pieniądze na jakieś bzdury

Tę historię pewnie znacie aż za dobrze, więc nie ma się co rozpisywać.

Bibliografia

1Roch Sulima, Antropologia codzienności, Kraków 2000, s. 132.

2Emanuel Rosen, Buzz: Real-life Lessons in Word-of-Mouth Marketing, s. 77.

3Dariusz Doliński, Psychologiczne mechanizmy reklamy, Gdańsk 2003, s. 18.

4Tamże.

5http://fakirek.pl/?p=1163

6http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080808/POWIAT03/273407903 zob. także: http://atrapa.net/legendy/porwanie.htm

7http://dailycurrant.com/2013/11/30/woman-kills-three-for-last-x-box-at-chicago-wal-mart/. Zob. także: http://www.snopes.com/politics/satire/xbox.asp

8http://twitchy.com/2013/12/03/walmart-tries-to-stamp-out-black-friday-stabbing-hoax/

9http://www.snopes.com/politics/christmas/walmart.asp

10http://www.snopes.com/politics/religion/watchlist.asp

11http://www.japan-talk.com/jt/new/kimono-underwear-tragedy

Czytaj dalej

9 Comments

  1. Jest pewien lek, który może powodować jako skutek uboczny niepohamowaną żądzę zakupów. i co ma zrobić biedny konsument? Widziałam skan ulotki, choć być może to również jakiś spreparowany dowód na prawdziwość legendy, służący usprawiedliwieniu niektórych czynów :P…

    • To akurat prawda – choć ma oczywiście potencjał, by stać się niezłym mitem.

      Zdarzają się takie leki. Np. stosowany w leczeniu choroby Parkinsona ropinirol zawarty np. w lekach Nironovo czy Polpix SR ma tego rodzaju skutki uboczne. W wyniku zażycia leku „mogą wystąpić behawioralne objawy zaburzeń kontroli impulsów, w tym: uzależnienie od hazardu, zwiększone libido, hiperseksualność, kompulsyjne wydawanie pieniędzy lub kupowanie oraz kompulsyjne lub napadowe objadanie się”.

      Czyli nie tylko niesie ryzyko zakupowego obłędu, ale też może działać jak zielone M&M’s http://mitologiawspolczesna.pl/dlaczego-zielone-mms-zwiekszaja-ochote-na-seks-naukowe-wyjasnienie/

  2. Świetna strona, szkoda, że wcześniej tu nie trafiłam – uwielbiam miejskie legendy, creepypasty i teorie spiskowe. Większość historii znałam, a tę o porwanych dzieciach ludzie powtarzają tak bezrefleksyjnie, jakby przybyli ze świata bez internetów.

  3. świetny blog! na pewno będę wpadać częściej, widać, że wkładasz w niego mnóstwo pracy.
    btw. fajne logo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.