Najgłupsze rzeczy zrobione z miłości. 5 bardzo złych pomysłów na randkę

Najgorsze pomysły na randkęDziś walentynki. Wszyscy bogowie kapitalizmu patrzą na was ze swych ołtarzy-witryn pytającym wzrokiem. Zapytują z bilbordów i małych standów, z telewizji, radia i internetu.
Konsumencie, konsumentko, a co TY zrobisz, żeby ten dzień był dla ciebie i dla Twojej Miłości jedyny, niepowtarzalny, wyjątkowy?

Zaskocz w tym roku bogów kapitalizmu! Pokaż, że jesteś wyjątkowa. Nie kupuj czekoladowego serduszka ani kwiatów. Nie zabieraj ukochanego do kina. Zapomnij o biżuterii, szybkich samochodach i bezglutenowym winie. Zrób coś naprawdę szalonego.

Oto 5 naprawdę złych pomysłów na randkę, które na pewno dodadzą pikanterii waszemu związkowi.

5. Zaangażuj do zabawy kogoś z rodziny

Zaczynamy ostrożnie, bez szaleństw. Coś z klasyki.

Ukochany nie przepada za twoją rodziną? W ten wyjątkowy dzień spraw, żeby miał do nieprzepadania jedną osobę mniej.

Jeżeli chcesz całej akcji dodać odrobiny złośliwego suspensu, możesz wziąć przykład z pewnej Greczynki o ognistym temperamencie. Medea, uciekając od rodziny ze swoim kochankiem Jazonem, zabrała ze sobą braciszka. (Już widzisz minę ukochanego? „Jak to?! Dzieciaka, na randkę?!”) Wyczekała trochę, stopniując napięcie, i kiedy wściekły ojciec niemal dopadł kochanków… Poćwiartowała braciszka, rozrzucając jego ciało po morzu. Zrozpaczony ojciec zaczął je zbierać kawałek po kawałku i nigdy nie dopadł uciekających kochanków.

Ajetes łowi szczątki Apsyrtosa

Ajetes łowi szczątki Apsyrtosa | René Boyvin, 1563 | Wikimedia Commons

Czyli same plusy: przyjemne z pożytecznym, w dodatku zabawa dla całej rodziny.

W drugiej wersji (przedstawionej w Argonautykach Apolloniosa z Rodos) brat jest już dorosły. Zły ojciec wysyła go w pościg za kochankami i to Jazon zabija niedoszłego szwagra. Niby też fajne, ale już bez tego polotu… Bo w zaskakiwaniu ukochanych kluczowe są drobne szczegóły.

4. Przebierz się za Albańczyka

Przebieranki to zawsze dobry pomysł. Od Pół żartem, pół serio po 50 Twarzy Greya bogowie Hollywood wiedzą, że nic nie dodaje związkowi pikanterii tak jak maski i peruki.

Nie masz w tym roku pomysłu? Uczulenie na lateks i futra? Chcesz zaskoczyć ukochaną czymś naprawdę oryginalnym? Przebierz się za Albańczyka!

Così fan tutte Mozarta nie jest wystawiane tak często jak Czarodziejski flet albo Wesele Figara, ale to prawdziwe operowe arcydzieło. Zwłaszcza, jeżeli ktoś lubi sceny zbiorowe i operowe przedstawienia konfuzji. I jeżeli od libretta nie wymaga zbyt dużo sensu.

Fabuła dzieła przedstawia się bowiem następująco: dwóch dzielnych młodzieńców kocha dwie piękne damy. Pewien stary wyjadacz przekonuje ich jednak, że wszystkie kobiety są zdradliwe. Aby udowodnić mu, jak bardzo się myli, Guglielmo i Ferrando pozorują nagły wyjazd na wojnę.

Przebież się za Albańczyka

Po czym powracają do dziewczyn przebrani za Albańczyków. I nikt, normalnie nikt nie domyśla się, że goście śpiewający głosem Borata z doklejonymi wąsami mają cokolwiek wspólnego z dwoma młodymi wojakami, którzy przed chwilą opuścili scenę. Każdy Albańczyk z stara się uwieść dziewczynę tego drugiego. Niestety, autor libretta Lorenzo Da Ponte, ma dość niskie mniemanie o kobiecej stałości i po kilku ariach i duetach nasi podrabiańcy przywodzą dziewczęta przed ołtarz, dowodząc ich niewierności.

Co ciekawe, po odklejeniu sztucznych wąsów zdradzeni kochankowie zamieniają się z powrotem niewiastami (albo niewiasty – Albańczykami) i jak gdyby nic biorą prawdziwy ślub.

Jak już w Albańskim Raju jesteśmy, to warto przypomnieć, Szekspirowski Wieczór trzech króli, także oparty na serii przebieranek, dzieje się w Illirii, czyli… w Albanii (Czarnogórze lub okolicach…). Przypadek, nie sądzę?

Ciekawe, co na to prawdziwi Albańczycy, nie jacyś podrabiańcy…

 

3. Sprzedaj najdroższe, co masz

Pewnie kojarzycie opowiadanie O. Henryego Dar Trzech Króli z okresem bożonarodzeniowym. Ale przy odrobinie inwencji na walentynki też się nada.

Dla tych, co nie pamiętają: to urocza historia dwojga zakochanych. On ma piękny zegarek, ona – piękne włosy. Są przy tym rozpaczliwie biedni, więc żeby więc kupić ukochanemu prezent, muszą coś sprzedać… Ona zauważa w sklepie platynowy łańcuszek do zegarka i sprzedaje perukarzowi włosy, żeby go nabyć. On – jak się pewnie domyślacie – kupuje przepiękne grzebienie do wpięcia w jej wspaniałe, złote loki. Za pieniądze ze sprzedaży zegarka.

To się nazywa ironia. Ale, oczywiście, narrator poucza nas, że najważniejsza jest miłość i każde z nich dostało tego dnia najpiękniejszy dar. Jasne.

Wniosek z tego, że jeżeli chcecie sprawić sobie naprawdę odjazdowy prezent, kupcie portfel za ostatnie pieniądze.

2. Zaproś go do cukierni

Świetny pomysł, niedrogi. Polecam pączki. Był już Szekspir i Mozart, skoro więc idziemy wielkimi klasykami, nie mogło zabraknąć Małgorzaty Musierowicz. Numer 2 na naszej liście bardzo złych pomysłów na walentynki to niesławne zawody w jedzeniu pączków z Kłamczuchy.

 

W pół godziny później drżąca ze zdenerwowania Aniela zasiadła z rozmachem w kawiarni „Ewa”.

(…)

U młodej, bladej kelnerki Aniela zamówiła kawę „kolumbijkę” i drożdżówkę. Ledwie zdążyła ją skubnąć, gdy do stolika przysiadł się, pełen poczucia winy, Pawełek.

(…)

– Nie rozśmieszaj mnie. Zresztą Robert już tu idzie. W istocie Robert zmierzał ku nim przez zadymioną salę, machając ręką na powitanie.

– Cześć – powiedział życzliwie, siadając na wolnym miejscu. – Fajnie, że zajęłaś nasz stolik.

Pawełek w milczeniu spojrzał na niego ciężkim wzrokiem.

– Co zamówiłaś? – Robrojek uśmiechnął się do bladej kelnerki, która natychmiast przydreptała do stolika. – Poproszę o herbatę. I drożdżówkę. Jestem głodny jak wilk, bo przerwano mi podwieczorek.

– Drożdżówki nie radzę – powiedziała poufnie kelnerka. – Mamy pączki, nawet dosyć świeże.

– Pączki! – ucieszył się Robrojek.

– Pączki? – zainteresowało Pawełka.

– Poproszę dwa – rzekł Robrojek.

– A ja cztery – wtrącił Paweł.

– Cztery? – spytał z niedowierzaniem Rojek, koso popatrując na Pawełka.

– Pawełek jest duży i silny i musi dużo jeść – oświadczyła Aniela, którą nagle olśnił pewien pomysł. – Jestem pewna, że bez najmniejszego wysiłku zjadłby dziesięć pączków, co mówię, nawet piętnaście.

– Bardzo wątpię – zaśmiał się Rojek.

– A ja nie wątpię. Prawda, Pawełku, że zjadłbyś piętnaście pączków?

– Obojętnie – napuszył się Pawełek.

– To zjedz. Pokaż Robertowi, co potrafisz.

– Pani poda piętnaście – zarządził Pawełek tonem wojewody.

– Anielka, zamęczysz chłopaka – przejął się Rojek, który miał dobre serce i już zaczynał pojmować perfidny plan Anieli. Tylko że jego wstawiennictwo mogło odnieść wyłącznie skutek odwrotny.

– Dwadzieścia – rzucił Paweł osłupiałej kelnerce. – No. dlaczego pani stoi? Proszę przynieść, co zamówiłem. (…)

Po honorowym zjedzeniu przez Pawełka dziewiętnastu pączków przerażony Robert zawiózł go do szpitala dyżurnego i (…) uratował tym samym nieszczęśnika od bardzo poważnych przypadłości trawiennych. Lekarz przepłukał Pawełkowi trzewia, zalecił długotrwałą dietę i wypuścił go do domu, pukając się znacząco w czoło (…)”

 

Wraz z płukaniem żołądka, stwierdza melancholijnie autorka, pączkowemu Werterowi przeszła cała miłość do podłej Anieli.

„Prawda, Pawełku, że zjadłbyś piętnaście pączków?”. ZŁO.

1. Zabij się

Skoro o Werterze mowa, na szczycie najgorszych pomysłów na walentynki jest, oczywiście, zabicie się. Nieszczęsny romantyk w niebieskim fraku i żółtej kamizelce stał się dla rzesz czytelników wzorem do naśladowania. Na modzie najlepiej zarobili, jak można podejrzewać, krawcy. Choć brzmi to niewiarygodnie, młodzi ludzie faktycznie kupowali niebiesko-żółty zestaw, zostawiali otwartą książkę na biurku, po czym popełniali samobójstwo. (A mówi się, że to gry komputerowe ogłupiają i skłaniają do naśladowania ryzykownych zachowań.)

Zasadniczy problem z tym pomysłem na walentynki jest taki, że trudno zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Jak już się zabijesz, to nie zobaczysz miny ukochanej, kiedy będzie płakać nad twoim ciałem.

Ten odwieczny dylemat rozwiązał pewien pomysłowy Rosjanin. Oświadczyny na Wieży Eiffla? Nuda. Na dnie Rowu Mariańskiego? Mont Evereście? W Międzynarodowej Stacji Kosmicznej? Wszystkiemu jakoś brak rozmachu. A gdyby tak…

Aleksiej Bykow wynajął reżysera i upozorował wypadek samochodowy (kto bogatemu zabroni?). Następnie zadzwonił do ukochanej, że czeka na parkingu przy pewnym barze. Kiedy dziewczyna dotarła na miejsce, wokół kłębili się sanitariusze, a przy wraku samochodu leżał skąpany we krwi romantyk.

Gdy dziewczyna wybuchnęła płaczem, Bykow zerwał się na równe nogi i wyciągnął pierścionek.

W całej tej historii jeden detal wydaje mi się nieprawdopodobny. Powiedziała TAK1.

 

Wszystkim czytelnikom życzę niezapomnianego święta zakochanych!

P.S. Prawda, że zjedlibyście 15 pączków?


1http://www.dailymail.co.uk/news/article-2198254/Oddball-Alexey-Bykov-fakes-death-springing-life-proposing-true-love.html

Czytaj dalej

Sporo komentarzy

    • Nie ma się co śmiać 🙁 Na matematyce to tak nie działało, ale z fizyki dostałem kiedyś -15 p. za to, że napisałem „kożystam z wzoru”. A to był (słowo!) wyjątkowy przypadek, kiedy poprawnie rozwiązałem zadanie.
      (Jak sobie przypominam, na matematyce była jakaś kontrowersja ze słowem „dzik”, ale chyba nie ortograficzna, tylko merytoryczna… Zadanie o skarpetach w szufladzie przetłumaczyłem na takie o myśliwych strzelających do dzika, bo tylko takie pamiętałem, jak się rozwiązuje…)
      Pozdrawiam walentynkowo cały Pokój Nauczycielski! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.