„Szczepienia – przegląd ważnych badań”. Pseudonaukowcy kontratakują!

Czekam sobie na autobus na Krakowskim Przedmieściu, patrzę na wystawę w Księgarni Naukowej im. Bolesława Prusa, a tam:

Miller - Szczepienia. Przegląd ważnych badań

„Szczepienia – przegląd ważnych badań” Neila Z. Millera to jeden z najdoskonalszych przykładów wernakularnej rewolucji pseudonaukowej, jakie miałem przyjemność w życiu widzieć! W największym skrócie rewolucja taka polega ona na wykorzystaniu środków i argumentów naukowych w połączeniu z tzw. „zdrowym rozsądkiem” przeciw samym instytucjom nauki.

Przegląd ważnych badań

Neil Z. Miller w jednej książce zbiera i zestawia wyniki setek badań na temat szczepień publikowanych w czasopismach naukowych. Oryginalne teksty są często trudno dostępne (subskrypcje czasopism naukowych są nieraz astronomicznie drogie), zazwyczaj pisane są też językiem niezrozumiałym dla laików. A przede wszystkim – kto miałby czas na przekopywanie się przez tysiące stron literatury. Książka w przystępny i przekrojowy sposób przedstawiająca wyniki badań brzmi zatem jak świetny pomysł, prawda?

Problem polega na tym, że „Szczepienia” wcale nie przedstawiają przekroju badań. Miller dość bezwstydnie pisze o tym już we wstępie. Przemysł farmaceutyczny ukrywa prawdziwe informacje dotyczące szkodliwości szczepionek – dowiadujemy się na pierwszych stronach książki. Dlatego niniejsza publikacja przedstawia treść 400 artykułów naukowych, starannie wybierając jedynie te, które pokazują negatywne skutki szczepień.

To nie koniec!

Dalej czytamy: niektóre z przedstawionych artykułów kończą się wprawdzie konkluzjami zachęcającymi do szczepień i podkreślającymi, że korzyści dalece przekraczają negatywne skutki, autor celowo wybiera jednak tylko te fragmenty badań, które prezentują negatywne skutki.

I wreszcie, na koniec wstępu, Miller mimochodem wspomina, że istnieje wiele badań potwierdzających skuteczność i (relatywne) bezpieczeństwo szczepień. Dlatego dla pełnego obrazu po przeczytaniu książki czytelnik powinien zapoznać się także z nimi.

Najzabawniejszy (a zarazem najbardziej wartościowy!) jest ostatni rozdział książki. Zbiera on badania mówiące o tym, kto właściwie decyduje się nie szczepić swoich dzieci. Każda część książki budowana jest na zasadzie obalania mitów. Tutaj Miller walczy więc ze stereotypem antyszczepionkowców jako ciemnogrodu, przywołując wyniki licznych studiów potwierdzających, że na nieszczepienie dzieci decydują się zwykle zamożni, biali, dobrze wykształceni przedstawiciele klasy średniej.

Potencjalne wnioski z tego zestawienia mogą być dwa.

1) Ludzie lepiej wykształceni i sytuowani w ogóle częściej kwestionują to, co im się każe robić. (Nie zawsze z dobrym skutkiem.)

2) Chcesz być zamożny, wykształcony i biały – nie szczep swoich dzieci.

Państwo sami wybiorą.

Kto za tym stoi?

A zatem – podsumujmy – z dziesiątek tysięcy (to nie przesada) naukowych artykułów dotyczących szczepień Miller wybrał starannie te, które potwierdzały jego tezy. Nie kłamał, nie naginał faktów, nie zmyślał (jak sądzę). A jednak jego działalności nie można uznać za naukową. Przynajmniej z kilku powodów.

Big Pharma to potężny spisek lekarzy, firm farmaceutycznych i przekupionych ekspertów, który nie zawahają się przed niczym, żeby drenować nasze portfele. Fałszują badania, przy użyciu pieniędzy i strachu kontrolują media, korzystając z ignorancji społeczeństwa wstrzykują w krwiobieg dzieci substancje powodujące straszliwe choroby (m.in. autyzm). Ich największym sprzymierzeńcem jest niewiedza. Neil Z. Miller oraz jego nieustraszony polski wydawca (firma Vivante) rzucają im odważne wyzwanie. Znamy już wroga, przyjrzyjmy się więc sojusznikowi.

Neil Z. Miller nie jest lekarzem. Ani naukowcem. Ukończył studia licencjackie (BA) z psychologii. Sam tytułuje się mianem „medical research journalist”. Nigdy nie pracował jednak w żadnej redakcji. Nie ma na koncie nawet publikacji w poważnych czasopismach. Przez całe życie zajmował się wyłącznie pisaniem pamfletów antyszczepionkowych.

Smutna prawda jest taka, że Miller nie ma kompetencji, żeby czytać i analizować rzetelnie artykuły naukowe publikowane w branżowych czasopismach. Są one napisane językiem niezwykle hermetycznym, ich kluczowym elementem są parametry takie jak dobór próby, metodologia badań itp. Mechaniczne wycinanie samych wyników (dobranych pod tezę) przez kogoś, kto zapewne nawet nie w pełni rozumie to, co czyta, zwyczajnie nie ma sensu. Taka praktyka, podkreślmy, nie ma też nic wspólnego z rzetelną popularyzacją nauki.

Neil Z. Miler od dwudziestu lat stoi na czele ThinkTwice Global Vaccine Institute, którego jest założycielem. Nazwa zawierająca w sobie słowa „Global” i „Institute” brzmi bardzo poważnie i naukowo, prawda? W praktyce ta niewielka instytucja zajmuje się wyłącznie szerzeniem wątpliwości na temat szczepionek, a jej strona internetowa w 2016 r. wygląda tak:

Zrzut ekranu 2016-11-30 o 20.09.32
Neil Z. Miller Jest także właścicielem wydawnictwa New Atlantean Books, które sprzedaje jego książki oraz produkty medycyny holistycznej (http://thinkchoice.com/products.htm).

Kupiliby Państwo cokolwiek sprzedawanego przez tych ludzi? Uwierzyliby Państwo w ich zapewnienia o naukowości, obiektywizmie i rzetelności?

Polak potrafi!

Zaraz, zaraz ale polska wersja książki wygląda przecież świetnie! Prezentuje się naprawdę naukowo, zwłaszcza na wystawie Księgarni Naukowej im. Bolesława Prusa. Kto odpowiada za tę niezwykłą przemianę?

Zawdzięczamy ją wydawnictwu Vivante, oprócz szczepionkosceptycznych podręczników wydającemu głównie książki o diecie (w tym widoczne na zdjęciu „Szczęśliwe jelita”). Kilka kliknięć wystarczy jednak by odkryć, że Vivante jest jedynie submarką wydawnictwa Illuminatio, które przedstawia się w ten sposób:

Wydawnictwo ILLUMINATIO to młoda i dynamiczna oficyna, która powstała w 2008 r. Tematyka naszych książek obejmuje następujące dziedziny:

  • ezoterykę: magia, rozwój duchowy, anioły i medycyna naturalna,
  • literatura dla młodzieży,
  • poradniki dotyczące zdrowego odżywiania i odchudzania
  • poradniki motywacyjne o nauce osiągania sukcesu,
  • Wydawnictwo jest też wyłącznym polskim wydawcą bestsellerowej serii książek Cesara Millana, znanego jako Zaklinacz Psów.

Celem naszych publikacji jest zachęcenie i zainspirowanie czytelników do poszukiwań prawdziwego źródła wiedzy i odkrywania własnych prawd. Chcemy, aby zawarta w nich mądrość trwała w umysłach dłużej niż chwilę i sprawiała, że staniemy się bardziej świadomi otaczającego nas świata.

W ich ofercie znaleźć można fascynujące publikacje dotyczące życia po śmierci, oraz mój top w tegorocznym liście do św. Mikołaja, książkę pt. „Iluzja percepcji. Tom 1: stek bzdur” reklamowaną jako

Totalnie nowatorska, najbardziej kompletna i zjawiskowa analiza struktur naszego świata rządzonego przez Archontów na wzór starożytnych Aten, spisana przez najbardziej kontrowersyjnego brytyjskiego badacza światowej konspiracji –

Ktoś jeszcze ma ochotę na zakup podręcznika dla rodziców zainteresowanych pogłębieniem wiedzy pt. „Szczepienia – przegląd ważnych badań”?

Nie znam mocnych dowodów na to, że Big Pharma istnieje. Na pewno istnieje jednak potężny biznes żerujący na ludzkiej naiwności i sprzedający świetnie opakowane bzdury przebrane za naukową literaturę.

Pseudonaukowa rewolucja trwa!

To nie jest kwestia jednej książki i jednej wystawy w księgarni naukowej. Otwartość, demokratyzacja, dostęp do mediów i wiedzy to wspaniałe zjawiska. Warto jednak pamiętać, że niosą za sobą także poważne ryzyko. Jednym z nich są różne formy pseudonaukowej rewolucji.

Cały problem polega na tym, że praktyki pseudonaukowe w rodzaju książki Millera na pierwszy rzut oka wydają się „bardziej naukowe” od prawdziwej nauki. Podobnie jak laboratorium szalonego naukowca z filmu znacznie lepiej odpowiadają one potocznemu wyobrażeniu o tym, jak wygląda nauka, niż prawdziwe badania i prawdziwe laboratoria – nudne i niedostępne.

Pseudonauka dlatego często pokonuje naukę w walce o masową publiczność, bo obiecuje nam świat, w którym wszyscy mogą zrozumieć wszystko. Teorie wernakularne zamiast obudowywać się ceremoniałem i instytucjami-strażnikami, odwołują się do faktów zrozumiałych dla każdego, proponując czytelnikowi współuczestnictwo w „naukowych badaniach”.

Pseudonauka jest więc demokratyczna w sensie dosłownym. Nie każda demokratyzacja przynosi jednak dobre skutki.

Czytaj dalej

26 Comments

  1. Jestem dość stary i pamiętam z dzieciństwa osoby z bliznami po ospie, moi koledzy chorowali na polio, zostali inwalidami a część zmarła.Jako młody lekarz a właściwie jeszcze student pamiętam swoją bezradność przy dziecku z odrą. Dlatego mam bardzo osobisty negatywny stosunek do tych wszystkich bzdur. Co robić?Zabronić? Karać ? jeszcze gorzej. Wtedy teoria o spisku się potwierdzi, zresztą jest wolność słowa. Przekonywać, wyjaśniać- p. Miller wyjaśni lepiej.

    • W latach pięćdziesiątych jeszcze bez problemu z ta choroba sobie radzono podając wit.C i po paru dniach bylo po chorobie. Ale skoro juz tego nie uczą na studiach to nie dziwota, ze ludzie nazywają was konowalami

  2. Wydawnictwo Neila Z. Millera New Atlantean Books („Książki Nowych Atlantów”) mogłoby swobodnie upowszechniać „ejakulacje intelektualne” opisane w innym miejscu, niejakiego Bieszka (http://mitologiawspolczesna.pl/tryumf-historycznej-post-prawdy-pseudonaukowe-bestsellery-o-starozytnym-imperium-lechitow/), ale także von Danikena i podobnych. To jest ten sam poziom „wewnętrznego” poznania, okultnego i ezoterycznego w swej „naturze”, a nie naukowego. Jednakowoż klimat obecnie płodny na post-NewAge’owe dywagacje, w czasie gdy maleje zaufanie do elit politycznych, środowisk eksperckich i intelektualistów, a do głosu dochodzi populus…

  3. Znam polski odpowiednik pana Millera, to niejaki Jerzy Zięba. Ogłupił totalnie tysiące ludzi w tym moich teściów (dodam nieźle wykształconych). Byłbym wdzięczny za pomoc w zdemaskowaniu tej szarlatanerii. Może jakiś artykuł lub lepiej jeszcze książka ?? Może już coś takiego istnieje ? Czy da się trafić do ludzi którzy wiedzą ‚lepiej’ [?]
    Pozdrawiam,

  4. mnie jako dziecko zastanawiała szczepionka na heinego-medina – w mojej okolicy 2 dzieci zachorowalo PO podaniu szczepienia i pamiętam jak mama bała się mnie zaszczepić, pytała 1005x czy na pewno czuję się zdrowa, obserwowała czy nie mam kataru, kaszlu lub najdrobniejszych oznak przeziębienia… ja się zastanawiałam po co chce mnie szczepić jeśli mogę zachorować od samgo szczepienia…
    dorosłam… zmieniłam otoczenie – mojej koleżanki syn w 1 dobie coś miał – jakiś bezdech czy coś – i zawiesili mu wszystkie szczepienia – poznałam ich jak młody miał 3 mies. podsumowała to z przekąsem ‚szczepienia niby takie bezpieczne, ale jak przyjdzie co do czego to z miejsca zawieszają’…
    minęło kolejnych kilka lat… urodziłam moją kruszynkę… wcześniak w 1 dobie zaszczepiona… dopiero po szczepieniu zrobili badania i wyszło, że ma wrodzoną cytomegalię – z miejsca zawiesili wszystkie szczepienia – poza wzwb „bo dobrze przeszła” – dawkę przypominającą dostała w terminie – byliśmy w podróży więc nie obserwowałam co i czy coś wystąpiło – zaczęłam czytać jak to jest z zawieszeniem tych szczepień, dlaczego ma zawieszone etc… kolejną dawkę przeciągaliśmy jak długo mogliśmy… miała ponad rok… pani lekarce nie przeszkadzało to że młoda jest podziębiona – stwierdziła, że katar nie jest przeciwwskazaniem (z mojego dzieciństwa pamiętam cos innego)… ale dałam zaszczepić – po tym młoda zaczęła sie przez ponad 2 tygodnie zawieszać… nie reagowała nawet na szturchnięcia… po prostu zawias totalny – NOP oczywiście nie odnotowany, nie wiązany ze szczepieniem – nie zbadane dlaczego akurat wtedy – bezpośrednio po szczepieniu – zaczęły się te zawiasy… z czasem ustąpiły… ale decyzja zapadła – nie zamierzam szczepić – młoda jest zdrowa… więcej niż ospy nie miała (kuzynki szczepiona młoda ospę też przechodziła :D)…

  5. Więc to nie jest kwestia ‚wierze, nie wierzę’ – to jest kwestia ‚wolę nie ryzykować’ 🙂
    zanim mi zaczepią młodą – chcę komplet badań, czy nie ma alergii na ŻADEN ze składników, gwarancji, że nie wystąpi coś poważniejszego etc…
    Nauka nie jest w stanie dać gwarancji… jak mi przykro – ja nie jestem w stanie ryzykować.

    • problem jest taki, ze nie ma procedury medycznej, ktora nie grozi powiklaniami, zwykle, glupie wklucie, ktorych w kazdym szpitalu dziennie wykonuje sie dziesiatki moze skutkowac obrzekiem, krwiakiem, albo nawet groznym zakazeniem, podjecie decyzji o przeprowadzeniu jakiejs procedury to wlasnie analiza czy wieksze jest ryzyko zdarzen niepozadanych, czy wieksza jest korzysc dla pacjenta, szczepi sie dlatego, ze diagnostyka, leczenie i ryzyko powiklan po takich chorobach sa mniej korzystne dla ogolu niz rzadsze NOPy
      co do odroczenia szczepienia sa dokladnie opisane kryteria przeciwwskazan wzglednych i bezwzglednych

      • Głupoty. Natura nie popelnila błędu, choroby są potrzebne by ćwiczyć i wzmacniac układ immunologiczny, szczepiac dzieci na starcie pozbawiamy je naturalnej ochrony.

  6. No dobrze, to które publikacje na temat szczepień warto czytać i w nie wierzyć? Te które mówią o słynnych korzyściach przewyższających ryzyko? Które powołują się na statystyki o tym ile chorób dzięki szczepieniom przestało występować? Te które mówią że nop to zaczerwienienie i bolesność w miejscu wkłucia a pozostałe zdarzenia są niezmiernie rzadkie bo tak wynika ze zgłoszeń? Jak ocenić wiarygodność tych badań i rzetelność autorów? Sugerując się tym że ktoś ma dr n. med. przed nazwiskiem? Czym kierować się czytając takie lektury? Zdrowym rozsądkiem i tym co mówi lekarz w przychodni? A cóż może on powiedzieć jeśli zmuszony jest do realizacji określonej polityki służby zdrowia w kraju i nie może mieć innego zdania niż odgórnie przyjęta strategia? A czym jest zdrowy rozsądek, przekonaniami latami wbijanymi do głowy przez ekspertów? Tu koło się zamyka, znów zapytajmy kim jest ekspert i dlaczego wierzyć w to co pisze.

    • sprawdzac metodologie badania, sile, gdzie artykul zostal opublikowany (jaki impact factor czasopisma)

    • Ja może głupi jestem. Ale w jaki sposób film na CDA może być mocnym dowodem na cokolwiek?

      Ja w dzieciństwie widziałem ET. To mocny dowód na to, że kosmici istnieją…

  7. Jestem jak najdalszy od podejrzanych idei medycyny holistycznej, czakramów, jogi, akupunktury, radiestezji, homeopatii itd. Jednak przykłady takie jak te podane przez Mamę-nieszczepionego każą zastanowić się nie tyle nad celowością samych szczepień, co prawem pacjenta do tego, żeby nie był traktowany jak punkcik w światowej statystyce zachorowań, tylko indywidualna osoba ludzka. Ta osoba ma prawo oczekiwać: rzetelnej informacji w odpowiednim czasie czyli PRZED szczepieniem, pokazania alternatyw różnych preparatów i ich jakości, sprawdzenia czy na pewno nie ma przeciwwskazań do szczepienia, rzetelnego odnotowywania powikłań poszczepiennych itd czyli bez żadnych cudów, jedynie potrzebne jest egzekwowanie tego, co teoretycznie służba zdrowia powinna robić ale nie robi, bo ma za mało ludzi, czasu, pieniędzy na takie pierdoły. I to jest meritum sprawy. Co do spisku producentów – nie odważyłbym się kategorycznie stwierdzić, że takowy istnieje ale z drugiej strony spójrzmy na leki homeopatyczne – nie leczą, nic nie robią, to powinien zrozumieć każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek, a jednak w majestacie prawa lekarze zapisują je na receptę. A więc jakaś forma zmowy w przemyśle farmaceutycznym i na styku ze światem lekarzy musi istnieć. Być może tylko na zasadzie: nie rozgłaszajmy, że nasze specyfiki to bujda i nie zaprzestawajmy produkcji skoro inni produkują i na nich zarabiają, róbmy to samo i lobbujmy wśród lekarzy, zasponsorujmy badania w których rezultaty wyjdą o te 0,1% powyżej placebo, itd, itd. Obawiam się, że producenci szczepionek także wywierają naciski i zależy im na podnoszeniu sprzedaży bardziej niż na uzdrawianiu ludzkości.
    Warto rozmawiać, jak mówią ;), więc wyobraźcie sobie, że macie dziecko z autyzmem (jako dodatek do niepełnosprawności ruchowej). W pierwszym czy drugim roku życia po jakimś szczepieniu miało komplikacje w postaci silnej reakcji alergicznej na całym ciele. Potem dowiadujecie się, że jest problem z czasem opisany jako autyzm. Kto ma w rodzinie ten wie co to znaczy, kto nie pracuje z dziećmi nie spotyka takich dzieci nigdy nie będzie czuł skali problemu. Twoje dziecko nie będzie miało dylematu jakie studia wybrać, będziesz rwać włosy jak zrobić, żeby uporało się z podstawówką. Rodzi się drugie dziecko – czy zaszczepisz dokładnie tak jak proponuje przychodnia, czyli szybko, na wszystko i bez żadnych badań (bodajże ok 25 różnych dawek w pierwszych 6m życia)? Czy nie będziesz mieć wątpliwości? Ja je mam.

  8. Dla tych którzy są odporni na wiedzę i argumenty innych i u których brak logicznego myślenia a łacno ufają słowu nauka.
    Nauka ciągle jest weryfikowana i poprawiana ale mimo to wciąż powstają nowe błędy.
    Dowodów iż nauka się myli i to bardzo często są tysiące, wymienię kilka
    Talidomid cudowny lek czyniący same zło (dziesiątki tysięcy urodzonych zdeformowanych dzieci), pestycyd DDT lekarstwo na całe zło świata,GMO, słodzik zamiast cukru dziś wiadomo , że jest rakotwórczy a jak go wychwalała nauka to samo Aspartam. Jedz margarynę zamiast masła bo to zdrowo reklamowała nauka dziś wiemy czym są tłuszcze utwardzone. Paracetamol cudowny lek , który przy niewielkim przedawkowaniu zabija.
    Na te i wiele innych dowodów są setki artykułów i zdjęć wystarczy poszperać.
    Nie mam wątpliwości że o szczepionkach w takiej formie jakiej one dzisiaj są napiszą kiedyś to samo co dziś pisze się o Talidomidzie.
    Prawdziwa nauka otwarta jest na wszystkie argumenty!!!

  9. Witam. Podam kilka ciekawostek dotyczących ospy prawdziwej:
    ► 1871 Bawaria – spośród 30 742 przypadków 29 429 osób było zaszczepionych przeciw ospie prawdziwej (95,7 procent)
    ► 1871 Prusy – kraj o najwyższym wskaźniku wyszczepialności w Europie – najwyższy wskaźnik zgonów z powodu ospy prawdziwej niż jakikolwiek inny kraj w Europie północnej (69 839)
    ► Armia niemiecka – wszyscy rekruci byli ponownie szczepieni – śmiertelność z ospy prawdziwej była o 60 procent wyższa niż wśród ludności cywilnej w tym samym wieku, wśród której powtórne szczepienie nie było obowiązkowe
    ► Różne epidemie europejskie – Kolonia w 1870 r., 173 zaszczepione osoby zachorowały na czarną ospę zanim zachorowała
    pierwsza niezaszczepiona, w tym samym roku w Bonn 42 osoba, W Legnicy [Liegnitz] w 1871 r., pierwsza nieszczepiona osoba
    była dopiero 225 osobą, która zachorowała.
    Źródło: Encyclopaedia Britannica, 9th edition http://www.1902encyclopedia.com/V/VAC/vaccination.html

  10. Każdy naukowiec czy laboratorium nie mające poparcia władzy będą przez tą władzę dyskredytowane z wiadomych powodów, co nie oznacza, że wyniki badań nie są prawdziwe. Z regóły właśnie są, jednak w obliczu ewentualnych strat finansowych czy skandalu są przedstawiane opinii publicznej jako jedno wielkie kłamstwo. Przez wiele lat wpojono ludziom przeświadczenie, że wszystko co robi władza, robi dla ludzi. Że wielkie firmy martwią się o nasze zdrowie i życie. I może kiedyś tak było. Jednak globalizacja spowodowała to, że te czasy jeśli nawet były już dawno minęły. Teraz liczy się pieniądz. A im bardziej będziemy chorzy tym lepiej. Wszyscy czyli władza i koncerny więcej zarobią. Przecież zdrowy człowiek to żaden odbiorca tak wszelakich dobrodziejstw koncernów jak i usług wladzy czyli państwa. A jedni z drugimi są ściśle powiązani. Inaczej żadne z nich nie zarobiłoby złamanego grosza. I na koniec … we współczesnym świecie, ten kto myśli, że zupełnie obca mu osoba ( tu czytaj również – instytucja, korporacja) martwi się o niego, o jego zdrowie, statut społeczny jest zwyczajnie głupi. W dzisiejszych czasach my ludzie mamy być odbiorcami jak największej liczby wszelakich dóbr materialnych, a przede wszystkim lekarstw itp. Bo najdroższe jest właśnie zdrowie. Więc żeby tak było musimy być chorzy. Jak najczęściej, jak najmocniej i jak najdłużej.

  11. Zawsze mnie bawili tacy neofici „nauki”, wywodzący się na ogół z wczorajszych analfabetów. Onanizują się do tej „nauki”, a tak naprawdę GÓWNO o niej wiedzą. Nie kończyłem studiów medycznych, ale na moim kierunku uczono mnie jeszcze LOGIKI i METODOLOGII NAUK – które to dwie dyscypliny pozwalają NAPRAWDĘ wykształconemu człowiekowi odróżnić naukę prawdziwą, od szarlatanerii i chorego sekciarstwa. Uczono mnie mianowicie paradygmatu Poppera. Austriacki filozof Karl Popper sformułował podstawową zasadę teorii naukowej – tzn, teorię falsyfikacji. Innymi słowy – naukowe jest tylko to, co może zostać zakwestionowane. Wszystko, w co trzeba wierzyć bezkrytycznie, należy do sfery ideologii (najczęściej totalitarnych), oraz religii (najczęściej w wydaniu niebezpiecznie sekciarskim, bo podstawą religii katolickiej jest wolna wola, tej zaś sekty nie dopuszczają, bo wymagają od swoich członków bezgranicznie ślepego posłuszeństwa). Jest wręcz OBOWIĄZKIEM naukowca domagać się krytyki swojej teorii lub odkrycia – a tam gdzie się da, jej eksperymentalnego zbadania. Żaden normalny człowiek nauki nie będzie obrażał się za zakwestionowanie jego teorii – a już na pewno, nie będzie domagał się CENZUROWANIA lub REPRESJONOWANIA krytyków jego teorii.

    I tylko tyle wystarczy wiedzieć, by wyrobić sobie pogląd na tzw. szczepionkarstwo – nie trzeba już wcale kończyć studiów medycznych, by rozpracować temat.

    Z tego punktu widzenia, całą ta „wakcynologia”, to istny sekciarski szamanizm. To współczesny łysenkizm, opierający swoje teorie jedynie na TERRORZE i KORUPCJI. Cała ta Sekta Wyznawców Kultu Ropnych Gałganków zawdzięcza swoje zadziwiająco wielki wpływy w świecie nauk medycznych TYLKO terrorowi i korupcji. W istniejących nie wiadomo na jakiej zasadziem kapturowych i kompletnie ANONIMOWYCH „sądach lekarskich” nadzorowanych przez Naczelną Radę Lekarską (organ w ogóle nie figurujący w konstytucji), toczy się kilkanaście spraw o odebranie prawa wykonywania zawodu DOŚWIADCZONYM LEKARZOM, którzy na podstawie swoich obserwacji praktycznych podczas pracy z pacjentami lub własnych badań odkryli, że szczepionki mogą powodować więcej złego, niż dobrego. TO WŁAŚNIE NIC INNEGO, JAK TERROR I CENZURA – instrumenty charakterystycznie nie dla NAUKI, tylko SKORUMPOWANEGO SEKCIARSTWA.
    Tu dochodzimy bowiem do drugiego wątku – KORUPCJI w branży szczepionkarskiej industrii. Nie jest żadną tajemnicą, że koncerny szczepionkowe zarabiają na swoich gusłach olbrzymie pieniądze. Koszt produkcji jednej szczepionki, to zaledwie kilkanaście centów – pewnie sama fiolka jest droższa od zawartości. Natomiast rządy kupują je MEGA HURTEM od producentów, już po KILKADZIESIĄT DOLARÓW za sztukę. To przebitka większa, niż przy handlu narkotykami. A narkomanów jest w każdej populacji najwyżej 1-2%. Szczepionki zaś wmusza się WSZYSTKIM. Weźmy sobie tylko Polskę, która przecież jest zaledwie pryszczem na mapie świata. Ok. 400 tys. urodzin rocznie – po 26 dawek dla każdego dziecka. Na każdym kilkadziesiąt dolarów pewnego zysku – bez żadnego wysiłku lub ryzyka. JEST BIZNES? Producent samochodów musi liczyć się z tym, że jego produkt się nie spodoba, nie sprawdzi – klienci go odrzucą, a jego produkcja pochłania ogromne środki i wiąże się ze sporym ryzykiem bankructwa. W szczepionkarstwie tego nie ma. Nie jest tajemnicą, że koncerny dają politykom – decydentom w sprawach medycznych ŁAPÓWKI, by wprowadzali PRZYMUS podawania ich świństwa wszystkim ludziom – mało tego, by rządy kupowały to od nich po cenie kilkaset razy – lub nawet kilka tysięcy razy –
    wyższej, niż jednostkowy koszt produkcji. Mając takie zyski (kilkadziesiąt milionów urodzin rocznie w skali świata – które TRZEBA zaszczepić NIE ODPOWIADAJĄC ZA NIC!!!), koncerny szczepionkowe mogą nie tylko kupić sobie każdego ministra, ale i całe UNIWERSYTETY MEDYCZNE, w których DYSTRYBUCJĘ swojego produktu, w sposób absolutnie nieuzasadniony i bezczelny, stroją w piórka NAUKI. Przykład najbliższy – z Polski. Niejaki wiceminister zdrowia Łanda (odpowiedzialny właśnie za wprowadzanie szczepień) przyszedł do pracy w ministerstwie skąd? Z koncernu szczepionkowego. I kiedy już wprowadził kolejną przymusową szczepionkę dla CUDZYCH dzieci, to czyj koncern dostał rządowe zamówienie na tę olbrzymią sumę? Zgadliście – koncern z którego przyszedł minister … i do którego potem wrócił, po załatwieniu przekrętu w ministerstwie. TAK TO SIĘ ROBI W SZCZEPIONKARSTWIE.
    Cała ta Sekta Wyznawców Kultu Ropnych Gałganków, to suma wszystkich możliwych patologii – niszczący prawdziwą naukę terror i pranie mózgów, prostytuowanie nauki poprzez kupowanie „naukowych” stempelków dla zwykłych pijarowskich chwytów opartych na kłamstwie i manipulacji – a wszystko to okraszone jeszcze mega korupcją. Tym wszystkim durniom i nieukom, onanizującym się tak bezwstydnie do tego guślarstwa zwanego wakcynizmem, pozującym na takich „nowoczesnych pogromców ciemnoty”, polecam zapoznanie się z MROCZNĄ HISTORIĄ ich kultu (pełną ZBRODNI: mordercze eksperymenty na dzieciach z sierocińców – dziesiątki tysięcy ofiar, kłamstw i niewyobrażalnej chciwości ich kapłanów, vide niejaki hochsztapler i zbrodniarz Jenner (pierwszy Mengele w historii świata, na ponad 100 lat przez swoim hitlerowskim naśladowcą), mający na sumieniu co najmniej kilkanaście dzieci zamordowanych OSOBIŚCIE dla swoich eksperymentów – oczywiście dla pieniędzy, o które o wiele bardziej gorliwie, niż w kwestii sprawdzenia prawdziwości swoich „odkryć”, ubiegał się u wyżej postawionych cwaniaczków we władzach, oferując im podział zysków ze swojego haniebnego procederu.
    Jeżeli jeszcze to kogoś nie przekonało, to mam jeden argument 100% skuteczny – doświadczalny, każdy może wykonać taki eksperyment samodzielnie – jak się odważy oczywiście, co w przypadku członków Sekty Wyznawców Kultu Ropnych Gałganków, jest sprawą dyskusyjną.
    Jeżeli ten półgłówek, autor tego „artukułu”, jest taki przekonany o swoim geniuszu i mądrości rodem z podręczników szczepionkowego marketingu dla lekarzy (TAK – SĄ TAKIE – poradniki marketingowe dla lekarzy – jak skutecznie sprzedawać szczepienia, gdzie 100% informacji to zwykłe techniki manipulacyjne, bez jakiegokolwiek związku z medycyną), to niech zgodzi się na prosty eksperyment.
    Wstrzykniemy mu komisyjnie cały program szczepień dla dzieci – ale zgodnie z regułami toksykologii i farmakokinetyki, w dawkach proporcjonalnie dopasowanych do masy ciała. Czyli, jeżeli niemowlę (3.5 kg) dostaje w strzykawce np. 5 ml, to jemu, ważącemu pewnie z 70, wstrzykniemy 100 ml. I tak 26 razy w ciągu dwóch lat. I tak będzie miał fory w stosunku do niemowlęcia – bo ono jeszcze nie ma ani bariery krew-mózg (wykształca się całkowicie gdzieś dopiero około 3 roku), ani własnego układu odpornościowego (układ immunologiczny niemowlęcia do 6 miesiąca bazuje głównie na przeciwciałach matki pobieranych z mleka – o ile kobieta karmi), wątroba i nerki niemowlęcia nie są jeszcze w pełni rozwinięte i nie są w stanie filtrować wszystkich toksyn. Połączenia neuronalne układu nerwowego też dopiero się tworzą, pozostając całkowicie bezbronne wobec jakichkolwiek czynników patogennych, które jeżeli je zaatakują, to uszkodzą je już nieodwracalnie – a w szczepionkach mamy co najmniej kilkanaście potencjalnie śmiertelnych trucizn (już pomijam same bakterie lub wirusy) wstrzykiwanych prosto do krwi.
    CZY TEN PAJAC PODEJMIE TAKIE WYZWANIE?
    Zapewne nie – może robić „łaskę” swoim sponsorom ze szczepionkowej industrii (męska dziwka żyjąca ze współuczestnictwa w okaleczaniu CUDZYCH dzieci) – ale aż takim idiotą, to nie jest. On chce tylko dobrze wypić i zakąsić, i żeby sponsorzy dali mu na „furę i komórę”, a nie zapewniać sobie traumatyczne przeżycia z trumną na końcu.
    Ale może jednak, będąc tak pewnym swojego naukowego geniuszu, będzie miał ochotę sięgnąć jednak po tę Nagrodę Darwina. Zapłacę za wszystko (szczepionki w takich proporcjonalnych dawkach) – oczywiście oprócz pogrzebu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.